A Free Template From Joomlashack

A Free Template From Joomlashack

KSIĄŻKI ON-LINE

 

Uwaga
- nowa książka na witrynie:

Jean-Baptiste Bouchaud

MIŁOŚĆ ZA MIŁOŚĆ

Życie zakonne św. Rafała Kalinowskiego

Zapraszam do lektury

 

Książka "Dogmat Świętych Obcowanie" do której tekst zebrał i opracował w 1980 roku mói Tata
ś.p. Bernard Paweł Jan Tuszyński

Herman Cohen - Augustyn-Maria od Najsw. Sakramentu

Życie ojca Hermana
- Augustyna-Marii
od Najśw. Sakramentu

Książka wydana przez Siostry Miłosierdzia z Łagiewnik 1898 r

"Źródłem, z którego wypłynęły potoki miłości, siłą, która sprowadziła wylew dotąd nieznanej radości - była wiara święta. Nie ma jej ani w judaizmie, ani w schizmie, lecz tylko w jednym prawdziwym Kościele Katolickimi, W tym Kościele jedynie każdy z obu  naszych nawróconych  źródło wody żywej dla duszy swojej, spragnionej prawdy, mogli znaleźć.
Oby  życiem O. Hermana Cohena  i siostry Natalii Naryszkin, zostający poza obrębem Kościoła zostali oświeceni , że tylko w Kościele św. katolickim - wiara żywot wieczny daje."

Fragment listu Św. Rafała Kalinowskiego do tłumaczki w Łagiewnikach,
11 września 1898 r.

TEKSTY

 

Ks. prof. Franciszek Cegiełka

Nasz święty Rafał Kalinowski

 

 

 

Cudowny obraz, który Św. Faustyna nazwała "Król Miłosierdzia", namalował według słów s. Faustyny Eugeniusz Kazimierowski

W kulcie Miłosierdzia Bożego obraz Króla Miłosierdzia odgrywa pierwszorzędną rolę. Dlatego s. Faustyna przywiązywała do jego poprawności wielką wagę. W obrazie tym odróżniała ona cechy istotne i polecała czuwać, by one były zachowane.

"W dniu 23.09.2005 roku Litwini podstępnie zabrali z polskiego kościoła św. Ducha w Wilnie obraz Jezu Ufam Tobie i to mimo tego że kardynał Baczkis (prymas Litwy) publicznie ogłosił że obraz nie będzie zabrany po kryjomu. Obraz został przeniesiony do pobliskiego kościoła św. Trójcy a w zasadzie kaplicy. Kościół ten przez scianę sąsiaduje z głośnym nocnym klubem Oryginal obrazu Jezu Ufam Tobie w czasach sowieckich zostal przechowany przez wileńskich Polaków i od 20 lat znajdował się w Kościele św. Ducha."

Żródło cytatu

 

Stronę ogląda

Jean-Baptiste Bouchaud: MIŁOŚĆ ZA MIŁOŚĆ - Życie zakonne św. Rafała Kalinowskiego Rozdział VIII

 

Rozdział VIII

Wadowice (ciąg dalszy)

Życie religijne. Praca w kaplicy, nawrócenia. Kierownictwo Alumnatu, wychowanie, wpływ naszych chłopców na uczniów w Wadowicach. Dobrodziejka – pani Helena...

 

W ten sposób Wadowice szły śladami Czernej. Karmelici bosi, bez opuszczania klasztoru, mogą robić dużo dobrego dla dusz. Stosownie do wskazówek, jakie odebrali od swego Ojca, św. Jana od Krzyża, mają nauczać i spowiadać głównie we własnych kościołach i dopóki będą wierni swemu powołaniu, a ogień Bożej miłości będzie płonął w ich duszach, penitenci znajdą ich sami i nie będą potrzebowali ich szukać. Ludzie rozmaitych stanów przychodzili się spowiadać, lecz przeważnie były to albo dusze bardzo pobożne, albo wielcy grzesznicy. Członkowie Trzeciego Zakonu św. Franciszka, bardzo liczni w Wadowicach i okolicy, przychodzili regularnie co tydzień i z wdzięcznością  przyjmowali dobre rady, jakie im dawaliśmy, aby im pomóc w postępowaniu z gorliwością nową drogą, jaką im wskazał papież Leon XIII. Wielu biednych grzeszników, którzy dawniej udawali się do Krakowa dla odbycia dobrej spowiedzi, teraz mogli w Wadowicach uwolnić się od ciężaru swych przewinień. Przyciągały ich dobroć i miłość bliźniego naszych ojców. Publiczne grzesznice nawracały się i wyrzekały się na zawsze dawniejszego gorszącego życia.

Serce o. Rafała, wrażliwe i miłosierne, pełne było współczucia dla tych nieszczęśliwych. Wiedział zresztą, jakby się obszedł z nimi jego Boski Mistrz, którego usiłował naśladować we wszystkim. Wzruszająca historia św. Marii Magdaleny i Samarytanki ukazywała mu współczującą czułość Boskiego Serca i ilekroć nadarzyła się sposobność do naśladowania jej, nie omieszkał z niej skorzystać. Miał zawsze w pamięci przykłady św. Ignacego, św. Jana od Krzyża i św. Wincentego à Paulo i one pobudzały jego gorliwość i miłosierdzie. Najtrudniej było uwolnić penitentki od okazji do grzechu i umocnić je w dobrych postanowieniach. W tym celu, mimo wielkiego ubóstwa, kilka razy dawał pieniądze i żywność tym, które były w biedzie. Najskuteczniejszym jednak środkiem zaradczym był zakład Sióstr Miłosierdzia, założony niedawno w Łagiewnikach pod Krakowem przez księcia Lubomirskiego[1]. Wysłał tam kilka dziewcząt, chcących zmienić życie, a po przyjęciu ich do zakładu, opiekował się nimi troskliwie. Oto co donoszono mu z zakładu: „Marianna w dalszym ciągu jest naszą pociechą. Jest przykładem pobożności dla innych. Wiktoria[2] ma galopujące suchoty, które zagrażają jej życiu. Od chwili przyjęcia jej do zakładu, biedne dziewczę prowadzi się bardzo dobrze, a teraz chorobę swą przyjmuje z poddaniem i znosi ją z wielką cierpliwością. – Ufam, że tym odpokutuje za przeszłe winy. Bardzo mi jej żal”. O. Rafał chcąc dopomóc tej biednej duszy, gdy będzie w czyśćcu, prosił, aby mu dano znać, skoro tylko umrze. Kilka dni później, przełożona zakładu, dobra matka Maria Bernarda[3] pisała: „Wielebny Ojcze, stosownie do twego życzenia donoszę, że Wiktoria umarła dziś o 2.00 nad ranem. Była już opatrzona Ostatnimi Sakramentami, w środę wieczór spowiadała się po raz drugi, a wczoraj rano pobożnie przyjęła Komunię św. Na łożu śmierci została przyjęta do Kongregacji Dzieci Maryi. Łaska Boża w szczególny sposób czuwała nad tą duszą, a odkąd znalazła się w naszym domu, pragnęła zostać tu na zawsze. Podczas choroby bardzo cierpiała, lecz śmierć miała spokojną. Dzięki Bogu, jest już u celu podróży i mam nadzieję, że nie przybyła tam z pustymi rękami. Teraz z pewnością błogosławi Boga za łaski, jakie odebrała w ciągu dwóch ostatnich lat życia". Gdy Żyd, który ją wciągnął do swego domu, dowiedział się o jej nawróceniu, porzucił swoje nikczemne rzemiosło.

Pomiędzy dziewczętami, przysłanymi do Józefowa (tak nazwały Siostry Miłosierdzia swój dom w Łagiewnikach pod Krakowem) z Wadowic, była jedna osiemnastoletnia, która aby przyjść do naszej kaplicy, szła dwa dni pieszo o głodzie. Całe życie spędziła w domu rozpusty, w którym matka jej była kierowniczką. Usłyszawszy raz od niej, a raczej od jednej ze swych towarzyszek o nawróceniach, jakie się działy w Wadowicach, została nagle poruszona łaską Bożą. Promień nadziei oświecił jej duszę; opuściła matkę, żeby się pojednać z Bogiem i uprosić sobie trochę tego prawdziwego szczęścia, którego nigdy nie zaznała. O. Rafał przyjął ją  z uczuciem ojca syna marnotrawnego i zaraz nazajutrz odesłał ją do Józefowa z listem polecającym. Tam była już jak w bezpiecznym porcie zbawienia. Nie była ona jeszcze u I Komunii św. Płakała, gdy widziała swe towarzyszki przystępujące do Stołu Pańskiego. Musiała odbyć kilkudniowe rekolekcje, po których w święto Niepokalanego Poczęcia dostąpiła szczęścia, którego tak bardzo pragnęła.

Za to wszystko, co Siostry Miłosierdzia robiły dla tych biednych dziewcząt, o. Rafał przy każdej sposobności okazywał tym godnym podziwu zakonnicom „dobroć niezrównaną”, jak pisze o tym ich matka przełożona. Oto co nam napisała o naszym Ojcu już po jego śmierci: „Modlił się za nas i pewnie wiele łask jemu zawdzięczamy. Czasem nam przysłał jaką duszę z nad brzegu przepaści. W Krakowie, kiedy tam był, nasz klasztorek,  odwiedzał nas czasem W. Ojciec Rafał, i pamiętamy, że kiedy raz prosiłyśmy go o jakie słówko do zapamiętania, powiedział: «Vie pour vie! Coeur pour coeur! Amour pour amour! – Życie za życie, miłość za miłość». To są słowa, których nigdy zapomnieć nie można. Są to słowa, których zapomnieć niepodobna. (...) Spotykając czasem w Krakowie tego Drogiego Ojca, prosiłyśmy nieraz, aby nas tu raczył odwiedzić. Odpowiadał żartobliwie i miłą czyniąc odmowę: «Tak was kocham, że nadto dogodziłbym sobie, odwiedzając was ». (...) Ojciec Rafał był szczególniej życzliwym zawsze dla Matusi naszej”[4]. Siostry Miłosierdzia miały też dom w Warszawie[5], zostający pod kierownictwem matki Marii Ksawery Ożarowskiej. O. Rafał również interesował się tym domem, a jego rodzina wspierała go. Gorliwość o. Rafała w nawracaniu dusz nie przeszkadzała mu wcale w staraniach o własne nieliczne zgromadzenie i o chłopców powierzonych jego opiece; żył przede wszystkim dla nich.

„Zadaniem naszym w domku we Wadowicach – kształtować młodzież szukającą zręczności Bogu się poświęcić w zakonie. Uczęszczanie do gimnazjum jest raczej z konieczności, nie zaś z przekonana; nawał przedmiotów w szkołach pochłania sporo godzin, ale niekoniecznie z istotnym pożytkiem dla umysłu i rozwoju myśli. Jest to próba, jakie owoce ona wyda – Bogu jedynie wiadomo. – W domu chłopaki (jest ich obecnie czterech), oprócz pracy dla gimnazjum, mają pewne ćwiczenia porządkujące władze ich duszy na drodze pobożności praktycznej”[6].

W początkach ojcowie kierowali się tylko własnym doświadczeniem i, co prawda, długoletnie doświadczenie o. Rafała byłoby wystarczyło. Aby pozyskać u chłopców miłość, zaufanie i szacunek traktowali ich ojcowie z dobrocią i stanowczością. Są to dwie rzeczy, które zawsze powinny iść w parze w domu wychowawczym. Później korzystaliśmy z rad człowieka posiadającego duże doświadczenie wychowawcze – ojca Zachariasza od Narodzenia NMP[7], założyciela i długoletniego dyrektora Małego Nowicjatu we Francji, potem pierwszego definitora generalnego. Pisał do nas w tym czasie, gdy Mały Nowicjat, na skutek wypędzenia zakonników[8], musiał opuścić klasztor w Montélimar i schronić się w Małym Seminarium w Walencji. Ponieważ jego mądre rady mogą być bardzo pożyteczne, podajemy je tutaj:

„Małe nowicjaty wydają się dzisiaj potrzebne, lecz aby osiągnęły swój cel, kilku zakonników powinno się zająć wyszukiwaniem powołań i dokonać surowej selekcji kandydatów. Bez tego narazimy się na zawody i niepotrzebne wydatki. W zasadzie wolę przyjmować chłopców, którzy jeszcze nie byli w żadnym zakładzie wychowawczym; uważam, iż są wtedy bardziej posłuszni i szczerzy . – Zbytni pośpiech rzadko przynosi dobre rezultaty. Łatwiej osiągnie się zamierzony cel wychowawczy, gdy chłopcy będą uważali przyjęcie do zakładu za łaskę, o którą trzeba zabiegać, a nie za sposób, którego chwytamy się z konieczności. W przeciwnym razie chłopcy będą bardziej ulegali wpływom rodziny niż naszym. Każdy chłopiec powinien sam napisać list, w którym prosi o przyjęcie i wyraża pragnienie zostania w przyszłości synem Matki Bożej z Góry Karmel. Powinien posiadać zdolności umysłowe większe niż przeciętne, mieć skończonych dwanaście lat, aby po ukończeniu nauki nie wstępował w wieku zbyt młodym do właściwego nowicjatu. Rodzice powinni zobowiązać się, że nie będą się sprzeciwiali jego powołaniu i nie będą wymagać, aby przyjeżdżał na wakacje.

Nauka trwa u nas pięć lat. Czas ten wystarcza, aby chłopcy zdolni i pilni zdobyli podstawowe wiadomości w stopniu równym, jeżeli nie wyższym od tego, jaki osiągają przez siedem lub osiem lat w szkole. Pierwsze trzy lata uczą się literatury; autorów świeckich prawie zupełnie usunęliśmy z programu nauczania, zwłaszcza poetów, u których na każdym kroku są niebezpieczne wzmianki o życiu bogów i bogiń. Moim zdaniem, z pożytkiem mogą ich zastąpić ojcowie łacińscy.

