Wszyscy rodacy, którzy w stanie łaski przelaliście krew za Ojczyznę i wiarę w walce z poganami i wrogami Krzyża, módlcie się za nami.
Wszyscy w chwale niebieskiej rodacy i rodaczki, którzy modłami, łzami, cierpieniem, pracą i ofiarą chcieliście Królestwo Boże wybłagać dla Ojczyzny i świata całego, módlcie się za nami, módlcie się za Ojca Świętego
Nadeszła kolejna pierwsza sobota. Pierwsza bez niego - bez ks. Mirosława Drozdka, zakopiańskiego Kustosza. W miniony piątek o świcie przeszedł on do innej klasy w szkole Maryi i siedzi już w ławce niebieskiej. My jeszcze uczymy się maryjnego abecadła. I żal nam, że nie ma wśród nas tego prymusa, który umiał wytłumaczyć to, czego nie byliśmy w stanie pojąć. Zostało puste miejsce...
Czasem jak przez matową szybę widzimy tamto święte zgromadzenie, a gdy w pierwsze soboty dociera do nas głos Matki Najświętszej, słyszymy, jak opowiada Ona święte historie swym zasłuchanym uczniom. Siostra Łucja, Jan Paweł II,
Anatol Kaszczuk, Ksiądz Kustosz... Nas tam nie ma. Za mało jeszcze wiemy, za mało egzaminów zdaliśmy, jeszcze za mało jest w nas miłości. Wciąż jesteśmy w ziemskiej klasie. Ci, którzy tutaj są najbliżej Niej, to zwykle, według kryteriów tego świata, uczniowie z "oślich ławek" - najprostsi, nieuczeni, bez zdanych celująco testów, wyśmiewani przez innych. Ale to oni są najbliżej Serca Matki. Garną się do Niej w Jej sanktuariach, z pokorą ściskają w dłoniach stare modlitewniki, bo sami nie umieją "pięknie" rozmawiać z Matką. Ich znakiem rozpoznawczym jest wytarty różaniec. Nie umieją mówić, ale potrafią zatrzymywać w oczach to światło od Boga, które jest w Niej. Są blisko, w kręgu Jej ciepła i jasności.
W pierwszej ławce klęczał wśród nich ze swym różańcem Ksiądz Kustosz. Przed szereg wypchnęły go miłość i gorliwość zdolne pokonać wszystko. Patrzono na niego jak na szaleńca, człowieka nieobliczalnego, fanatyka. Nie dbał o to, jaką etykietkę mu się przyczepia. Żył wpatrzony w Maryję. Uczyliśmy się od niego, jak się uczyć w tej szkole. Często "ściągaliśmy" od niego zadania domowe, a on zawsze dawał, zawsze pomagał. Teraz to miejsce jest puste. Najbardziej czuje się to, gdy nadchodzi pierwsza sobota...
Byłem z nim związany tak wiele lat. Zawsze byłem blisko niego, nawet gdy dzieliła nas duża odległość. Pracowaliśmy razem, byliśmy jednym sercem dla Jej Serca. Trudno teraz nie płakać, gdy serce zostało tak rozdarte...
Byłem przy nim w tym ostatnim roku, jak potrafiłem - bardziej niż kiedykolwiek wcześniej; choć rozmawialiśmy mniej, choć rzadziej się widzieliśmy. Gdy mówił w tych ostatnich tygodniach, mówił z jeszcze większym imperatywem. Temperatura jego słów aż parzyła serce. Mówił o misji zleconej nam w Fatimie, o wypełnieniu się na naszych oczach obietnic, bo "Bóg nie chce już dłużej czekać, sam wypełni obietnice Fatimy".
Mówił o owocach, których nie doczekał: "Święty Maksymilian Kolbe nie doczekał owoców swojej pracy. Ja też nie doczekałem". A ja mówiłem mu o wizji Barbary Kloss, że wszystko dopiero przed nami, że to prawda - sanktuarium nie jest jeszcze tym owocem jego życia, który zaplanowała Maryja. Że Bóg da coś więcej.