Chłopców nie zobowiązujemy do umartwień zakonnych; przeciwnie, chcę, ażeby byli zdrowi i silni, każę więc ich żywić obficie i pożywnie. Ich tryb życia jest mniej surowy niż w seminarium. Nie chcę, aby szli do nowicjatu z nadwątlonym zdrowiem. Jedzą z mięsem cztery razy w tygodniu, przynajmniej na obiad; w niedzielę, wtorek i czwartek w południe i wieczorem. Śpią osiem godzin, od dziewiątej wieczór do piątej rano.

Prosiliśmy o przyjęcie nas do Małego Seminarium w Walencji. Lekcje mają wspólne, lecz nasi chłopcy uczą się, śpią i bawią się osobno. Mieszkamy tu tylko przejściowo, gdyż doświadczenie przekonało mnie dostatecznie, że środowisko tutejsze nie jest korzystne dla poważnego wychowania naszych chłopców.

W Montélimar obecność regularnego zgromadzenia zakonnego była dla nich nieustannym kazaniem, wzywającym do zachowania karności, choć nie mieli żadnej bezpośredniej styczności z zakonnikami i wspólnie z nimi uczestniczyli tylko we Mszy św., w nieszporach i w innych nabożeństwach w dni świąteczne. Jeżeli umieścicie waszych chłopców w klasztorze, trzeba czuwać, aby nikt nie rozmawiał z nimi, oprócz wychowawców. Powinni się zawczasu przyzwyczajać do życia w milczeniu i skupieniu.

Po trzech lub czterech miesiącach próby chłopcy otrzymują mały habit karmelitański i płaszcz, które ubierają tylko na Mszę św. z Komunią i podczas uroczystych nabożeństw. Pacierz poranny i inne modlitwy trwają blisko pół godziny; po Mszy św. uczą się aż do śniadania; przed obiadem robią krótki rachunek sumienia. Po południowej rekreacji, przed nauką, odmawiają nieszpory i kompletę z małego oficjum o Matce Bożej. Przed wieczornym studium odmawiają różaniec, a po nim kwadrans poświęcają na czytanie duchowne. Po kolacji i wieczornej rekreacji, o wpół do dziewiątej, odmawiają pacierz wieczorny połączony z rachunkiem sumienia i idą spać.

Przyzwyczajamy naszych chłopców do tego, aby się sami oskarżali, jeżeli w czym zawinią i prosili o naznaczenie im pokuty. Jest to lepsze niż wszelkie kary. W niedzielę o wpół do 11.00 o. dyrektor ma do nich naukę, po której odbywa się kapituła win, która prędko wykorzenia drażliwość i przyzwyczaja chłopców do przyjmowania nagany, nawet bardzo ostrej, bez okazywania złego humoru[9]. Potem odmawiają godzinki o Najśw. Maryi Pannie. Co niedzielę, po nieszporach, trzech lub czterech chłopców przychodzi do dyrektora na rozmowę duchową[10].

Codziennie mamy cztery rekreacje: po śniadaniu o godz. 10.00 rano, po rannych lekcjach, po obiedzie, po podwieczorku, w lecie piątą po kolacji. Co czwartek chłopcy po południu wychodzą na przechadzkę; podczas wakacji mają dwie lub trzy przechadzki tygodniowo i co trzeci dzień odmawiają małe oficjum o Matce Bożej”.

Oto wskazówki, którymi kierowaliśmy się podczas pierwszych miesięcy naszego pobytu w Wadowicach. Na definitorium prowincjalnym w październiku 1892 roku omawiano sprawę regulaminu dla naszych chłopców. O. Bartłomiej, trzeci definitor, dał nam kopię regulaminu obowiązującego w Raab, abyśmy po przystosowaniu go do polskich warunków, dali przełożonym do zatwierdzenia.

O. Rafał przeczytał go z uwagą, dokonał kilku zmian i dołączył bliższe objaśnienia do niektórych punktów, nie dość ściśle sformułowanych. Najpierw co do nazwy naszego zakładu zauważył, że nazwa Studentatus, używana w Raab, byłaby nieodpowiednia. „Trzeba – pisał – nadać mu taką nazwę, która by jasno i wyraźnie wskazywała na cel, jaki sobie postawiliśmy, od jasnego bowiem określenia celu zależy powodzenie naszego przedsięwzięcia. Otóż głównym celem, jaki sobie wytknęliśmy, to wyszukanie i rozpoznawanie w młodych chłopcach początków powołania do życia w Karmelu, a po znalezieniu ich, rozwijanie tychże. Wykształcenie jest niezbędne dla przyszłej pracy w zakonie, lecz to nie powinno być zanadto podkreślane; następstwa tego byłyby przykre. Nauka przysłoniłaby główny i właściwy cel naszego przedsięwzięcia; zamiast przyciągnąć do nas chłopców, którzy poruszeni łaską Bożą, czuliby się powołani do życia w Karmelu, pociągałaby takich, którzy szukaliby u nas jedynie możności kształcenia się, a ci, którzy są już przyjęci, uważaliby się za zwykłych uczniów, dom nasz byłby dla nich zwykłym, chwilowym mieszkaniem, a nauka w gimnazjum sprawą główną”. – Zdaniem o. Rafała, nazwą, która najlepiej określa nasze oczekiwania wobec chłopców, jest „mały nowicjat”, albo – skoro chłopcy mają uczęszczać do gimnazjum – alumnat; ta ostatnia została wybrana.

Ponieważ pierwszym zadaniem naszych ojców jest wyszukiwanie i rozpoznawanie w młodych chłopcach oznak powołania do życia w Karmelu, o. Rafał obstawał przy swoim: „Nie wolno nam wątpić w to, że Bóg w swym miłosierdziu przeznaczył każdemu zadanie, jakie ma wypełnić na tym świecie. To samo odnosi się do życia zakonnego i jeżeli Bóg kogo do tego życia przeznaczył, wyciska na nim od najmłodszych lat oznaki tego powołania. Oznaki te dają się poznać nie tylko przez dobre obyczaje lub pewne specjalne zdolności, lecz głównie przez zdolność i pociąg do ćwiczeń duchowych, przez wielką skromność, wrażliwość sumienia, wielką powściągliwość wobec kolegów itp. Jeżeli te znaki, zamiast się rozwijać, z czasem zaczynają powoli zanikać i nawet zupełnie się zatrą, trzeba to przypisać zepsuciu przychodzącemu z zewnątrz lub niedbalstwu osób powołanych do wychowania chłopca. W młodym wieku, w domu rodzicielskim, w początkach życia szkolnego, gdy pozwala się im swobodnie rozwijać i żaden cel ziemski uwagi chłopca nie zwraca w innym kierunku, łatwo te znaki rozpoznać. Lecz jeżeli chłopiec, co się często zdarza w naszych czasach, żył czas pewien w otoczeniu niekorzystnym, sprawa jest daleko trudniejsza, zwłaszcza gdy mając lat dwanaście lub trzynaście zaczyna myśleć o innym zawodzie, lub gdy rodzina jest biedna i nie mając środków na kształcenie chłopca, chętnie nam go odda dla zapewnienia mu przyszłości. To się często zdarza, chociaż chłopców takich przyjmujemy tylko wyjątkowo”.

Ojciec Rafał przedstawia następnie sposób postępowania z chłopcami: „Trzeba najpierw dać im w domu wykształcenie stosowane do ich wieku, lecz bardzo staranne i mogące ich nauczyć dobrze odprawiać ćwiczenia życia wewnętrznego. Jest to kamień probierczy, po którym można poznać, czy są powołani do życia w Karmelu, czy też nie. Jeżeli będą do niego powołani, łatwo zrozumieją podane im środki dla rozwoju w tym kierunku zdolności ich duszy. Następnie, trzeba bardzo starannie strzec ich przed wszelkim wpływem, mogącym szkodzić ich postępowi duchowemu. Toteż naszą dewizą powinno być: «Strzec i kształcić».

Ponieważ na razie musimy z konieczności posyłać chłopców do szkoły, zadanie strzeżenia ich przed złymi wpływami, po ludzku mówiąc, staje się niemożliwe. Ci tylko mogą zaświadczyć o prawdzie tego twierdzenia, którzy przeszli przez piekło zakładów szkolnych, którzy mogli przypatrzyć się wykształceniu, jakie odbierali tam młodzi ludzie i stwierdzić upadek wielu z nich. Widzieliśmy piękne dusze, które zaledwie opuściwszy rodzinę, zachwiały się, a czasem nawet pogrążyły w upadku, przy pierwszym zetknięciu się z kolegami[11].

Gdybyśmy byli zmuszeni posyłać chłopców z naszego Alumnatu do szkół rządowych, jeżeli nie bylibyśmy w stanie sami kształcić młodych ludzi dla naszego zakonu, bez narażania ich na niebezpieczeństwa przychodzące od zewnątrz, pozostawałaby nam jeszcze praca nad umocnieniem ich strony moralnej, aby mogli zwycięsko wyjść z walki.

Chociaż nasi chłopcy są zmuszeni zastosować się do regulaminu szkolnego i brać udział nie tylko w ćwiczeniach umysłowych, ale i w ćwiczeniach duchowych szkoły, a my nie jesteśmy w możności ani czuwać nad nimi, ani kierować nimi podczas tych ćwiczeń; chociaż prawie cały czas poświęcają lekcjom i przygotowaniu do lekcji, musimy znaleźć dosyć czasu na rozwijanie u nich życia wewnętrznego i przyzwyczajanie ich – co jest konieczne – do stania na straży twierdzy swej duszy przez umartwiania zewnętrzne i wewnętrzne, przez zbawienne rozmyślanie i rachunek sumienia – wszystko stosowanie do ich wieku. W ten sposób zrobimy wszystko, co jest możliwe, ażeby im ułatwić pamiętanie nie tylko o tym, do czego są zobowiązani jako chrześcijanie, ale i jako aspiranci do życia klasztornego; równocześnie poznamy, czy rzeczywiście myślą o nim. – W obecnych warunkach głównym zadaniem ojców, którym powierzono kierownictwo naszego Alumnatu, jest uczenie i wszczepianie w dusze naszych chłopców zasad życia oddanego modlitwie i umartwieniu. Na te sprawy położono zbyt mały nacisk w statucie, który mam przed sobą. Ojcowie stale powinni mieć przed oczami główny cel ich przedsięwzięcia i dążyć do urzeczywistnienia go wszelkimi siłami; w przeciwnym razie będą mieli trudności w selekcji przyjmowanych chłopców, jak też przy głosowaniu po ukończeniu nauki”.

Do tych ważnych uwag dodaje o. Rafał jeszcze inne. A więc: obowiązek posyłania chłopców do gimnazjum wydaje mu się ciężką koniecznością i użyte przez niego wyrażenia: „jeżeli to jest konieczne”, „gdybyśmy to mieli uważać za konieczne” wskazują, że nie był całkowicie co do tej konieczności przekonany i gdyby ta sprawa jedynie od niego zależała, może znalazłby sposób załatwienia jej inaczej[12].

Od chłopców zgłaszających się do Alumnatu wymagał zdolności i koniecznej wiedzy, nie zawsze jednak wymagał świadectwa szkoły początkowej. Przyjął chłopca, który nie uczęszczał do żadnej szkoły, gdyż mieszkał w górach, daleko od Wadowic, wszakże pod kierunkiem ojca, inteligentnego i pobożnego, zdobył wychowanie i wykształcenie stosowne dla swego wieku. Po kilku miesiącach spędzonych w naszym Alumnacie przyjęto go do Gimnazjum i przez całe sześć lat, razem z innym naszym chłopcem, należał do najlepszych uczniów w swojej klasie. Kandydat zgłaszający się do Alumnatu powinien znać podstawowe wiadomości o życiu Karmelu oraz jasno i szczerze wyrazić chęć pozostania zakonnikiem. Ostateczną decyzję o przyjęciu podejmował prowincjał.

Za pozwoleniem Stolicy Świętej chłopcy mieszkali w klasztorze, lecz oddzielnie od zgromadzenia i wolno im było rozmawiać tylko z miejscowym przełożonym, prefektem i ojcem duchownym. Gdy wychodzili z domu, oprócz wyjścia do Gimnazjum, zawsze towarzyszył im jeden z ojców. Ojciec prefekt dowiadywał się o ich sprawowaniu się w Gimnazjum i utrzymywał bliski kontakt z profesorami.

W domu chłopcy musieli stosować się do regulaminu i bez potrzeby nie mogli być od niego zwalniani. Na naukę przeznaczano dużo czasu, nie zapominając jednak o tym, że nadmierna praca umysłowa wywiera ujemny wpływ na system nerwowy, a nawet na życie duchowe. Chłopcy wcześnie chodzili spać i wcześnie również wstawali. W ciągu dnia, aby mogli odpocząć od nauki, pozwalano im na uczciwą zabawę w ogrodzie, jeżeli była pogoda, lub w obszernej, dobrze przewietrzonej sali, gdy pogoda nie pozwalała wyjść na dwór; w dni wyznaczone chodzili na dalekie przechadzki. Dwa razy w tygodniu prefekt udzielał im lekcji dobrego wychowania i uczył ich odpowiedniego zachowania się wobec ludzi wszelkich stanów i na wszelkich stanowiskach. Przełożony klasztoru powinien mu dostarczyć potrzebne do tego książki. – Ojciec Rafał uważał, że chłopcy powinni odznaczać się szczególną pobożnością względem Matki Bożej Szkaplerznej i codziennie praktykować krótkie nawiedzenie Najśw. Sakramentu.

Pod mądrym kierownictwem o. Rafała nasz Alumnat w Wadowicach szczęśliwie się rozwijał. Chłopcy nasi przez swą dobroć, skromność i pilność w nauce zyskali sobie szacunek i życzliwość kolegów i profesorów. Gdy szli do Gimnazjum lub wracali z niego przyglądano im się z ciekawością  i zbudowaniem, szczególnie zwracali uwagę uczniów. Niektórzy z nich, pod wpływem łaski Bożej, pragnęli ich naśladować i prosili o przyjęcie do naszego Alumnatu. Św. Józef, którego obraliśmy za stróża i opiekuna chłopców, chciał pokazać, że miłe mu są ich codzienne hołdy. Pierwszego marca, miesiąca poświęconego Jego czci, zgłosił się do nas pierwszy kandydat z Wadowic, uczeń szkoły podstawowej, polecany przez katechetę. Za jego przykładem poszli wkrótce inni, także uczniowie szkoły podstawowej lub gimnazjaliści z parafii wadowickiej i okolicznych, jak na przykład z Mucharza, Andrychowa, Kęt, Kalwarii; inni pochodzili z Czernej i z diecezji tarnowskiej. Byli i tacy, którzy nie czując się powołanymi do życia w Karmelu, chcieli przynajmniej zbliżyć się do nas i pozostawać pod naszym kierownictwem duchowym. W roku 1893, z okazji rekolekcji wielkanocnych, zaczęli odwiedzać naszą kaplicę. 25 marca, po Komunii św. wielkanocnej, czterdziestu gimnazjalistów wpisało się do bractwa szkaplerza św. Nieco później za ich przykładem poszło trzydziestu dwóch uczniów ze szkoły podstawowej. W tym samym roku, w uroczystość św. Alojzego Gonzagi, pięćdziesięciu gimnazjalistów, dziewiętnastu uczniów ze szkoły podstawowej i dwanaście uczennic wpisało się do naszego bractwa. Wielu gimnazjalistów korzystało ze spowiedzi św. w naszej kaplicy, niektórzy spowiadali się co tydzień; prosili nas o pożyczenie im książek, z których mogliby się nauczyć żyć po chrześcijańsku, a klasztor w Czernej, gdy się o tym dowiedział, znając nasze ubóstwo, podjął się dostarczenia tych książek.

Bratowa[13] o. Rafała, która dawniej trzymała się od niego z daleka, od czasu swego przejścia na katolicyzm okazywała mu szacunek, wdzięczność i życzliwość bezgraniczną, a dowody tychże dawała przy każdej nadarzającej się sposobności. Gdy się dowiedziała, że założył nowy klasztor w Wadowicach, który cierpiał biedę, przyszła mu z pomocą. Miesiąc po fundacji w Wadowicach, naglona chęcią niesienia mu pomocy tak moralnej, jak i materialnej, przybyła do Wadowic z dziećmi i swoją siostrą Wandą, która także przeszła na katolicyzm. Maria[14], najstarsza jej córka, nie była jeszcze u I Komunii św., przyszło więc jej na myśl, że o. Rafał byłby szczęśliwy, gdyby mógł po raz pierwszy nakarmić Chlebem Aniołów tę duszę tak czystą i tak piękną; radość tę sprawiono mu w Wadowicach[15]. Pani Helena, wzruszona wielkim ubóstwem zgromadzenia i Alumnatu, przychodziła im odtąd stale z pomocą i o. Rafał korzystał z tej pomocy niejednokrotnie, gdy znajdował się w potrzebie. Pan Gabriel, uważając, że to za mało, chciał dodać jeszcze coś od siebie; ofiarował dla kaplicy puszkę na komunikanty i razem ze swym wspólnikiem, p. Edwardem Przepiórkowskim, siedemset franków. Pobożna ich hojność trwała aż do śmierci o. Rafała, toteż  należą oni do głównych dobrodziejów karmelu w Wadowicach. P.o. generał wiedział o tym, stąd gdy pani Helena złożyła mu wizytę w Rzymie, wręczył jej dyplom afiliacji do Zakonu Karmelitańskiego; odtąd uczestniczyli we wszystkich dobrach duchowych zakonu tak za życia, jak i po śmierci. W Karmelu codziennie modli się za dobrodziejów żywych i zmarłych, odprawia się corocznie dziewięć Mszy św. i dziewięć razy w roku odmawia się oficjum brewiarzowe za zmarłych.

Pomiędzy dobrodziejów klasztoru w Wadowicach musimy zaliczyć również karmelitanki z Wilna, które wydalone ze swego klasztoru, schroniły się w Krakowie na Wesołej. Dały nam one krzyż, kilka metrów wysoki, z łaskami słynącym wizerunkiem Chrystusa Ukrzyżowanego, czczonym dawniej w ich klasztorze. Umieściliśmy go przy wejściu do naszego kościoła w Wadowicach. Teściowa dyrektora Gimnazjum ofiarowała naszemu Alumnatowi duży obraz, przedstawiający Dziecię Jezus pomiędzy doktorami, a pani Dworak – świecznik do kaplicy. Mieszkańcy Wadowic i całej okolicy przychodzili z pomocą materialną, wywdzięczając się w ten sposób za wsparcie duchowe, jakie odbierali w konfesjonale. Ofiar na Msze święte nigdy nam nie brakowało; do skarbonki, zrobionej i podarowanej nam przez stolarza p. Hatłasa, wierni składali miesięcznie około dwadzieścia franków, inni przynosili nam dary w naturze, szczególnie w dni targowe, które prawie wystarczyły na utrzymanie naszego małego zgromadzenia. Miłosierdzie tych ludzi było często rozczulające. Pewnego raz przyszła biedna kobieta, pochylona wiekiem, z workiem na plecach. Przeszła kaplicę, prezbiterium i weszła do zakrystii. Obecny tam ojciec zapytał się jej, czego sobie życzy? Ona położyła przed nim swój worek, ucałowała jego stopy i powiedziała: „Przyniosłam grochu, to dla was; proszę o wysłuchanie mojej spowiedzi z całego życia”.

Klasztor z Czernej dostarczał nam wszystkiego, czego nam brakowało do utrzymania. Księżna Moruzi też nie zapomniała o nas, wdzięczna o. Rafałowi za dobro wyświadczone jej duszy. Kaplica, wystawiona na północne wiatry, w zimie była bardzo zimna, a że o. Rafał, mimo swego wątłego zdrowia, spędzał w niej dużą część dnia, księżna kazała postawić w niej piec. Dała też nam dębowe biurko na archiwum klasztorne i osiem tysięcy franków na kaplicę i potrzeby Alumnatu.

 

 

Rozdział  IX

Trzeci Zakon w Wadowicach

Założenie Trzeciego Zakonu w Wadowicach. – Kierunek, jaki mu nadał o. Rafał. – Siostra Joanna od Krzyża. – Siostra Maria Magdalena. – Siostra Teresa od Jezusa. – Doświadczenia. – Wizytacja kanoniczna u karmelitanek. – Pokora i stałość w doświadczeniu. – Nawrócenia. – Fundacja Nazaretanek w Wadowicach. – Kongregacja Dzieci Maryi. – Konferencja św. Wincentego à Paulo. – Miłosierdzie o. Rafała.

 

Człowiek nie powinien żyć na ziemi tylko życiem zmysłowym, ale przede wszystkim życiem wewnętrznym. Dla chwały Bożej, dla własnego uświęcenia i dla dobra Kościoła św., powinien ze swego umysłu i swej woli dać plon, do jakiego jest zdolny. O tym obowiązku ludzie bardzo często zapominają i tyle istnień ludzkich marnuje się w bezczynności i całkowitej bezużyteczności. Ileż to myśli, ile uczuć kierowanych ku ziemi i zajętych rzeczami nikczemnymi, niegodnymi duszy nieśmiertelnej. O. Rafał poznał to zło, opłakiwał je i używał całego swego wpływu, aby mu zaradzić. Pisał do znajomej osoby: „Nie chcę, ażeby dusza pani pozostawała w bezczynności”. Jak długo woda jest w ruchu, pozostaje czysta i krystaliczna; z chwilą, gdy zastygnie w bezruchu, staje się mętna i mnożą się w niej jadowite gady. Podobnie dzieje się z duszami. Dlatego o. Rafał starał się, ażeby te, których był kierownikiem duchowym, zawsze były aktywne; przede wszystkim zaś zależało mu na tych, które były obdarowane darami natury i łaski. Jego poświęcenie się dla nich nie znało granic. To, co zrobił dla księżnej Moruzi w Krakowie i Czernej, kontynuował w Wadowicach. Z jej pomocą założył w Czernej Trzeci Zakon Matki Bożej z Góry Karmel i św. Teresy, z jej też pomocą założył go w Wadowicach. Przyjechała tu w roku 1893, aby spędzić wakacje blisko Ojca. Ponieważ nie złożyła jeszcze profesji, Ojciec skorzystał z okazji, aby księżnę do niej przygotować. Złożyła ją 14 listopada, w uroczystość Wszystkich Świętych Zakonu Karmelitańskiego[16]. Wśród osób obecnych na tej ceremonii znajdowała się pani Prokura[17] z Wadowic, świątobliwa wdowa, która od kilku lat życie swe poświęciła staraniom o bieliznę kościelną i duchowieństwa z parafii. Wzięła też w opiekę bieliznę naszą i naszych chłopców i odtąd była dla nas wszystkich prawdziwą matką, skrzętną i oddaną. 24 listopada, w święto Ojca naszego św. Jana od Krzyża klęczała przed ołtarzem św. Józefa, gdzie razem z inną bardzo pobożną osobą z tej samej parafii otrzymała suknię Trzeciego Zakonu i stała się przez to jego założycielką.

O. Rafał dał jej za patronkę i wzór do naśladowania fundatorkę karmelitanek we Francji, bł. Marię od Wcielenia[18], której imię odtąd miała nosić. Młoda jej towarzyszka dostała imię Teresy od Jezusa[19] i okazała się godną tego imienia. Siostra jej, Marianna[20], pozazdrościła jej tego szczęścia i postanowiła ją naśladować. W dzień Bożego Narodzenia została przyjęta do Trzeciego Zakonu z jedną ze swych przyjaciółek, odznaczających się także wielką pobożnością. Te cztery pierwsze tercjarki były z parafii wadowickiej; w następnym miesiącu przyjęto jedną z Frydrychowic[21] i jedną z Kleczy[22] i tak po trochu Trzeci Zakon  się rozszerzał  na całą okolicę.

O. Rafał wziął w karby tę małą gromadkę wybranych dusz i wysłał ją na zdobywanie innych dusz. Z nauk, które im udzielał, bardzo mało zostało spisanych i tylko trzy są w naszym posiadaniu, lecz pozwalają one poznać jego sposób kierowania tercjarkami. Życie ich powinno się streszczać w trzech słowach: „Praca, modlitwa i cierpienie” – w milczeniu i skupieniu, z oczyma utkwionymi w Jezusa, Matkę Bożą i św. Józefa dla nauczenia się od nich sposobu prowadzenia życia świętego. To jest treścią pierwszej nauki[23]. Druga objaśnia ją i dopełnia. Ażeby móc modlić się z łatwością, mieć zasługę w pracy i cierpieniu, trzeba mieć serce czyste: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą”[24]. Aby zdobyć tę czystość serca, trzeba wierzyć z pokorą, że dusza nasza jest splamiona trądem grzechu i z żywą wiarą prosić Boskiego Lekarza, aby raczył ją uzdrowić, a On ją uzdrowi, jak uzdrowił trędowatego z Ewangelii[25]. Gdy się odzyskało czystość serca, trzeba mieć silne postanowienie nie tracenia jej więcej i w tym celu strzeżenia się wszystkich pokus szatana, świata i ciała; trzymania w zamknięciu drzwi naszej duszy i umacniania jej pod okiem Bożym przez pełnienie cnót, a przede wszystkim cnoty poleconej nam w tym miesiącu. Jeżeli chcemy nabyć jaką cnotę, musimy wpierw starać się o wykorzenienie błędu jej przeciwnego, unikanie grzechów i niedoskonałości i praktykowanie tej cnoty, ile razy nadarzy się ku temu sposobność, a przede wszystkim trzeba o nią prosić Boga często, z pokorą i usilnością, z wiarą i pełnym zaufaniem w miłosierdzie Boże. Trzeba też szukać w sakramentach świętych pomocy potrzebnej w tej pracy wewnętrznej i w czytaniu dobrej książki o wadzie, którą chcemy wykorzenić i cnocie jej przeciwnej. Cnota ta przyczyni się do pomnożenia chwały Bożej, do życia świątobliwego, do czynienia dobrze bliźnim, a myśl ta powinna być często obecną w naszym umyśle dla podtrzymania w nas odwagi.

W trzeciej nauce o. Rafał opowiada tercjarkom historię o niewidomym, który prosił Zbawiciela o przywrócenie mu wzroku i został wysłuchany w nagrodę za swą żywą wiarę[26]. Na wzór tego niewidomego, tercjarki powinny prosić Boga o dar żywej wiary w obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie Ołtarza, w Kościele i w osobie Ojca Świętego, który jest zastępcą Chrystusa na ziemi. Takjak ich Matka św. Teresa, tercjarki powinny wyróżniać się przywiązaniem do Matki naszej Kościoła św. i jego głowy, papieża. Ponieważ w Kościele św. znajdują cenny skarb wiary, łaska sakramentów świętych i wszystkie środki służące do zbawienia, powinny okazywać mu wdzięczność i przywiązanie, modląc się za niego i ofiarując wszystkie swe uczynki za jego zachowanie i wywyższenie, to znaczy za zachowanie i uświęcenie papieża, biskupów i duchowieństwa, za wytrwałość sprawiedliwych i nawrócenie grzeszników. Dla osiągnięcia tego celu mają unikać grzechu, w modlitwie pamiętać o celu, dla jakiego poświęcają całe życie służbie Bożej i dla Jego chwały ofiarować wszystkie, nawet najmniejsze swe uczynki; ożywiać ducha gorliwości i wdzięczności przez rozważanie tego, co Chrystus wycierpiał dla ich odkupienia i zbawienia; w końcu pobudzić się do cierpliwego znoszenia wszystkich udręczeń życia i okazywać dużo odwagi w walce, jaką z nami stale prowadzą nieprzyjaciele naszego zbawienia.