Dobrze pamiętam tamtą wizję... Było to niedługo po zakończeniu wojny rozpętanej przez Adolfa Hitlera.
Pewnego dnia Barbara Kloss, polska mistyczka, której Maryja dyktowała pierwszosobotnie rozważania, jechała góralską bryczką z Zakopanego do Kościeliska. Schorowana i obolała wydawała się drzemać. Nagle poruszyła się i zdecydowanym głosem zażądała, by zatrzymano powóz. Jadący z nią rozejrzeli się zaciekawieni. Cóż takiego szczególnego dostrzegła Barbara Kloss? Miejsce było takie, jakich wiele w tych okolicach. Kilka góralskich chat, niewielki las na łagodnym wzgórzu. Wprawdzie po lewej piętrzył się ku niebu dumny Giewont, ale oczy Barbary spoglądały pełne zachwytu w przeciwną stronę - ku świerkom rosnącym na przydrożnym pagórku. Wtedy usłyszeli: "Widzę wielki ogień bijący w niebo. Tu będzie stał kiedyś kościół, z którego sława Matki Bożej rozejdzie się na cały świat". Gdzie jest to "miejsce ognia"? Barbara Kloss zatrzymała powóz tam, gdzie dziś znajduje się sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej...
Ale wierzę za Księdzem Kustoszem, że sława tego sanktuarium jest jeszcze przed nami. Że nadejdzie czas, kiedy Matka Najświętsza zrodzi w nim niezwykłe owoce. Jakie? Mogę tylko przeczuwać...
http://www.porady-duchowe.siedlce.opoka.org.pl/NIEUST-ROZA.htm
NIEUSTAJĄCY RÓŻANIEC (krąg tygodniowy).
1. Jak powstał? Niedawno w okolicy Ostródy zmarła w opinii świętości mistyczka Barbara Kloss, której rozmyślania wydano jako „Myśli Różańcowe”. Widziała ona wielką tarczę zegarową i grupy ludzi mówiących Różaniec, stojące przy poszczególnych godzinach. Ujrzała też szatana w postaci przypominającej ludzką, który poczuł się na tej tarczy jak przypiekany ogniem na patelni i chciał z niej uciec, okazało się to jednak niemożliwe: za każdym razem natrafiał na modlących się ludzi. W końcu wystrzelił w górę jak błyskawica, lecz pozbawiony głowy i rąk. Miało to oznaczać pozbawienie go wszelkich możliwości działania. To była zachęta do utworzenia pierwszego kręgu czuwających na modlitwie różańcowej przez okrągły tydzień, przy czym poszczególne osoby lub grupy (rodziny) czuwają przez jedną godzinę w tygodniu. Istnieją próby stworzenia kręgu jednodobowego i miesięcznego, których tu nie oceniamy z braku miejsca, lecz za najbardziej godny rozpowszechnienia uznajemy krąg tygodniowy. Kręgów takich jest już w Polsce wiele, coraz też więcej powstaje ich za granicą, zwłaszcza w USA. Ojciec Święty Jan Paweł II powiedział: „Wiem o nich, cieszę się i błogosławię. Róbcie to na wielką skalę”.
Lista osób, należących do poszczególnych kręgów, została przekazana „Radiu Maryja”, które zebrało kilkanaście tysięcy zgłoszeń. Napływają wciąż dalsze. Gdyby ktoś wybrał sobie godzinę w tygodniu (np. czwartek 2300), niech wraz ze swoim adresem prześle do „Radia Maryja”, ul. Żwirki i Wigury 80, 87–100 TORUŃ. Można na kopercie dopisać: Nieustający Różaniec.
2. Jak niewidomi są ci, którzy twierdzą, że „zawsze szatan działał w świecie i nie można twierdzić, że dzisiaj jest silniejszy i odnosi więcej zwycięstw, niż dawniej”! My widzimy: owoce jego działania, zwycięstwa na coraz większą skalę, ludzi, którzy mu coraz bardziej świadomie i dobrowolnie służą. Należą do nich zwłaszcza masoni – najzawziętsi, a w Polsce najbardziej ukryci wrogowie Kościoła, Ojczyzny, człowieka.
Msza święta i sakramenty, jeśli tylko ktoś w pełni otworzy się na ich łaskę i moc, są naszą bronią najpotężniejszą. Na drugim miejscu co do skuteczności możemy postawić Różaniec, z którym z reguły objawia się w świecie Maryja, a któremu Jan Paweł II nadał nieoficjalnie moc egzorcyzmu, czyli szczególnej broni przeciwko szatanom.
Kiedy Różaniec jest bronią skuteczną? Gdy wypełnimy zwłaszcza dwa warunki: na początku skierujemy myśl przeciwko wrogowi, mówiąc mu: mocą tych Tajemnic zostajesz pokonany, lub podobnymi słowami (można tu wyobrazić sobie dotychczasowe pole jego zwycięstw, np. Polskę, swoją rodzinę), z przekonaniem, że broń jest skuteczna. Drugi warunek to wykorzystanie mocy obrazu czyli wyobrażonej sobie sytuacji, w jakiej jest Jezus w danej Tajemnicy, np. gdy upada pod krzyżem. Ci, którzy przez cały czas, mówiąc Pozdrowienia Anielskie, potrafią widzieć tę sytuację w wyobraźni, zmuszają szatana do patrzenia na jego własną klęskę, którą zadali mu Jezus z Maryją, zaś tego nie może on znieść. Kto tego nie potrafi, niech jednak nie wątpi w skuteczność swojego Różańca. Takie „widzenie” jest jednak naprostszym rozmyślaniem, którym przecież powinien być Różaniec.
3. Gdy zły duch zostanie w ten sposób pozbawiony „głowy i rąk”, czyli możliwości myślenia i działania przeciwko nam, zwycięża w duszach ludzkich łaska Boża, wzmocnione są dary Ducha Świętego i ludzie powstają z największych nawet upadków i nałogów tam, gdzie dotychczas usprawiedliwiali się argumentami, podsuwanymi przez szatana. Tak możemy "egzorcyzmować" siebie i innych, nawet cały kraj, ufając, że nasza Królowa sama będzie wiedziała, gdzie skierować w tej chwili ostrze tej broni.
Nie trzeba więc mnożyć intencji, w jakich się modlimy; choć można je wymienić, zawsze jednak na pierwszym miejscu stawiamy intencje Matki Bożej. Po to się objawiała w tylu miejscach, prosząc (także po polsku – w Gietrzwałdzie): mówcie codziennie... Inne zobowiązania Różańcowe, np. Tajemnicę z Koła Żywego Różańca, włączamy oczywiście w naszą godzinę.
4. Im trudniej ta walka różańcowa przychodzi, tym bardziej liczy się zwycięstwo. Możemy sądzić, że nocne godziny czuwania przynoszą więcej łaski zarówno czuwającym, jak i tym, za których się modlimy.
5. Co zrobić, gdy jakieś przeszkody uniemożliwią nam czuwanie o tej właśnie godzinie? Gdy je przewidujemy, szukamy w miarę możności kogoś, kto by za nas czuwał lub z kimś się zamieniamy godziną. W razie braku takiej możliwości, np. przy nagłej przeszkodzie, czuwamy w tym dniu o innej godzinie. Gdyby częściej nie udawało się czuwanie o wybranej przez nas godzinie – zgłaszamy odpowiedzialnemu za nasz krąg (lub w „Radiu Maryja”) i prosimy o zamianę, a nawet o skreślenie z listy. Zgłoszenie obowiązuje rodzinę zmarłego lub ciężko chorego członka kręgu Różańca, także wtedy, gdy ktoś inny przejmuje na stałe daną godzinę.
6. Wiadomo, że czuwanie o ustalonej godzinie nie obowiązuje pod grzechem, więc nie musimy się z zaniedbania spowiadać, jednak możemy wyznać, gdy jest ono rzeczywiście świadome i dobrowolne (nie będzie takim nigdy np. zaśnięcie). Jakieś dobro wtedy przepada. Można to porównać np. do zaniedbanego nabożeństwa w którąś z pięciu Pierwszych Sobót miesiąca. Nikt nam ich „pod grzechem” przecież nie nakazał, a jednak czujemy jakiś brak.