Dużą uwagę należy poświęcić rachunkowi sumienia dla przekonania się, jak wykonaliśmy nasze codzienne obowiązki. Są to na pozór drobnostki, lecz mogą one mieć przed Bogiem dużą wartość;  jeżeli Mu je ofiarujemy, możemy w tym małym kółku, w jakim żyjemy, przyczynić Mu wiele chwały. Małe jedno „nie” może skutecznie dopomóc do wykonania wielkich rzeczy, a jeden akt zaparcia siebie, spełniony dla miłości Boga i bliźniego, może przyczynić się do podwyższenia Kościoła św. Starajmy się więc prowadzić życie wzorowe, pamiętajmy, że należymy do zakonu Matki Bożej i z całego serca poświęćmy się zbawianiu naszych braci w duchu słodyczy i pokory. Po tych oznakach poznają, że jesteśmy prawdziwymi dziećmi Kościoła św., będziemy tu na ziemi jego żyjącymi członkami, a w niebie, pod okiem Bożym, będziemy się cieszyć wieczną szczęśliwością.

Niecałe dwa lata po założeniu Trzeciego Zakonu w Wadowicach, 2 kwietnia 1895 roku o 7.00 rano, tj. tego samego dnia i o tej samej godzinie, kiedy o. Rafał przed trzema laty odprawiał w Wadowicach pierwszą Mszę św., oddała Bogu ducha jedna z najmłodszych tercjarek, pragnąc jak najprędzej oglądać w niebie Boga, którego jedynie ukochała na ziemi. Mając lat 15, odezwała się do swojej siostry: „Muszę zostać zakonnicą, choćbym miała być ostatnią sługą zgromadzenia”. Otrzymała wychowanie bardzo religijne i staranne; największym jej szczęściem było modlić się i iść na Mszę św. do kościoła, nawet w zimie, mimo oddalenia, śniegu i mrozu. Gdy miała 17 lat, opuściła dom rodzinny i poszła na służbę; przez dwa lata nie mogła zbyt dużo czasu poświęcać na ćwiczenia pobożne. Gorliwość jej osłabła, zaczęła mieć upodobanie w strojach, trwało to jednak krótko. W sąsiedniej parafii odbywały się misje i ona wzięła w nich udział. Po powrocie do domu opowiadała swojej siostrze usłyszane nauki, płacząc nad swymi błędami. Wyrzekła się na zawsze pięknych sukien, lecz była jeszcze zanadto przywiązana do tłumnych pielgrzymek, jakie odbywają się w Polsce z okazji odpustów. Pewnego dnia chciała razem ze swą siostrą odbyć w tym celu kilkumilową podróż, lecz gdy zwróciła się do ojca z prośbą o pozwolenie, ten odpowiedział: „Pójdzie tylko jedna z was.” – „W takim razie ja pójdę” – odpowiedziała natychmiast. Wyszła z domu o drugiej nad ranem, lecz Bóg, który ją chciał mieć bez podziału, w drodze dał jej upomnienie, którego potrzebowała. Po przejściu kilku kilometrów stąpnęła źle i wykręciła nogę tak, że trzeba było ją odwieźć do domu. Trochę później została przyjęta do Trzeciego Zakonu i Bóg zaczął mówić do jej serca w skupieniu samotności. „Jakie to szczęście służyć Bogu – mówiła do swej siostry – jakże jestem teraz szczęśliwa”. – Dziewczę to posiadało dar modlitwy w wysokim stopniu. Rozrywki światowe nie miały dla niej żadnego powabu i największą jej przyjemnością było móc na samotności rozmawiać z Bogiem. Za każdym razem, gdy się obudziła w nocy, wstawała, aby pomodlić się na klęczkach, a w dzień, gdy podczas zajęć miała wolną chwilę, modliła się lub czytała żywoty świętych.

Piękność jej duszy odbijała się na twarzy i wzbudzała szacunek otoczenia. „Chciałabym pójść z nią, powiedziała raz młoda dziewczyna z sąsiedniej wsi, lecz ona  jest taka święta, że nie śmiem się do niej odezwać”. Nie mogła się wstrzymać od łez słysząc Gorzkie żale lub rozmyślając o Męce Chrystusa. „Dlaczego płaczesz?” – zapytała ją kiedyś siostra. – Bóg już zapomniał o naszych grzechach”. – „Lecz ja ich nie mogę zapomnieć” – odpowiedziała na to. W ostatnich latach życia Boski Zbawiciel, chcąc pomnożyć jej zasługi, pozwolił jej uczestniczyć w swych cierpieniach. Przyjęła wszystko wdzięcznym sercem i z zadziwiającą cierpliwością. Gdy otoczenie usiłowało ją pocieszać, odpowiedziała: „Nie cierpię tyle, jak się to wydaje; najwięcej boli mnie to, że nie mogę przyjąć Komunii św.” Cierpienia jej wzmogły się podczas Wielkiego Postu, a szczególnie podczas Wielkiego Tygodnia 1895 roku. W czasie choroby dawała wzruszające dowody przywiązania, jakie miała dla brata i siostry. „Biedna siostrzyczko, mówiła często, ty się tak napracujesz, a ja nic nie robię”. Chciałaby, aby brat stale był przy niej, a gdy musiał odejść, pytała się siostry: „Gdzie on poszedł? Kiedy wróci?”. Odwiedzały ją przełożona Trzeciego Zakonu i inne tercjarki. Przełożona chciała jej pomóc, by jej ulżyć w cierpieniach, lecz chora nie chciała niczego. Cieszyła się, że może cierpieć i codziennie ofiarowywała swe cierpienie Bogu za swych rodziców, za braci i siostry i za swą drugą rodzinę karmelitańską. Choroba rozwijała się gwałtownie i 16 lipca ks. wikary Krupiński udzielił jej wiatyku. Siostra jej stale była przy niej; od czasu do czasu czytała jej modlitwy lub krótkie akty. „Biedna siostrzyczko, powiedziała kiedyś chora, tyle masz ze mną umęczenia, a ja nic nie robię”. Na to odparła jej siostra, że dużo robi cierpiąc z Jezusem. W odpowiedzi usłyszała: „Co ty mówisz? Wcale nie jestem do Niego podobna”.

W nocy, która poprzedziła jej śmierć, siostra odczytała jej formułę profesji tercjarskiej; to sprawiło jej dużą pociechę i przez kilka godzin potem leżała spokojnie. Rano siostra przypomniała jej, że to było święto Matki Boskiej Anielskiej, dzień odpustu. Słysząc to chora, rozpłakała się i powiedziała: „Dziś czuję się lepiej. Idź do kościoła i przystąp do Komunii św.” – Na jej nalegania siostra poszła, przy chorej zastąpił ją brat. Około godz. 7.00 chora trzy razy zawołała: „Mamo, mamo, mamo. Teraz to już koniec” – i wymówiwszy po dwa razy święte imiona Jezusa i Maryi, skonała. Był to pierwszy piątek miesiąca. Jej siostra opowiadała nam, że następnego dnia, w sobotę, twarz jej dziwnie wypiękniała. Dusza jej poszła zapewne do nieba dla odebrania nagrody przyobiecanej przez Matkę Bożą tym, co noszą szkaplerz św. i wiernie wypełniają obowiązki z tym związane.

Przyjaciółka zmarłej, także tercjarka, wstępowała w jej ślady na drodze doskonałości. Była miłą Bogu i ludziom i pewnie o niej myślał Zbawiciel, gdy mówił do apostołów: „Kto ma przykazania Moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie”[27]. Zdawało się jej raz, że słyszy głos mówiący do niej: „Aby być dobrą tercjarką, trzeba być cierpliwą, pokorną i cieszyć się, gdy mną pogardzają”. I Bóg ją prowadził królewską drogą krzyża. Na jej twarzy malowało się cierpienie i równocześnie wielka słodycz, która zyskiwała jej przywiązanie i szacunek otoczenia. Pewna osiemnastoletnia osoba, szlachetna lecz trochę próżna i niecierpliwa, poprosiła ją o modlitwę, gdyż doznawała wielu pokus. Nasza pobożna tercjarka modliła się i wkrótce osoba ta zmieniła się zupełnie. Odzyskała spokój, z całą odwagą zaczęła służyć Bogu i swą skromnością i pobożnością zyskała sobie ogólny szacunek. Bóg sam nagrodził ją sowicie za wszystkie ofiary, podjęte z miłości ku Niemu.

Inna z naszych młodych tercjarek należała do bardzo pobożnej rodziny, mieszkającej w górach, daleko od niepokoju i gwaru świata. Od najmłodszych lat Bóg obsypywał ją swymi darami, a ona współpracowała z Jego łaską. Pod opieką bogobojnych rodziców i pod ich czujnym okiem, z dala od niebezpieczeństw świata rosła w samotności jak lilia piękna, w atmosferze ciepłej, czystej i spokojnej. Rano i wieczór, a często i w ciągu dnia z niewinnej i czystej jej duszy wznosiły się gorące modlitwy ku niebu i wypraszały jej nowe łaski. Rozczytywanie się w życiu Chrystusa i świętych powoli kształtowało i uszlachetniało jej umysł i serce, ukazując jej nieskończoną miłość Boga dla ludzi i heroiczne poświęcenie świętych dla Majestatu Bożego. Samotność swą przerywała tylko dla pójścia do kościoła, aby oczyścić duszę w Sakramencie Pokuty i w Komunii św. połączyć się z Tym, którego kochała z całego serca i nade wszystko. W domu, przez swą pobożność, skromność, posłuszeństwo i dowody najczulszego przywiązania była szczęściem rodziców, sióstr i braci. Znajomi i sąsiedzi czcili ją jak świętą, a spotkawszy ją na drodze do kościoła, prosili ją o modlitwę lub dziękowali za łaski, które, jak wierzyli, otrzymywali za jej wstawiennictwem. „Rozmowy męczą mnie bardzo, mówiła do swego kierownika duchowego, wolałabym nie widywać nikogo i móc rozmawiać tylko z Bogiem”.

Dusza jej, oderwana od wszystkich stworzeń i czysta jak kryształ, była zanurzona w świetle wiary i żarliwą miłością kochała Boga, stąd myśl o zniewagach grzeszników była dla niej bardzo bolesną, a widokiem pijanego, którego spotkała na drodze, tak się przejęła, że przez dwa dni nie mogła się wstrzymać od płaczu.

Dusze czyste zwykle pragną cierpienia, odczuwają potrzebę ofiary dla Tego, od którego tyle dobra otrzymały, a pamięć na mękę, jaką Chrystus przecierpiał dla zbawienia świata, przynagla je do poświęceń. Bóg ze swej strony przychodzi z pomocą ich dobrej woli, doświadczając je chorobami lub cierpieniami wewnętrznymi, które je oczyszczają, utwierdzają w cnocie i są zapowiedzią nowych łask. Nasza młoda tercjarka opowiadała raz swemu kierownikowi duchowemu, że mając czternaście lat, podczas Wielkiego Postu czuła w ręce ból, który nie pozwolił jej pracować, i że ból ten ustał zupełnie w Wielki Piątek. Innym razem powiedziała do Zbawiciela: „Ponieważ grzesznicy tak Cię nieustannie obrażają, daj mi tę łaskę, bym mogła cierpieć ból choć jednej z Twych ran” – i odtąd często odczuwała w okolicy serca ból nieznośny. „Po śmierci naszej krewnej, dodała, cierpienia te wznowiły się z taką siłą, że jeżeli dłużej trwać będą, nie będę mogła pracować”.

Kierownik jej, widząc wyjątkową czystość tej uprzywilejowanej duszy,  połączoną z prawdziwą i głęboką pokorą, zapytywał sam siebie, czy Bóg nie powołuje jej do wyższej doskonałości. Stosownie do rady Ojca naszego św. Jana od Krzyża[28], zapytał się jej, czy nie otrzymuje od Boga jakich łask szczególnych. Odpowiedziała z zakłopotaniem, lecz ze zwykłą prostotą: „Raz, gdy się modliłam, zdawało mi się, że widzę św. Józefa takiego, jaki jest na obrazie w ołtarzu naszej kaplicy (karmelitów w Wadowicach). – Podczas nowenny do św. Teresy, w wigilię jej święta, szłam o piątej rano do kościoła. Byłam sama na drodze i nagle zostałam otoczona olśniewającym światłem; rzuciłam się na kolana i tak pozostałam mniej więcej przez kwadrans. Potem wszystko znikło, a mnie się zdawało, że jestem pogrążona w ciemnościach. Raz w piątek, o godzinie trzeciej, gdy szłam w pole, zadzwoniono dla uczczenia Męki Zbawiciela; uklękłam, aby się pomodlić. Gdy skończyłam piąte Ojcze nasz, zobaczyłam Chrystusa otoczonego wielką jasnością. «Panie, powiedziałam, co robisz? Ja, nędzna grzesznica, nie jestem godna takiej łaski». Chrystus odpowiedział: «Ufaj córko!». Powietrze było przepełnione wonią. – Innym razem, w dzień święta Krwi Najświętszej, gdy wracałam od Komunii św., uczułam w drodze bardzo miły zapach, jakiego żaden kwiat nie wydaje. – Zwykle odczuwam uniesienia radości i szczęścia niewypowiedziane”. [...][29]

 

Trzy lata po odebraniu tych łask nadzwyczajnych, o jakich opowiadała młoda tercjarka, dostała się ona pod kierunek o. Rafała, który pisał o niej: „Dziewczę to czuje się dobrze i odbiera od Boga łaski nadzwyczajne”. o. Rafał nie pozwalał duszom próżnować, pociągnął zapewne i swą nową penitentkę po drodze ku doskonałości, którą kroczył sam od lat trzydziestu z niezwykłą wytrwałością i wielką zasługą, gdyż Bóg nie szczędził mu cierpień także w Wadowicach.

Do nieustannej pracy w kaplicy i do niedostatków, jakie pociąga za sobą ubóstwo, przyłączyła się choroba. Dom, który zamieszkiwaliśmy przez pierwsze siedem lat naszego pobytu w Wadowicach stał w miejscu niezdrowym. W lutym 1893 roku, po powrocie z Krakowa, o. Rafał zachorował pierwszy raz i miesiąc cały przeleżał w łóżku. Potem przyszła kolej na prefekta i chłopców. O. Rafał nie bał się cierpienia, znał je od dawna i przyjmował je nie ze smutkiem, lecz raczej z radością. Największą przykrość sprawiało mu to, gdy widział, że inni cierpią lub pracują dla niego. Myśl o niebie była jego siłą i pociechą; wpajał ją tym, których prowadził trudną drogą krzyża: „Każdy z nas musi nieść swój krzyż, pisał w tym czasie do brata swego Aleksandra, gdyż krzyżem jest życie nasze na ziemi i cała wartość naszego życia polega na umiejętnym noszeniu krzyża. W nim tkwi cała nasza pociecha na ziemi i nadzieja wiecznego szczęścia z posiadania Boga. Módlmy się jedni za drugich, abyśmy kiedyś połączyć się mogli w krainie wiecznej radości. O, gdybyśmy mogli dążyć do tej radości przez codzienne nasze prace, pod opieką Matki Bożej, a naszej Królowej”[30].