7. Ile Tajemnic w ciągu godziny? Nie ma na to żadnej reguły. Można „wpaść w ekstazę” czy zachwyt i zapomnieć o świecie, o czasie, o ilości, przeżywając zaledwie kilka Tajemnic. Ma to być jednak Różaniec, a nie inne modlitwy. Gdyby więc ktoś w ciągu swojej godziny skończył 3 części, zaczyna znów od Tajemnicy I radosnej, nie zapełniając czasu koronkami, litaniami.
8. Gdy mamy taką możliwość, zapraszamy do wspólnego czuwania naszych bliźnich, na całą lub część naszej godziny. Unikajmy wtedy pośpiechu, jak też mówienia przez wszystkich głośno wszystkich słów Różańca, gdyż to męczy i zakłóca rozmyślanie. Niech jedna osoba mówi pierwszą część (np. "Zdrowaś..."), pozostałe drugą.
9. W jakiej postawie? W ułatwiającej rozmyślanie. Łatwiej np. rozważać część bolesną klęcząc. Można na tej samej zasadzie przy radosnej siedzieć, zaś przy chwalebnej – stać, zwłaszcza przy większej senności. Można przez cały czas siedzieć, a nawet leżeć w łóżku, np. zimą. Ciało nie powinno przykuwać naszej uwagi na tyle, by nam przeszkadzało w rozmyślaniu.
10. A gdy często wypada wtedy podróż? Oczywiście, nie musi być ona przeszkodą w rozmyślaniu, zwłaszcza wtedy, gdy umiemy wykorzystać wyobraźnię i widoki w pojeździe czy z jego okna zastąpić widokiem 15 obrazów Tajemnic. Nie jest wtedy nawet konieczne trzymanie w ręku różańca. To samo odnosi się do spokojnej monotonnej pracy, gdy ręce są nią zajęte, zaś umysł – Tajemnicami (prasowanie, przebieranie warzyw w kopcu itp.).
11. W jakim wieku można otrzymać własną godzinę w kręgu? Wydaje się, że dolną granicą może tu być sakrament Bierzmowania, który jest jakby „maturą” członków Kościoła i który zarazem jest uzbrojeniem i przygotowaniem do walki z duchem złym mocą Ducha Świętego. Ponieważ bierzmowani przyjmują na siebie obowiązek walki, a szatan wie o tym i atakuje ich odtąd mocniej – dobrze by było, gdyby wszyscy za tę właśnie broń chwycili.
12. Włączenie się w krąg Nieustającego Różańca jest dla nas wielką pomocą w życiu, gdyż przychodzi ona ze strony wszystkich, którzy w świecie podjęli tę modlitwę. Oni modlą się za nas, więc całe Niebo jest ku nam zwrócone i wspiera nas. Nie jesteśmy tylko biorącymi, lecz sami dajemy, jest więc obopólna korzyść. Używając nowoczesnych sformułowań – jest to „dobra inwestycja”, gdyż „procent od kapitału” rośnie w nieskończoność, na wieki. Dodatkową radością w niebie będzie spotkanie z tymi, którym pomogliśmy się tam dostać naszym Różańcem. Sam tylko Bóg wie, jak rozstrzygają się ludzkie losy w ostatniej godzinie, najcięższej i najbardziej dramatycznej. W godzinie mego czuwania umrze na świecie kilkanaście tysięcy ludzi. Nad iloma w łonach matek zawiśnie groźba śmierci? A ilu z czyśćca wejdzie do nieba?
http://obrazmojegoserca.blog.onet.pl/Barbara-Kloss-mistyczka,2,ID379502208,n
Barbary Kloss/1902-1981/
mistyczka,cudownie uzdrowiona za przyczyną św. Faustyny dokonała aktu całkowitego odddania się MB Częstochowskiej.
Otrzymała dar wewnętrznego słowa,w którym objawiona jej została droga osiągania świętości poprzez medytację i kontemplację tajemnic różańca i pośrednictwa Maryi w procesie osiągania świętości.
Modlitwa
Wszyscy rodacy, którzy w stanie łaski przelaliście krew za Ojczyznę i wiarę w walce z poganami i wrogami Krzyża, módlcie się za nami. Wszyscy w chwale niebieskiej rodacy i rodaczki, którzy modłami, łzami, cierpieniem, pracą i ofiarą chcieliście Królestwo Boże wybłagać dla Ojczyzny i świata całego, módlcie się za nami, módlcie się za Ojca Świętego.
Kinga i Basia (11:53)
http://www.dlapolski.pl/Wspomnienie-o-Anatolu-Kaszczuku-w-druga-rocznice-smierci-art2494.htm
Wspomnienie o Anatolu Kaszczuku - w drugą rocznicę śmierci
Wódz
Nadszedł lipiec, a było to niespełna rok od Porozumień Sierpniowych. Sytuacja polityczna z miesiąca na miesiąc stawała się coraz bardziej napięta. Rząd pozornie tolerował "Solidarność", ale gazety skwapliwie przedrukowywały ostrzeżenia prasy sowieckiej o szerzącej się w Polsce anarchii. Po prowokacji w Bydgoszczy wybuchały inne w różnych częściach kraju, a zaopatrzenie sklepów, zwłaszcza w żywność, pogarszało się z tygodnia na tydzień. Wszystkie braki tłumaczono strajkami w zakładach pracy i w rolnictwie. Wiedzieliśmy, że rząd poduszczany przez "wielkiego brata" nie pogodził się z istnieniem niezależnych związków zawodowych i szuka pretekstu do ich delegalizacji.
O tym wszystkim z wielką troską rozmawialiśmy, siedząc na ganku domu w Szymonowie na Mazurach, grupa gości i gospodyni - pani Barbara Kloss. Pomiędzy dorosłymi kręciła się gromada dzieci. Ganek drewniany, malowany na biało i niebiesko był co prawda wystawiony na południe, ale ocieniony rzędem młodych gęstych lip dawał przyjemny chłód wspomagany innym chłodem, który ciągnął od wielkiej sieni prastarego domu pana Anatola. Do naszych niekończących się rozważań, co będzie - wejdą czy nie wejdą Sowieci, jak "Solidarność" ma reagować, co będzie z Polską i tym podobnych pytań - pani Barbara co jakiś czas wtrącała uwagę o potrzebie modlitwy za Ojczyznę połączonej z zawierzeniem woli Bożej polskich spraw - bez warunków wstępnych. My, czynnie włączeni w ten ruch, mieliśmy, przynajmniej ja sam, pewną trudność w przyjęciu biernej - jak się wydawało - postawy zawierzenia. Pani Barbara wielokrotnie podkreślała siłę modlitwy i jej skuteczność, gdy polega ona na zawierzeniu woli Boga.
O tej niezwykłej osobie, jaką była pani Barbara Kloss, napiszę innym razem, jeśli tego nie zrobią bardziej kompetentni. Tu chcę nadmienić, że była ona spiritus movens, prawdziwym motorem sprawczym i konsultantem wielu pomysłów i decyzji Anatola Kaszczuka.
A więc owego pierwszego dnia lipca siedziała wśród nas na swym wózku inwalidzkim drobna, krucha i wymizerowana, z głową na wiejski sposób owiązaną białą chustką, z rękoma zaciśniętymi na różańcu i oparciu wózka. Popatrywała z uśmiechem na dzieci, z których zwłaszcza te mniejsze garnęły się do niej, pokazując swoje skarby z wyprawy nad jezioro.
Tu chcę wyjaśnić, dlaczego zapamiętałem ten dobroczynny chłód ganku. Już siódmy tydzień w całym kraju nie było deszczu. Ani jednej kropli. Radio podawało hiobowe komunikaty o zapowiadanym nieurodzaju, ba, klęsce żywiołowej. W powietrzu wisiała złowroga cisza. Wszystko, co żyło, chowało się w cień - muchy, pszczoły, ptaki i ludzie. Drzewa zwijały liście, trawy więdły i robiły się szeleszczące, a kostrzewa cięła po stopach. Dla nas, ludzi miejskich, doświadczonych kartkami żywnościowymi i pustymi półkami w sklepach, wiara, że polska wieś nas wyżywi, stawała się mitem w obliczu tej suszy.