W lipcu i sierpniu [1894] o. Rafał ponownie towarzyszył o. prowincjałowi w wizytacji kanonicznej klasztorów karmelitanek w Krakowie, Przemyślu i Lwowie. Długa ta podróż przysporzyła mu cierpień fizycznych i moralnych. We Lwowie przeorysza w.m. Franciszka Teresa przykuta była do łoża boleści i nie mogła brać udziału w ćwiczeniach zgromadzenia. Pierwsza jej doradczyni siostra Teresa od Jezusa (Stolberg)[31] była nad grobem. 14 listopada o. Rafał pisał o tej zacnej zakonnicy, która przybyła z Niemiec, jak o tym była wyżej mowa, aby dopomóc w reformie klasztoru we Lwowie: „(...) pisze mi dzisiaj s. Zofia[32], że dzień dzisiejszy już ma być, według orzeczenia lekarzy, dniem ostatnim jej życia ziemskiego; za tyle pracy i ofiary łożonej ku chwale Bożej niebo ją zapewne czeka, i stamtąd ona pośrednictwem swym otrzyma dla sióstr swoich to, co im tak trudno obecnie zdobyć w trudnych warunkach ich dzisiejszego we Lwowie stanu”[33].

W tym samym czasie inna osoba, z którą łączyły o. Rafała więzy uczuciowe i wdzięczności, opuściła tę ziemię dla odebrania za swe cnoty nagrody w niebie. 21 listopada powiadomił o jej śmierci karmelitanki w Przemyślu: „Księżna Małgorzata Orleańska[34] (...) (prawdziwa święta), właśnie umarła w Paryżu 24 października”[35]. Była ona żoną księcia Władysława, a matką księcia Adama Czartoryskiego[36], właściciela majątku Sieniawa w diecezji przemyskiej. Poznała o. Rafała w Hotelu Lambert i umarła w dzień jego imienin. Także inne klasztory karmelitanek w Polsce, podobnie jak klasztor we Lwowie, musiały codziennie spłacać Bogu daninę pokuty. O. Rafał zwraca na to uwagę, pisząc: „Wszystkie jednak drogie Siostry, zacząwszy od przemyskich, są tak wzorowe w umiejętności niesienia Krzyża Pańskiego”[37].

O. Rafał szedł zawsze na ich czele, a jeżeli dolegliwości zewnętrzne na chwilę ustały, wewnętrzne cierpienia stale go krzyżowały. Bóg obchodził się z nim tak, jak zwykle obchodzi się z tymi, którzy wyrzekają się wszystkiego dla Jego miłości. W liście do karmelitanek z Łobzowa z 15 listopada 1893 roku czytamy: „«Tu, u nas, na pozór nic się nie zmieniło, / Tylko we mnie ku nędzy dużo się pochyliło!» Co to za liche stworzenie, ten biedny człowiek! Żyć jednak musi i wyglądać swego końca, zawsze niepewny, w jakim stanie duszy u kresu życia, u brzegu wieczności się znajdzie. Nie dziwię się tym świętym, którzy przez całe życie nie przestawali wołać: «Panie, zmiłuj się nad nami!»”[38]. Miał o sobie takie liche wyobrażenie, że dziwił się, gdy go ktoś prosił o radę. Kilka miesięcy przedtem Jerzy prosił go o radę i otrzymał taką odpowiedź: „Co do postępu w doskonałości, gdy mnie samemu niezbyt się udaje, albo prędzej, gdy sam się zaniedbuję, dołączam w tej sprawie obrazek Ś.M.N. Teresy, gdzie są zdania tej prawdziwej mistrzyni. – Idź za nimi, a będziesz doskonałym. Życie tu nasze w ustawicznej pracy; święta wprawdzie praca i do świętości innych prowadzić mogąca, ale my, a raczej ja zawsze w niebezpieczeństwie, aby się nie potknąć, albo potknąwszy się, aby nie mieć siły do powstania”[39].

Co rok, w jesieni i na wiosnę, płuca jego coraz słabsze przyczyniały mu nowych cierpień, lecz nigdy nie mogły zmniejszyć siły jego woli. Wspierała go łaska Boża i z jej pomocą wychodził zwycięsko z każdej próby. Podczas Adwentu 1893 roku większą część dnia, jak zwykle, spędzał w konfesjonale, a czterech naszych chłopców było chorych. Zniósł wszystko z cierpliwością i spokojem Wiedział, że święta Teresa chętnie tysiąc razy poniosłaby męczeństwo dla zbawienia jednej duszy. O. Rafał starał się ją naśladować i uratował nie jedną duszę.

Nasz sąsiad, pan Dubil[40], miły staruszek, przez długie lata był profesorem w Wadowicach i nauczycielem p. Foltina. Ogród jego jest oddzielony od naszego tylko parkanem i chętnie rozmawiał on z nami w czasie rekreacji. Niestety, nie uczęszczał on do sakramentów św. W roku 1892, w wigilię Bożego Narodzenia, Ojciec nasz, stosownie do zwyczaju, posłał mu małe upominki i zaprosił go na pasterkę, co też p. Dubil chętnie uczynił; przez cały rok jednak do spowiedzi nie przystąpił. W następnym roku o. Rafał ponowił podarki i zaproszenie na pasterkę, ale tym razem starzec przyjść już nie mógł; był ciężko chory. 1 stycznia poprosił Ojca do siebie, wyspowiadał się i przyjął Komunię św. jako wiatyk. Wieczorem tego samego dnia posłaliśmy mu obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Chętnie go przyjął i pobożnie ucałował; otrzymał też szkaplerz św. i obiecał nigdy go nie zdejmować. Cztery dni później, w święto Trzech Króli, umarł spokojnie o 8.00 wieczorem.

Pan Bóg przygotował Ojcu naszemu jeszcze inne pociechy. Jak wyżej wspominaliśmy[41], szpital powszechny[42] znajdował się blisko naszej kaplicy. Na początku grudnia jedną z jego pacjentek była młoda, prawdziwie pobożna dziewczyna. Przejęta miłością ku Bogu, odczuwała głęboko zniewagi, jakich nie szczędzi Mu codziennie niewdzięczność ludzka, a cierpienie rozbudziło w jej sercu gorące pragnienie ratowania dusz. Pomiędzy jej towarzyszkami w szpitalu było kilka takich, które wcale do niej podobne nie były. Jedna z nich, mając czternaście lat, dała się pociągnąć na złą drogę i od pięciu lat prowadziła w Wadowicach gorszące życie, lecz w jej duszy, dobrej z natury, pozostały jeszcze ślady dobrego wychowania, jakie otrzymała w dzieciństwie. Zachowanie się jej pobożnej towarzyszki, pełne delikatności i chrześcijańskiego miłosierdzia, taki wpływ na nią wywarło, że w święto Niepokalanego Poczęcia za łaską Bożą postanowiła zmienić życie. Nazajutrz przyszła do naszej kaplicy i w najlepszym usposobieniu odprawiła spowiedź generalną z całego życia. Powróciwszy do szpitala, stała się z kolei apostołką. Rozdała swym towarzyszkom medaliki Niepokalanego Poczęcia, które dostała, i w krótkim czasie nawróciło się jeszcze pięć dziewcząt. Jedna z nich miała dwadzieścia trzy lata i nie była jeszcze u I Komunii św. Większość tych biednych dziewcząt nie uczyła się nigdy katechizmu i nie otrzymała religijnego wychowania. Wskutek biedy i niedbalstwa rodziców, w bardzo młodym wieku musiały opuścić dom rodzinny i iść na służbę, po większej części do Żydów.

O. Rafał zaprosił kilka z tych dziewcząt do zakrystii, rozmawiał z nimi z wielką dobrocią w obecności o. prefekta i dwie z nich posłał do starosty, polecając opowiedzieć mu o niecnym postępowaniu Żydów, którzy psuli młodzież dla zarobku. Kilka dni później jeden Żyd i jedna Żydówka otrzymali nakaz zamknięcia karczem, które były głównymi ogniskami zepsucia w Wadowicach.

Nie przystoi świeckiemu duchowieństwu, a tym mniej zakonnikom, chodzić na poszukiwanie tych owieczek zbłąkanych, więc Ojciec nasz prosił Boga o nauczenie go sposobu, który ochroniłby od złego młode służące, wystawione na tyle niebezpieczeństw i wyrwał z przepaści te, które już w nią wpadły. W Wadowicach nie było jeszcze klasztoru sióstr zakonnych. O. Rafał uważał, że brakowi temu należy koniecznie zaradzić. Zakonnice mogłyby gromadzić dzieci opuszczone i uczyć je, chronić przed złem i prowadzić zakład opiekuńczy. Podobała się Bogu gorliwość Jego sługi. Na początku 1894 roku minister oświaty Madeyski odwiedził swego zięcia Stanisława Dunajewskiego, starostę wadowickiego. O. Rafał poprosił go o posłuchanie; 26 stycznia został przyjęty przez ministra razem z o. prefektem[43]. Minister był życzliwie usposobiony do ojców i okazał im dużo życzliwości.

Minister wypytywał się o stan naszej fundacji i o jej cel; powiedział, że mamy wielkie zadanie do spełnienia w Wadowicach i wyraził nadzieję, że zakon nasz w przyszłości zrobi tu dużo dobrego przez pracę w konfesjonale dla rodzin i pojedynczych osób. O. Rafał mówił mu o konieczności sprowadzenia do Wadowic zakonnic i przedstawił powody tego kroku. Minister pochwalił jego myśl i obiecał, że rząd nie odmówi swej pomocy, lecz przede wszystkim miasto powinno zrobić wszystko, co do niego należy, aby ułatwić realizację projektu. O. Rafał rozmawiał widocznie o tej sprawie z księżną Moruzi, pozostającą w serdecznych stosunkach z nazaretankami w Krakowie, gdyż parę lat potem osiedliły się one w Wadowicach[44], a dziś mają tam dwa domy; w głównym domu mieści się sierociniec, pensjonat i pracownie. Przy kaplicy założyły Kongregację Dzieci Maryi; należące do niej dziewczęta biorą udział w nabożeństwach Kongregacji i słuchają odpowiednich nauk. Pobożne te dziewczęta, pozostając pod kierunkiem spowiedników i zakonnic, mają zbawienny wpływ na swe otoczenie i opiekują się gorliwie młodymi swymi towarzyszkami, które po raz pierwszy znalazły się poza domem rodzinnym i są wystawione na tysiące niebezpieczeństw. Same nawiązują z nimi kontakt, przyprowadzają je do kaplicy sióstr po potrzebną naukę, zachęcają do korzystania z sakramentów świętych, pocieszają w zmartwieniach i uczą je słowem i przykładem znoszenia po chrześcijańsku wszystkich przykrości życia. Tego właśnie pragnął o. Rafał i gorąco dziękował Bogu za przysłanie dobrym mieszkańcom Wadowic pomocy, której potrzebowali. Miasto również chciało okazać nazaretankom swą wdzięczność, a że właśnie wtedy zbudowano nowy szpital, opiekę nad chorymi powierzono gorliwym zakonnicom. Otworzyło się przed nimi nowe i obszerne pole działania, gdyż przynoszą one ulgę nie tylko w chorobach ciała, lecz korzystają z każdej sposobności, ażeby pracować dla dobra dusz i wielu chorych sprowadziły na dobrą drogę.

Nie tylko ludzie prości korzystali z rady i dobroci o. Rafała; również osoby z inteligencji zwracały się do tego doświadczonego spowiednika, aby nauczyć się od niego, jak postępować drogą doskonałości chrześcijańskiej. Panie z miasta założyły Konferencję św. Wincentego à Paulo. Na jej czele stały żony bogatych właścicieli, wysokich urzędników, profesorów gimnazjum itp. O. Rafał polecał im przede wszystkim wierne wypełnianie obowiązków względem Boga i państwa, a gdy już te konieczne podwaliny były położone, zachęcał je do dążenia do świętości przez pełnienie uczynków miłosierdzia i często wskazywał im osoby, które potrzebowały pomocy. Dowiadujemy się z listu do karmelitanek na Łobzowie, w jaki sposób sam praktykował miłosierdzie i uczył go drugich. Krewna jego[45] przysłała pieniądze karmelitankom, aby mu dostarczyły wzmacniających pokarmów, których potrzebował, a których sobie odmawiał. Wkrótce potem odebrał od karmelitanek paczkę „zdumiewającej” objętości, która sprowokowała taką odpowiedź: „Dziękując za wszystkie komunikaty i za dobroć prześcigającą wyżyny roztropności, najpokorniej i najusilniej [proszę] uwolnić mię od piwa pilznieńskiego, mamy bowiem tu wyborne lekkie, które mi tu za napój i w części za pokarm służy – i za kawior, któregom miał już do zbytku i do przesytu. Pieniądze przez niemądrą Helenkę na te niemądre cele złożone niech Wasza Przewielebność obrócić raczy na dobre cele: u Sióstr Felicjanek na Smoleńsku, pod kierownictwem m. Rozalii[46] znajduje się uboga służąca z Wadowic, która porzuciła służbę dlatego, by przyjechać móc do Krakowa, wyrzec się protestantyzmu i przyjąć wiarę świętą; na podróż i opłacenie złożyły cztery panie: pani Prussnigg, pani Kurowska, pani Foltyn i bodaj pani Zapałowicz około 40 zł; dodaliśmy coś z jakiejś jałmużny (od lorda Longueville[47], niegdyś anglikanina, a dzisiaj katolika i założyciela Związku Nieuleczalnych), ale to miało miejsce przed pięciu lub więcej miesiącami”[48].

 

 

Rozdział  X

Wadowice (ciąg dalszy). Czerna 1894 - 1897

Kapituła prowincjonalna w 1894 roku. O. Rafał ponownie przeorem w Czernej. Pożegnanie i wdzięczność miasta Wadowic. Przywiązanie o. Rafała do klasztoru w Wadowicach i podwójny dar dla klasztoru w Czernej. Fundacja w Wadowicach ostatecznie zatwierdzona. Gorliwość o. Kazimierza i innych ojców. O. Albert od Nawiedzenia. O. Rafał kieruje budową nowego klasztoru i nowego kościoła w Wadowicach. Brat Edward od św. Teresy. Polska i Rosja na początku XIX-go wieku. Cierpienie o. Rafała. Polski przekład książki „Życie generała Sonis”.

 

Na kapitule prowincjalnej, która odbyła się w Linzu od 13 do 19 sierpnia 1894 roku, o. Rafał został ponownie wybrany przeorem w Czernej, a w.o. Kazimierz przyszedł na jego miejsce do Wadowic. Wiadomość o jego wyjeździe wywołała ogólny smutek. Dyrektor Gimnazjum odwiedził go i podziękował mu za tak wiele dobra wyświadczonego uczniom. Nazajutrz Ojciec z o. Kazimierzem oddali mu wizytę, złożyli też wizyty burmistrzowi panu Iwańskiego i panu Foltinowi, którzy w imieniu miasta wyrazili o. Rafałowi swoje uznanie i żal z powodu jego wyjazdu. Wadowice okryły się smutkiem, za to cieszyła się Czerna, gdzie nie zapomniano jeszcze tego wszystkiego, co uczynił dla niej w czasie, gdy był tam po raz pierwszy przeorem.

Natomiast nowy przeor nie miał żadnych złudzeń: wiedział, że urząd ten będzie dla niego ciężkim krzyżem, który będzie musiał dźwigać przez trzy lata. Polecił się więc Bogu i Matce Najświętszej i wziął ten ciężar na swe słabe ramiona z zamiarem niesienia go odważnie dla chwały Boga i Matki Bożej z Góry Karmel i dla dobra zakonu.

Kierownictwo duchowe zgromadzenia, gorliwość i wierność z jaką spełniał ćwiczenia życia zakonnego, trudna i absorbująca administracja dobrami klasztornymi nie pozwoliły mu zapomnieć o dziele, które tak szczęśliwie rozpoczął w Wadowicach i po przybyciu do Czernej jednym z pierwszych jego starań było zapewnienie nowej fundacji pomocy materialnej, której potrzebowała dla spełnienia ważnego zadania, jakie Bóg jej powierzył. Wadowice nie miały stałych dochodów. Ponieważ ofiary wiernych nie wystarczały, trzeba było prosić o pomoc klasztor w Czernej, który w pierwszych latach dawał blisko dwa tysiące florenów rocznie. Aby przełożonemu w Wadowicach oszczędzić przykrości takiego położenia, o. Rafał udał się w październiku 1893 roku do Czernej i tam postanowiono dawać mu rocznie procent od 30 000 florenów. Gdy wrócił jako przeor do Czernej, spostrzegł, że kilku młodszych ojców odnosiło się niechętnie do fundacji w Wadowicach. Nowicjusze się nie zgłaszali, a chłopcy nasi jeszcze nie ukończyli nauki w gimnazjum, stawiano więc sobie pytanie, czy nie byłoby lepiej opuścić Wadowice i otworzyć nowy klasztor w Krakowie, którego karmelitanki od tak dawna pragnęły. Byłoby to sprawiło dużą radość szatanowi, któremu nie mogła się podobać nasza praca w kaplicy. Choć było nas tylko trzech, a jeden z nas zajmował się Alumnatem, w roku 1894 rozdaliśmy ponad 11 000 Komunii, a w roku 1895 ponad 15 000. Podczas rekolekcji, jakie w roku 1895 o. Kazimierz przeprowadził dla więźniów, na 180 więźniów 143 przystąpiło do sakramentów świętych, a 110 przyjęło szkaplerz święty. Dwa dni później o. Kazimierz otrzymał list następujący: „Zechciej, Przewielebny Ojcze, przyjąć wyrazy najwyższej wdzięczności za rekolekcje, które zechciałeś wygłosić dla naszego więzienia od 10 do 16 bm. z tak prawdziwie kapłańskim poświęceniem. Ich owoc był pocieszający, gdyż podług raportu zarządu więzienia 143 więźniów przystąpiło do sakramentów świętych. Jak prawdziwy misjonarz, spełniłeś, Wielebny Ojcze, za łaską Bożą, dzieło prawdziwie chrześcijańskiego miłosierdzia. Niech łzy wdzięczności, wylane przez tych nieszczęśliwych, którym wskazałeś drogę pokuty, będą nagrodą za trud i pracę, jaką sobie zadałeś z taką bezinteresownością dla umoralnienia i podniesienia ich dusz.

Wadowice, 18 marca 1895 roku. Przewodniczący Sądu Prussnigg”.

W maju [1895] definitorium prowincjonalne rozpatrzyło wątpliwości klasztoru w Czernej[49]; zebrano nowe informacje i wysłano je do Rzymu, gdzie definitorem generalnym został wybrany prowincjał p.o. Benedykt od Jezusa[50], dobrze usposobiony dla fundacji w Wadowicach. Ojcowie tego klasztoru i gorliwe tercjarki, o których wyżej była mowa, gorąco modlili się w tej intencji i sprawa została wygrana. Nie uważano za stosowne wracać do zamiarów z roku 1892 i nowa fundacja w Wadowicach została zatwierdzony na zawsze.

Kilka miesięcy później nowy prowincjał p.o. Bonawentura przyjechał na wizytację kanoniczną i bez trudu rozproszył wahania klasztoru w Czernej, który też zaraz się zobowiązał dawać co roku na utrzymanie ojców, póki będą w Wadowicach, procenty od 30 000 florenów[51]. Do pierwszej raty dodano jeszcze 6 760 florenów budowę nowego klasztoru. 31 sierpnia 1896 roku Konsystorz Księcia Biskupa Krakowskiego doniósł klasztorowi w Czernej, że także rząd zatwierdził fundację w Wadowicach i obydwa uposażenia, o których mówiliśmy. Zdawało się, że i Bóg dał swe przyzwolenie, gdyż drzwi nowicjatu, zamknięte od dwóch lat, w tym czasie ponownie otworzyły się, aby się już więcej nie zamykać. 2 lipca habit Matki Bożej z Góry Karmel otrzymał pierwszy nowicjusz, brat Albert od Nawiedzenia[52]. Pochodził on z parafii w Wieliczce, a do szkoły uczęszczał w Krakowie. Gdy tylko dowiedział się od swego spowiednika o. Wacława, dobrze znanego naszym czytelnikom, że w Czernej istnieje klasztor zakonu mającego za cel oddawanie czci Matce Bożej, pożegnał się z rodzicami, zostawił w Krakowie swe uczniowskie manatki i przybył do nowicjatu jedynie z obrazkiem Matki Boskiej Częstochowskiej. Po piętnastu latach życia w Karmelu polskim, który napełnił wonią swych cnót, poszedł do nieba, aby tam między aniołami zająć należne mu miejsce. Miał wtedy 33 lata.

Przyszłość klasztoru w Wadowicach była więc zapewniona i o. Rafał gorąco za to dziękował Bogu, lecz zadanie, które mu powierzono, nie było jeszcze wykonane. Teraz trzeba było myśleć o budowie klasztoru i kościoła, a przede  wszystkim o tym, jak znaleźć potrzebne na to pieniądze. Wszyscy ojcowie w Czernej usilnie polecali tę sprawę licznym pielgrzymom, którzy co roku przychodzili do naszego kościoła po pomoc duchową, a szczególnie znanym z ofiarności pielgrzymom ze Śląska. Wysłano tam na kwestę brata Edwarda od św. Teresy[53], który pochodził z tego regionu i był bardzo kochany przez swych rodaków. Aby mu ułatwić tę pracę, o. Rafał napisał odezwę, w której wyjaśnia cel nowej fundacji i powody, dla których ją przedsięwzięto.

„Nieubłagana ręka czasu niszczy powoli zabytki przeszłości; nieprzyjaciele Kościoła św., heretycy, schizmatycy i niewierni starają się, aby zniszczało i poszło w zapomnienie to, co nasi przodkowie zrobili w Polsce dla założenia i ugruntowania w duszach królestwa Boga i czci Najśw. Dziewicy, Jego Matki. Zakon Karmelitański przez swe dziewięćdziesiąt klasztorów Karmelitów i Karmelitanek Trzewiczkowych i Bosych przyczynił się bardzo swą pracą apostolską, dziełami miłosierdzia, pokutą i modlitwą u stóp Maryi do ściągnięcia na nasz naród błogosławieństwa niebios. Zrozumieli to nieprzyjaciele naszej Ojczyzny i z zaciekłością pracowali dla jego zguby. Z naszych dwóch prowincji Karmelitów Bosych pozostał nam tylko klasztor w Czernej. Wszędzie, w miarę kasowania naszych klasztorów, kościoły wzniesione przez naszych ojców ku czci Maryi traciły swój wpływ i urok; cześć Maryi, nawet Maryja sama poszła w zapomnienie i nie króluje już w sercach”.

O. Rafał wymienia tu kilka klasztorów, szczególnie związanych z dziejami Polski: klasztor św. Michała[54], gdzie uczniowie Akademii Krakowskiej ćwiczyli się w cnotach; klasztor w Wiśniczu[55], wzniesiony przez księcia Stanisława Lubomirskiego z wdzięczności za cudowne zwycięstwo pod Chocimiem; klasztor w Berdyczowie[56], ufundowany przez Janusza Tyszkiewicza dla dostarczenia ludowi na Ukrainie pomocy duchowej, której schizma grecka od wieków mu odmawiała – i tyle innych, pobudowanych na południu i wschodzie Polski jak fortece, z których dzieci Maryi zwalczają pod kierownictwem swej Matki nieprzyjaciół Ojczyzny i Kościoła św.

„Poszła więc w niepamięć, kończy o. Rafał swą odezwę, przeszłość Karmelitów, tych niezmordowanych apostołów, których Maryja obrała sobie za sługi i rozdawców swych łask; cisza panuje w świątyniach, gdzie tyle cudów zdziałała. Zakony, które obsługiwały te kościoły, nie istnieją, nawet pamięć o nich zaginęła, lecz Maryja żyje zawsze i nie przestała być naszą Królową i naszą Matką, zawsze czujną i troskliwą. Ma ona prawo oczekiwać od nas i pragnie tego, żebyśmy powrócili do gorliwości czasów minionych i wznosili dla Niej i Jej Boskiego Syna nowe świątynie, w których Jej słudzy, pochodzący – jak dawniej – z naszej polskiej ziemi, w ciszy klasztornej spełnialiby zadanie, rozpoczęte przez naszych przodków i z całych sił pracowali dla rozpowszechnienia Jej zakonu w całej Polsce, której Ona jest Królową. Jest to zadanie wzniosłe i byłoby ono ponad nasze siły, gdyby Matka nasza nas nie wspierała. Nie bacząc więc na naszą niegodność osobistą i przekonani o naszej niemocy, będziemy jednak usiłowali być wiernymi naszemu powołaniu i spełniać to, czego Ona od nas oczekuje”.

O. Rafał mówi następnie o fundacji w Wadowicach i poleca ją dobroczynności wiernych. Odezwę rozesłano na wszystkie strony, rodzinie i przyjaciołom zapowiadały ją naglące listy i składki napływały obficie. Odezwa ta odsłania nam jedną z najpiękniejszych stron duszy o. Rafała: jego nabożeństwo do Matki Najświętszej[57].

Przede wszystkim jednak o. Rafał gorąco pragnął odrodzenia Polski, Litwy i Rusi. Przed więcej niż stu laty Polska padła pod uderzeniami wrogów wewnętrznych i zewnętrznych razem z prowincjami należącymi do niej. Podtrzymywała ją dotąd wiara, którą starano się jej wydrzeć, tak, że na początku XIX wieku była ona już mocna zachwiana, a nadzieja na lepszą przyszłość była prawie całkowicie zgaszona i Polska nie widziała w swych nieszczęściach ręki Boga, który karze narody, aby je odrodzić. Położenie Rosji było jeszcze bardziej politowania godne. Była ona jak drzewo wielkie, lecz suche, które nie wydaje już kwiatów ani owoców dla wieczności. Oderwana od Rzymu i zastępcy Chrystusa na ziemi, nie była zasilana odżywczymi sokami, które w Kościele katolickim rodzą tyle pięknych dzieł. Duchowieństwo prawosławne zajęte jest tylko sobą i swą rodziną. Duszom powierzonym jego pieczy nie daje żadnej wiedzy religijnej, a jeżeli kto prosi popa o spowiedź, musi za nią zapłacić. Oto co pisał na ten temat 23 lutego/8 marca 1911 roku uczeń gimnazjum Aleksandra w Petersburgu: „Jutro jest Popielec, u prawosławnych odbywa się spowiedź wielkanocna, za którą każdy uczeń musi zapłacić trzy ruble (12 franków). Zapytałem się raz jednego z moich kolegów, czy często chodził do spowiedzi? «Nie, odpowiedział, to za wielki wydatek; wolę użyć tych pieniędzy na kupienie sobie od czasu do czasu kieliszka dobrego wina». – Oto prawdziwy typ naszych rosyjskich studentów. W przeszłym tygodniu zdarzył się w liceum bardzo przykry wypadek: jeden z moich kolegów zastrzelił się nie wiadomo z jakiego powodu. Gdy przybyłem na miejsce wypadku, oddychał jeszcze, lecz wkrótce potem umarł. Naturalnie – dodaje nasz student, kończąc list – tam, gdzie brak wiary, najmniejsza przeciwność wystarczy, ażeby sobie w łeb palnąć”.