Ktoś zapytał, gdzie jest pan Anatol.
- Anatolek z Jasiem poszli sprawdzić pszenicę, czy bardzo zniszczona przez suszę.
Niebawem ukazał się Anatol. Ze spuszczoną głową szedł wolno, trzymając w ręku łopatę i wiadro z nacią ziemniaczaną, a za nim wlókł się równie smutny Jaś, jego główny, najczęściej jedyny współpracownik w gospodarstwie.
- Jeszcze tydzień bez deszczu i pszenica zasuszy się na amen. Ziemniaki - o takie! To mówiąc wyciągnął z wiadra zrudziałe łęty z malutkimi jak orzeszki ziemniakami. I ziemniaków też nie będzie, głód!
Zapadła zupełna cisza, byliśmy jak porażeni. Pani Barbara chwilę milczała, po czym usłyszeliśmy ciche słowa: - Anatolku, trzeba się modlić za Polskę.
Po dobrej chwili dodała: - I... o deszcz, bo nie będzie jedzenia. Jutro mamy wielkie święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny.
Siedzieliśmy w milczeniu. Po głowach snuły się nam wojska sowieckie, kartki na cukier, pałki zomowców i homilia Ojca Świętego z placu Zwycięstwa. Modlić się za Polskę. Ale jak?
Pani Barbara zaczęła z wolna zawracać wózek, tak że uważny zawsze Anatol bez słowa wyprowadził ją i zniknęli w mroku sieni.
Wiadomo nam było, zwłaszcza niektórym, że takie nagłe i milczące powroty pani Barbary wraz z Anatolem do jej pokoju kryją jakąś tajemnicę ich komunikowania się.
Istotnie, przy kolacji Anatol wystąpił z planem.
- Trzeba urządzić pielgrzymkę dookoła Polski.
Zaczęliśmy popatrywać po sobie, ale nikomu nie było do śmiechu, bo Anatol twarz miał ściągnięta i skupioną.
- Jak to, panie Anatolu?
- Wyjdziemy jutro po Mszy św. i obiedzie. To będzie prawdziwa pielgrzymka, tyle że wzdłuż granic naszego gospodarstwa. Będziemy prosić Królową Polski, aby przyjęła naszą pielgrzymkę jak pielgrzymkę wzdłuż granic Jej królestwa. Ja już tak nieraz szedłem, trwa to około dwóch godzin, będzie czas na cały Różaniec z rozważaniami, które każdy sam musi przygotować. Na koniec przed Najświętszym Sakramentem zmówimy Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Weźmiemy świece i figurkę Matki Bożej Róży Duchownej, którą po każdej tajemnicy ktoś inny poniesie.
Zdania były krótkie, Anatol zachowywał się w tym momencie jak prawdziwy wódz. Widać w nim było przedwojennego oficera. Na koniec rozdał każdemu, nie wyłączając starszych dzieci, tematy tajemnic różańcowych z poleceniem przygotowania własnych rozważań. Dzieci poszły szybko spać, konsultując się szeptem w sprawie jutrzejszych zadań.