O. Rafał, w czasie studiów w szkole wojskowej w Petersburgu, dotknął się tej rany społeczeństwa rosyjskiego i odtąd zawsze ubolewał nad losem tylu młodych ludzi, dobrych z natury, lecz przez niedbalstwo popów pozbawionych dobrodziejstw wiary i padających ofiarą swych namiętności. Codziennie modlił się za nich i praktykował uczynki pokutne, lecz to nie wystarczało jego gorliwości. Pragnął bezpośrednio zająć się nimi, a sposobność do tego nadarzyła się w roku 1895. Przeczytał był właśnie życiorys generała de Sonis, napisany przez biskupa Baunarda[58]. „To on – powiedziałem sobie, czytając go – powinien zostać apostołem Polski i Rosji”. I odtąd ciągle myślał o polskim przekładzie tego życiorysu. Pragnieniem swym podzielił się z karmelitankami z Łobzowa, a świętym zakonnicom nie potrzeba było tego dwa razy powtarzać: życzenie Ojca było dla nich rozkazem. Lecz kto podejmie się tłumaczenia? Wybór padł na panią Jerzmanowską, której krewna była karmelitanką i która właśnie wydała tłumaczenie życiorysu brata Franciszka od Dzieciątka Jezus[59]. – Propozycja została przyjęta z radością. Karmelici dostarczyli pani Jerzmanowskiej portretu generała, reprodukowanego w wydaniu francuskim, i pozwolenie autora na przekład. Biskup Baunard pozwolenia tego udzielił bardzo chętnie; wyraził radość, że biografia generała Sonisa ukaże się w Polsce, „w kraju bohaterów i męczenników”. Pani Jerzmanowska pracę swą wykonała, jak sama mówi „z zapałem i miłością”, a wydano ją w Krakowie w pierwszych miesiącach 1895 roku; w ciągu roku pierwszy nakład został rozprzedany. O. Rafał, z pomocą rodziny i przyjaciół, pokrył część kosztów druku, a w.m. Maria Ksawera, z pomocą swych sióstr, dała resztę. Była ona znana i kochana przez całe ziemiaństwo Galicji i Ukrainy, rozesłała też wszędzie życiorys generała Sonisa, w zamian otrzymywała pieniądze z podziękowaniem i pochwały dla wielkiego chrześcijanina i dzielnego żołnierza. Hrabina Branicka[60] ze Suchej przysłała dwieście franków za pięćdziesiąt egzemplarzy. Wielkie Księstwo Poznańskie dało jeszcze jeden dowód gorliwości, przyjmując biografię generała Sonisa tak, jak na to zasługiwała. Pierwsze wydanie zostało wyczerpane i, według wyrażenia m. Marii Ksawery, Galicja i Wielkie Księstwo Poznańskie „były zalane życiorysem generała”. Ojcowie uznali za stosowne drugi nakład wydać w Warszawie i zapytali się redaktora „Kroniki Rodzinnej”[61], czy zechciałby podjąć się tej pracy. Redaktor chętnie zgodził się na tę propozycję i dzięki gorliwości jego i jego licznych korespondentów życiorys generała znany był wkrótce na ziemiach Polski przyłączonych do Rosji. Pozostała sama Rosja, gdzie nieubłagana cenzura prawosławna surowo zabraniała rozpowszechniania wszelkich informacji o pięknych i szlachetnych dziełach w Kościele katolickim. [...][62]

 

 

Rozdział  XI

Definitor prowincjalny i przełożony w Wadowicach (1897)

Choroba o. Rafała. – Kapituła prowincjalna w roku 1897. Definitor i przełożony w Wadowicach. Wizytacja klasztorów karmelitanek. Profesja braci Czesława i Jana Kantego. Poświęcenie kamienia węgielnego kościoła w Wadowicach. Praca w Wadowicach i Krakowie. Nowa choroba. Rezygnacja z urzędu i powrót do Czernej. Ojciec Chryzostom przełożonym w Wadowicach. Stare kroniki Karmelu w Polsce. Doświadczenia w Czernej i w Wadowicach. Poświęcenie nowego kościoła.

 

Z listu o. Rafała, pisanego 13 marca 1897 roku do karmelitanek na Łobzowie[63], dowiadujemy się, że znów jest chory, że ziemscy lekarze nic dla niego zrobić nie mogą, że potrzebuje głównie wypoczynku, że udał się do Matki Bożej Nieustającej Pomocy i uprosił sobie małe polepszenie. Szczęśliwie zbliżał się czas kapituły prowincjalnej, na której został wybrany drugim definitorem[64] i ponownie przełożonym w Wadowicach[65]. Było to dla niego lepsze niż Czerna, lecz nie było całkowitym wypoczynkiem, którego potrzebował. W czerwcu i lipcu [1898] towarzyszył o. prowincjałowi podczas wizytacji kanonicznej klasztorów karmelitanek w Krakowie, Lwowie i Przemyślu. Po skończonej wizytacji o. prowincjał pozostawił go w Krakowie, aby zastąpił spowiedników karmelitanek, którzy wyjechali na wakacje. 22 sierpnia pisał do ekonoma klasztoru, że we wrześniu odbędzie się poświęcenie kamienia węgielnego pod nasz kościół. „Wczoraj był u mnie nieoceniony w dobroci ks. prałat [Smoczyński] z Tenczynka; w drukarni «Czasu» uprzedził o pergaminie i przyszle mi sam akt do wydrukowania. Prosiłem, żeby mnie wyrzucił z tego pisma[66]; sam nie wiem, może by dodać: «za generalstwa» – lecz nie tym wyrazem się posługując – N.O. Bernardyna od św. Teresy (...) Napiszę do N.O. Prowincjała, a dla większej pewności i do Rzymu, prosząc o wystaranie się o błogosławieństwo Ojca Świętego dla nas, dla wychowanków, dla dobrodziejów i dla wiernych obecnych. – Nie wiem, czy się zdobędzie ta łaska niemałego znaczenia”[67].

24 [sierpnia 1898] o. Rafał był w Czernej, gdzie uczestniczył w obrzędzie składania ślubów zakonnych brata Czesława od Wniebowzięcia i brata Jana Kantego od św. Teresy[68]; były to dwa pierwsze kwiaty z naszego Alumnatu z Wadowic. Bóg wynagradzał w ten sposób o. Rafała za prace i cierpienia, które dla Niego podjął. 31 sierpnia, w liturgiczne święto poświęcenia naszych kościołów, ojcowie gorąco modlili się do Boga o błogosławieństwo dla rozpoczętej pracy i kamienia węgielnego klasztoru, poświęconego przez o. Kazimierza. Plan budynku zrobił brat Hilarion[69] razem z panem Kozłowskim[70], budowniczym z Wadowic; plan ten został potem przejrzany i zatwierdzony przez innego budowniczego[71], którego o. prowincjał przysłał z Wiednia. Pod koniec jesieni budowa wyszła z ziemi. 9 grudnia 1897 roku o. Rafał pisał: „W ostatnich dniach jesteśmy mocno oblężeni w konfesjonale; wczoraj i przedwczoraj aż do godziny 5-ej wieczorem, i aż do 450 osób do Komunii św.”[72]. – Zgromadzenie liczyło tylko trzech ojców, a przełożony do całej tej pracy dołączyć musiał jeszcze administrację materialną i duchową nowej fundacji; chłopcy również przychodzili często, prosząc go o pomoc w nauce matematyki[73], języka rosyjskiego i francuskiego. A cóż mówić o karmelitankach! – Przed Bożym Narodzeniem poświęca im resztki sił i 22 grudnia [1898], po powrocie do Wadowic, drżącą ręką kreśli do nich parę zaledwie czytelnych słów, które zachowały jako dowód jego serdecznego przywiązania do swych córek duchowych; myśli tylko o nich, a o sobie zapomina zupełnie, jednak kończąc list dodaje: „Już mi sił nie starczy pisać!”[74]. W parę dni później wskutek zaziębienia musiał pozostać w łóżku i cały tydzień niepokojono się o niego. O. Wacław i kilku przyjaciół przyjechało go odwiedzić, a karmelitanki przy tej sposobności znowu dowiodły, że co do przywiązania w niczym nie ustępują swemu Ojcu.

4 stycznia [1898] o. Kazimierz pisał do karmelitanek, aby im podziękować za wszystko, co zrobiły dla ich drogiego chorego i uspokaja je: „Z przew. o. Prezesem było źle. Ja mam przekonanie, że nasz św. Ojciec Józef, który tu wszystkich w kaplicy ratuje i nas nie opuści”[75]. Ojciec Rafał dopisał do tego listu tylko jedno słowo: „Wdzięczny brat Rafał”. 15 stycznia pisał już sam; dziwił się, że można tak bardzo interesować się stworzeniem tak nędznym i żałował, że cierpienie już minęło. „Nieraz w czasie choroby, gdy byłem jakby zalewany tyloma aktami miłosierdzia, wypływającymi z nadprzyrodzonej cnoty wiary, myśl zatrzymywała się na prawdzie o «Świętych obcowaniu». Jeżeli tyle dobrych uczynków dokonuje się dla jednej istoty tak nędznej, jak moja marna osoba, ileż łask musi wytryskać dla sprawiedliwych z tego dogmatu! Pan nasz Sam stanie się Matki nagrodą i nagrodą wszystkich kochanych Sióstr!

Oto jestem w stanie rekonwalescencji; to jest niezwykłe! – czasem wzdycham do dni gorączki: nic się wtedy nie czuło ludzkiego, a obecnie zaczyna się odczuwać, że się jest człowiekiem i nie ma się upodobania w sobie samym; trzeba na nowo kierować wolę i kontynuować trudy ziemskiego życia. Modlitwa staje się jeszcze bardziej konieczna. – Tysięczne dzięki za niewypowiedzianą dobroć pani Brzozowskiej; moje więzienie zamieniło się na las jodłowy przez balsam nadesłany z Wiednia. Nie mogę skorzystać z rzeczy przysłanych przez tę dobrodziejkę. Może pani Brzozowska zechciałaby dać jakieś dyspozycje w tym względzie.

W nocy, gdy niemoc mnie ogarniała, budziłem się – i spojrzenie spoczywało nagle na obrazie Matki Bożej Nieustającej Pomocy, przy którym płonęła mała nocna lampka. Czułem się jak w raju!”[76].

Obrazek Matki Bożej przysłały karmelitanki z poleceniem, aby zastąpił je przy chorym i zdrowie mu przywrócił. W następnym tygodniu znowu pisał do nich: żalił się, że musi tak dbać o swoje zdrowie i poleca ich modlitwom nawrócenie pewnego grzesznika. „Stan obecny rekonwalescencji jest najtrudniejszy do zniesienia; ma się już zdrową głowę, a trzeba tkwić w wygodach – jak zwierzątko w błocie. Ale taka jest wola Boża, trzeba się upokorzyć i poddać. Cóż zresztą warte to cierpienie, wobec cierpień innych?”. Opowiada im dalej o więźniu z Wadowic, który uciekł i którego znaleziono ukrytego w wilgotnej i zimnej piwnicy. „Nieszczęśliwy; Jezus umarł także za niego na krzyżu. To łaska Boża, że mogli go jeszcze pochwycić; on może się jeszcze nawrócić. Módlcie się o jego nawrócenie. Tyle osób już się u was nawróciło i przez wasze modlitwy. Jezu, miłosierdzia!”[77].

Wszystkie karmele w Polsce modliły się gorąco o zdrowie dla o. Rafała, który 19 stycznia pisał do matki przeoryszy w Przemyślu: „Dopiero dziś biorę pióro, ażeby podziękować Waszej Wielebności i drogim Siostrom za Wasze modlitwy, które przyniosły mi wiele pomocy w niebezpiecznym kryzysie, przez który Pan Jezus mnie przeprowadził”[78]. – Bóg uwolnił go od jednego krzyża, aby mu nałożyć inny, cięższy jeszcze. Pisze o tym 3 marca: „Proszę gorąco, żebyście się modliły za mego brata [Gabriela] w Warszawie; piszą mi, że są to już jego ostatnie chwile”[79].

Ojcowie Kazimierz i Jan Nepomucen podwoili swą pracę w kaplicy; w styczniu i w lutym, chociaż ich było tylko dwóch, rozdali 3 500 Komunii świętych. W nabożeństwach marcowych ku czci św. Józefa brało udział bardzo wiele osób i przeor z Czernej[80] musiał zastąpić o. Rafała w konfesjonale. Cierpiał, że zakonnicy są przepracowani, a on nie może im pomóc. Z tej przykrości zrodziła się myśl, by opuścić Wadowice i ustąpić miejsca zakonnikowi zdatnemu do pracy. „Bądź co bądź, chcę uwolnić się od mych więzów”, pisał do karmelitanek na Łobzowie 23 marca[81]. W naszym klasztorku, było miejsce tylko dla trzech ojców, o. Rafał postanowił więc prosić o. prowincjała w czasie wizytacji o pozwolenie na powrót do Czernej. 25 marca rozpoczął odprawiać Mszę św. w kaplicy i jeszcze przez dwa miesiące[82] kierował swym zgromadzeniem. Nazaretanki z Wadowic również korzystały z jego rady w swych potrzebach duchowych i materialnych, a on miał dla nich zawsze serce ojca, szczęśliwy, że może im się przysłużyć. Po wizytacji kanonicznej w roku 1898 prowincjał pozwolił o. Rafałowi wrócić do Czernej; w Wadowicach przez pewien czas zastępował go o. Bartłomiej, a od 27 listopada o. Chryzostom od Wniebowzięcia, któremu przypadło zadanie urządzenia klasztoru i kościoła, co wykonał z gustem i znajomością rzeczy.