Następnego dnia w święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny zebraliśmy się sporą grupą przed gankiem. Anatol nas ustawił i polecił opiece chłopców dwie starsze panie inwalidki, które uparły się też iść z nami. Sam kroczył za figurką, niosąc tajemniczo wyglądające palladium Legionu Maryi. Skierowaliśmy się w przepiękną, ocienioną lipami polną aleję, po każdej tajemnicy Różańca kropiąc święconą wodą pola, łąki i zagaje na lewo i prawo. Anatol, poczynając od Krakowa, wspominał władców i przepraszał za ich błędy i zaniechania. Potem był Śląsk, Pomorze, Gdańsk. Szybko się okazało, że dzieci i młodzież niezwykle głęboko ujmowały swoje rozmyślania. Zbliżaliśmy się do jeziora i lasu, a według Anatola obchodziliśmy Mazury, Litwę i Białoruś. To rozszerzenie granic Polski o obszar zajęty przez ZSRS wytłumaczyłem sobie przywiązaniem Anatola do jego stron rodzinnych. Kiedy wypadła kolej na czwartą i piątą Tajemnicę Bolesną, wymienił Kozielsk, skąd cudem był uratowany, i Katyń, gdzie zginęli jego koledzy. Już chciałem prosić o Wołyń i Podole, ale Anatol od siebie wymienił Lwów, wspominając śluby Jana Kazimierza, a następnie Kijów i Odessę. Na koniec obiecał, że nauczy nas specjalnej modlitwy pani Barbary. Powtarzaliśmy więc za naszym wodzem słowa tej błagalnej modlitwy, dobitnej i przejmującej, jak apel wojska po bitewnym trudzie.
Wszyscy się rozeszli po obszernym domu, a ja zostałem sam na ganku. Gdy Anatol tam zajrzał, zapytałem go: - Dlaczego wspominał pan ziemie utracone, nawet te od bardzo dawna już nienależące do Polski?
Anatol spojrzał na mnie badawczo.
- Wiem, że pan się interesuje historią i zauważyłem pańskie zdziwienie. Panie Dominiku, Jan Kazimierz oddał pod opiekę Matki Najświętszej ówczesne ziemie Rzeczypospolitej i Ona jest Królową na tych ziemiach. Jakie będą granice przyszłej Polski, tego my nie wiemy. Ona zdecyduje! My mamy obowiązek się modlić za mieszkańców ziem dawnej Rzeczypospolitej, aby byli wierni swojej Królowej. Dobranoc panu.
Zostawił mnie z kłębkiem różnych myśli. Zrobiło się ciemno, puszczyk przelatywał, nawołując. Skierowałem wzrok za jego pohukiwaniem i wtedy spostrzegłem, że gwiazd na niebie nie widać. Powiał lekki wiatr i spadły pierwsze krople deszczu. Pierwsze krople od półtora miesiąca.
Pielgrzymki wokół granic Polski odbywały się corocznie, prawie aż do śmierci Anatola. My, dorośli, i liczne dorastające dzieci dojrzewaliśmy w przekonaniu, że są bardzo ważne i mają głęboki sens.
Co się działo potem w Polsce, nie będę opowiadał. Sami wiecie.
Dominik Nowina Konopka
Modlitwa Barbary Kloss
Wszyscy rodacy, którzy w stanie łaski przelaliście krew za Ojczyznę i wiarę w walce z poganami i wrogami Krzyża, módlcie się za nami. Wszyscy w chwale niebieskiej rodacy i rodaczki, którzy modłami, łzami, cierpieniem, pracą i ofiarą chcieliście Królestwo Boże wybłagać dla Ojczyzny i świata całego, módlcie się za nami, módlcie się za Ojca Świętego.
http://www.michaeljournal.org/kraszewskip.htm
Pożegnanie biskupa Zbigniewa J. Kraszewskiego (1922-2004)
Prawda i tylko prawda
Kanadyjskie spotkania z biskupem Zbigniewem Kraszewskim
4 kwietnia zmarł w Warszawie emerytowany biskup pomocniczy diecezji warszawsko-praskiej Zbigniew Józef Kraszewski.
Urodził się 12 lutego 1922 r. w Warszawie w rodzinie inteligenckiej. Studia filozoficzno-teologiczne rozpoczął w tajnym seminarium duchownym w Warszawie. Od 1945 r. kontynuował je na Wydziale Teologii Katolickiej Uniwersytetu Warszawskiego. Święcenia kapłańskie przyjął 12 marca 1949 r. w Warszawie. Był wikarym w Lesznie, Piastowie i w parafii św. Wawrzyńca w Warszawie. W 1954 r. uzyskał doktorat z teologii dogmatycznej na UW. Od 1956 r. wykładał w seminarium duchownym w Warszawie, w r. 1970 został jego rektorem. 17 listopada 1970 r. Paweł VI mianował go biskupem pomocniczym arcybiskupa Gniezna i Warszawy (tyt. Horreomargo). Sakrę biskupią przyjął 8 grudnia tego samego roku. Był wikariuszem generalnym archidiecezji warszawskiej (1970-1992), a po reorganizacji struktur kościelnych w Polsce biskupem pomocniczym i wikariuszem generalnym diecezji warszawsko-praskiej (1992-1997). W Episkopacie pełnił funkcje wiceprzewodniczącego Komisji Maryjnej oraz Komisji Duszpasterstwa Akademickiego. 6 grudnia 1997 r. Jan Paweł II przyjął jego rezygnację z urzędu.
W telegramie kondolencyjnym przesłanym na ręce bpa Kazimierza Romaniuka Ojciec Święty napisał m. in.:
„Po 55 latach pracy kapłańskiej i 34 latach biskupiej, odchodzi do domu Ojca wierny uczeń Chrystusa, duszpasterz polskich kombatantów. Zawsze szczerze oddany Bogu i ludziom: uczestnik Powstania Warszawskiego, kapelan Armii Krajowej, profesor i wychowawca Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie. W swoim kapłaństwie bardzo związany ze sługą Bożym kard. Stefanem Wyszyńskim Prymasem Tysiąclecia, z rąk którego przyjął zarówno święcenia kapłańskie, jak i sakrę biskupią.
Przez wszystkie lata pełnił posługę z poświęceniem, dochowując wierności Chrystusowi i Ewangelii. Dał się poznać jako gorliwy Pasterz: proboszcz i wychowawca młodzieży, wikariusz generalny. Konferencja Episkopatu Polski powierzała Mu odpowiedzialne zadania w Komisji Maryjnej oraz Komisji Duszpasterstwa Akademickiego.
Przez wszystkie lata pozostał wierny swemu biskupiemu zawołaniu ‘Maryja zwycięża”. Zawiera się w nim osobiste zawierzenie śp. Biskupa Józefa Matce Bożego Syna oraz Jego staranie o zachowanie depozytu wiary, troska o los człowieka, jego dobro i sprawiedliwość. Niech więc Bolesna Matka, stojąca pod Krzyżem Zbawiciela wyjedna Mu swoim wstawiennictwem, aby Miłosierny Bóg przyjął Go do swej chwały i obdarzył wiecznym pokojem”.
L’Osservatore Romano, nr 5/2004
„Myśli Różańcowe”
W sierpniu 1976 r. spotkała nas – Pielgrzymów św. Michała – niezwykła niespodzianka. Otrzymaliśmy list od biskupa Kraszewskiego z Warszawy, który w tym czasie odwiedzał Hamilton, przemysłowe miasto w prowincji Ontario w Kanadzie. Do listu biskup dołączył francuskie tłumaczenie wzniosłych „Myśli Różańcowych”, przekazów, jakie otrzymywała uprzywilejowana dusza – Barbara Kloss z Polski (patrz: MICHAEL, nr 24 / 2003 i nr 25 / 2004). Prosił on nas o ich opublikowanie, żeby wiele dusz mogło z nich skorzystać.
W swoim liście Jego Ekscelencja pisał do redaktor naczelnej „VERS DEMAIN” i „MICHAEL Journal”, Gilberte Côté-Mercier: „W Polsce bardzo wysoko cenimy Panią jak również Pani pracę literacką, a także Państwa cenne publikacje”.
W odpowiedzi na list biskupa, Gilberte Côté-Mercier stwierdzała, iż „książka ta stanowi prawdziwą ekspertyzę dotyczącą Różańca Świętego”. I rzeczywiście, pani Côté-Mercier, dla umocnienia w wierze naszych Czytelników, opublikowała większą część tych pięknych „Myśli Różańcowych” w VERS DEMAIN i MICHAEL Journal. Przygotowała też czterostronicowe bezpłatne wydania gazety złożone z fragmentów książki Barbary Kloss, przetłumaczonych na język francuski i angielski, które rozprowadziliśmy w milionach egzemplarzy na całym świecie. Przyczyniło się to do poznania Polski przez naszych Czytelników we wszystkich krajach świata.[1]