W początkach listopada o. Rafał pisze z Czernej do karmelitanek, że o. przeor, brat kucharz i brat pielęgniarz troszczą się o niego, toteż poleca ich modlitwom sióstr i kończy list zdaniem, w którym odkrywa przed nami tajniki swego serca: „A moja biedna dusza – uzdrowi ją chyba Pan Jezus, a infirmerką – oby Matka Najświętsza nią być chciała! Ale czy zechce tak wstrętnym chorym się zajmować! Polecajcie więc mnie tej miłosiernej Matce jako największego grzesznika, i aby mną brzydząc się, nie brzydziła się jednak podawać lekarstwa ze litościwego Serca Jezusowego!”[83]. – Pięć dni później pisał do swego przyjaciela o. Wacława: „Zdrowie moje zagadkowe; od kilku dni krzyże mi się rozbolały. Przed chwilą ledwom wstać mógł i tę kartkę kończę stojąc, trzymając papier na książce Obrona i ozdoba[84] twego daru. – Nie jestem przekonany, czy będę w stanie odbyć wyprawę elektoralną. Czytam teraz kronikę lubelską Sióstr naszych[85]; tłumaczę na język francuski, po wstępie potrzebnym, notatkę o oblężeniu Berdyczowa[86], omijając rozmaite rozmaitości. – Dla zbudowania i nauki czytam żywot ś. Jozafata[87]. Do rozmyślania Vita D.N.J. Chr[isti] Ludolpha de Saxe. – Przeglądam księgi dawne Prowincji Polskiej i rad bym notatki kreślił”[88].

Ojciec Rafał nie dla odpoczynku wrócił do Czernej. Gdy o. generał lub prowincjał przyjeżdżali na wizytację kanoniczną klasztorów karmelitanek, o. Rafał zawsze im towarzyszył, a przeglądając klasztorne biblioteki, szczególnie bibliotekę na Wesołej, gdzie w rozmaitych czasach schroniły się karmelitanki wygnane z klasztorów św. Marcina [w Krakowie], ze Lwowa, z Warszawy i Wilna, odnalazł tam bardzo cenne rękopisy, dotyczące się dawnego Karmelu w Polsce, postanowił podzielić się tymi wiadomościami z braćmi i siostrami świeżo odnowionego Karmelu w Polsce, gdyż widział w tym niezbędny i potężny środek do umocnienia rozpoczętego dzieła. Z tych starych rękopisów zakon mógł poznać ducha i heroiczne cnoty przodków i zachęcić nowe pokolenia do wstępowania w ich ślady. W liście do księżnej Cecylii Lubomirskiej z 1898 roku znajdują się słowa, które pozwalają nam zrozumieć jego myśl: „Biada narodowi, który o zachowanie tych pamiątek się nie stara; wyrok zguby wówczas dla siebie pisze”[89].

Ze wspomnianego wyżej listu do o. Wacława dowiadujemy się, że o. Rafał zaraz po przybyciu do Czernej zabrał się do czytania rękopisów przechowywanych w archiwum klasztornym, a przede wszystkim kroniki karmelitanek z Lublina. W tym samym liście donosi przyjacielowi, że wkrótce przybędzie do Krakowa na wybory nowej przeoryszy w klasztorze łobzowskim. Nowo obrana przeorysza, w.m. Maria Ksawera od Jezusa, nauczyła się najpierw na Ukrainie, na łonie rodziny, a później od swego szwagra księcia Władysława Czartoryskiego wielkiego poszanowania i wielkiego przywiązania dla starych dokumentów i dla wszystkiego, co może potomności przypominać cnoty przodków. O. Rafał ucieszył się z jej wyboru. Bóg zsyłał mu w niej dzielną współpracownicę, której potrzebował. 29 listopada, po powrocie do Czernej, pisał do m. przeoryszy: „Bóg Wam wszystkim zapłać za wszystkie pociechy u Was otrzymane, a Waszej Przewielebności nasamprzód. – Zapomniałem napisać wczora rewers, żebyście mi pozwoliły wziąć, do czasu, rękopisu kroniki wileńskiej[90], w jednym zeszycie oprawnym, i dzieło N.Ś.O. Jana od [Krzyża] w języku polskim pisane, w dwóch zeszytach; oprawnym i nieoprawnym. – Ta kartka niech będzie służyć za dowód wzięcia czy pożyczenia”[91].

O. Rafał wyszukiwał stare rękopisy nie tylko u karmelitanek; 9 grudnia pisał znowu w tym przedmiocie: „Czytam teraz żywot M.N. Marchockiej[92], na rozkaz spowiednika o. Ignacego od świętego Jana[93] napisany przez nią samą, rękopism nabyty dawniej przez nas z Warszawy”[94]. Ojciec przeczytał już kronikę wileńską, gdyż dodaje w tym samym liście: „rzecz nieodżałowana, że zginęły żywoty sióstr naszych wileńskich; to się czyta w kronice wileńskiej, wprawdzie po mistrzowsku cnoty siostrzyczek wypisane, ale są odsyłacze: «Obszerniej w żywocie siostry N. ». – Jak powinniśmy być wdzięczni Pw. M. Maurycji[95], że i te resztki archiwum wileńskiego zdobyła i u was złożyła; szkoda, że nie wszystko Wam oddała”.

O. Rafał kontynuował swoją kwerendę. „Od 1898 roku – pisze m. przeorysza z Wesołej – interesował się bardzo naszą biblioteką; prosił mnie, aby mu zgromadzić wszystkie ważne dokumenty, rękopisy i listy, uporządkował to wszystko po uprzednim ich przeczytaniu”. Tę samą pracę wykonał w klasztorze na Łobzowie, gdzie znalazł prawdziwe skarby. W liście z 9 grudnia pisał do m. przeoryszy: „Proszę nie zapomnieć pięknie uzupełnić egzemplarz (pisany bodaj przez samego o. Ignacego od ś. Jana) życia bł. Marchockiej, z książki przez Pw. M. Antoninę[96] przysłanej...”[97]. 21 stycznia 1899 roku pisał do sióstr w Przemyślu: „Proszę mi przysłać wykaz, jakie macie rękopisma o dziejach zakonu u nas w Polsce, bądź jakie żywoty sióstr i braci, bądź kronika”[98]. A kilka tygodni później: „Brakuje nam tylko kroniki lwowskiej siostrzyczek, wszystkie inne posiadamy – w części u nas, w części na Wesołej, w części na Łobzowie. – Pracuję nad tym, żeby z nich pewną całość ułożyć, acz jest to rzecz niełatwa i ogromnej pracy wymagająca”[99]. W tym samym liście przysyła im pozwolenie o. prowincjała na wydanie książki, a matka przeorysza Anna od Jezusa przygotowuje już inną: tłumaczenie Życia Siostry Teresy od Dzieciątka Jezus[100]. Siostry na Łobzowie również pracowały i wkrótce wydały rady m. Teresy od św. Augustyna, Ludwiki, księżniczki francuskiej[101]. Za przykładem swego Ojca, zacne córki św. Teresy pracowały bez wytchnienia dla dobra duchowego swych braci i sióstr nowego Karmelu w Polsce.

Z nadejściem wiosny o. Rafał ponownie musiał zapłacić haracz chorobie, o czym czytamy w liście z 17 kwietnia do m. przeoryszy na Łobzowie: „Co do zdrowia, największa trudność w niemożności dotąd opuszczania celi, chociażby do ołtarza, chociaż siły już wróciły. Paroksyzmy gorączki, acz małe, dotąd jeszcze nie ustały i płuca łatwo milczenie łamać gotowe. – Da Bóg, stan powietrza się zmieni i choć na krótko okowy opadną. – Powinne jednak one być miłe, bo więcej łatwości obcowania z Bogiem, lecz cóż z taką bryłą martwą z gliny! Chociażbym wołać potrafił:

Jesu, Jesu, Jesu, vieni, vieni, no tardare!
Senza Te non posso stare. Vieni, vieni. Consolami tu!”
[102].

(Chorowano także w Wadowicach. O. Chryzostom pisał 28 marca 1899 roku, że jego klasztor zamienił się w szpital. Cierpienia te były zapowiedzią radości, które Bóg przygotował dla sług swoich.)

Jezus miał go pocieszyć jeszcze przed końcem tegoż 1899 roku. W czerwcu 1896 roku, gdy był jeszcze przeorem w Czernej, został zawezwany do Wadowic dla obrania miejsca, na którym miał stanąć nowy klasztor. Znaleziono odpowiednią parcelę po drugiej stronie miasta, na wzgórzu, skąd wzrokiem ogarniało się od północy miasto Wadowice i dolinę Wisły niemal aż do Czernej, a od południa Karpaty z ich najwyższymi szczytami. 10 sierpnia 1896 roku nadeszło z Wiednia pozwolenie na rozpoczęcie prac. O. Kazimierz, który był wtedy przełożonym, z pomocą pana Iwańskiego, burmistrza, kupił grunt pod budowę; w zimie kazał zwozić kamienie, wapno i piasek na fundamenty klasztoru i kościoła, a gdy 16 czerwca 1897 roku o. Rafał przybył do Wadowic jako przełożony, wszystko było przygotowane.

Z wiosną, po zimowej przerwie, przystąpiono do pracy ze zdwojoną energią. Kamieniołomy pana Krobickiego [z Gorzenia] dostarczały kamieni, cegielnia pana Peterka z Białej prasowanej cegły, pierwszorzędnej jakości. Mieszkańcy Wadowic i okolicznych miejscowości przyszli ojcom z wydatną pomocą: Wieś Tomice ofiarowała 20 000 cegieł, Klecza 14 000, Jaroszowice 4 000. W kwietniu wykopano fundamenty pod kościół i przez całe lato, przy sprzyjającej pogodzie, praca raźno postępowała. Budowę klasztoru ukończono pod koniec sierpnia, a kościoła parę miesięcy później. 8 listopada pan Jan Sikora z Wadowic umieścił na szczycie dzwonnicy krzyż, który sam zrobił i ofiarował dla kościoła.

W lipcu przyjechał do Polski prowincjał w celu przeprowadzenia wizytacji kanonicznej. O. Rafał, który już powrócił do zdrowia, jak zwykle, towarzyszył mu do Krakowa, Lwowa i Przemyśla. W sierpniu obaj ojcowie udali się do Wadowic, gdzie nowy kościół i nowy klasztor były już ukończone, aby wziąć udział w inauguracji kultu Bożego w nowej świątyni, wzniesionej Majestatowi Bożemu przez pobożność Polaków, a dedykowanej św. Józefowi, opiekunowi Karmelu. 26 sierpnia w tymczasowej kaplicy odprawiono ostatnią Mszę św., a po nieszporach ze święta Przebicia Serca świętej naszej Matki Teresy rozpoczęły się obrzędy, które na pewno przepełniły ją radością: przeniesienie Najświętszego Sakramentu do nowego Kościoła. Pobożni mieszkańcy Wadowic pracowali przez cały dzień nad przystrojeniem świerkami, wieńcami, draperiami, kwiatami i bramami tryumfalnymi trzech ulic i trzech placów, przez które miała przejść procesja. Po nieszporach Bóg w Najświętszej Eucharystii opuścił na zawsze to małe tabernakulum, w którym mieszkał przez blisko siedem lat i z którego rozdawał wiernym tyle łask. Po ostatnim hołdzie, oddanym Mu w ołtarzu, rozpoczął swój tryumfalny pochód do nowej świątyni, niesiony w monstrancji przez czcigodnego naszego o. prowincjała. Otaczali go ojcowie z Wadowic i Czernej, i duchowieństwo z miasta i okolicznych parafii; przed nimi postępowali chłopcy z naszego Alumnatu, bractwa i cechy z miasta, dzieci szkolne, a za nimi niezliczone tłumy, przybyłe z całego miasta i pobliskich wiosek; wszyscy śpiewali, daleko się więc rozlegały piękne melodie polskich pieśni kościelnych. Był to prawdziwy tryumf, toteż o. Rafał, który szedł blisko monstrancji, głęboko był rozradowany i wzruszony, patrząc na hołdy, składane Temu, którego tak ukochał, hołdy, które on przygotował przez siedem lat pracy i cierpień. W miarę jak procesja wchodziła na szczyt wzgórza, na którym się znajduje nowy kościół, wierni gromadzili się około małej, tymczasowej kapliczki, gdzie Najświętszy Sakrament miał być adorowany do następnego dnia. Procesja trwała dwie godziny.

Nazajutrz wczesnym rankiem przybył biskup krakowski kardynał Puzyna, aby poświęcić kościół, chwaląc jego piękną prostotę. Pierwszą Mszę św. odśpiewał dziekan Klimczak[103], a o. Rafał jeszcze tego samego dnia pisał do karmelitanek na Łobzowie: „Błogosławcie Pana i radujcie się w Nim. Dzięki Waszym modlitwom, wczoraj wieczorem, a przede wszystkim dziś mieliśmy pogodę łaskawą dla procesji wczorajszej i uroczystości dzisiejszej. Inni ojcowie i Jan zdadzą sprawozdanie ze wszystkiego. Moja elokwencja mogłaby nie wystarczyć”[104].

Zdecydował się jednak tego samego dnia napisać więcej. Jego przyjaciel o. Wacław został zaproszony do wzięcia udziału w uroczystościach wadowickich. Po konsekracji kościoła, w obecności kardynała i wielkich tłumów, które zapełniły wszystkie trzy nawy, wstąpił na kazalnicę. Wierni byli szczęśliwi, widząc znów tego wysokiego i miłego starca, którego twarz jaśniała dobrocią i smutkiem, a długa biała broda przypominała czcigodnych starców Starego Testamentu, którzy przepowiadali ludowi izraelskiemu kary, jakie miały na nich spaść i nakłaniali ich do uśmierzania gniewu Bożego życiem świętym i pokutnym. Po chwili milczenia o. Wacław zaczął kazanie od słów proroka Joela: „Przetoż teraz mówi Pan: nawróćcie się do mnie ze wszystkiego serca waszego w poście i w żalu. Zgromadźcie lud, poświęćcie kościół, zbierzcie starce, zbierzcie dzieci i ssące piersi. Między przysionkiem a ołtarzem będą płakać kapłani i słudzy Pańscy, a będą mówili: Przepuść, Panie, przepuść ludowi Twojemu (Jl 2, 15-17)”. Przyszłe zadanie karmelitów w Wadowicach jasno zostało tymi słowami określone.

O. Wacław, znając dokładnie opłakane stosunki moralne społeczeństwa, wypowiedział wtedy te prorocze słowa, które piętnaście lat później, stać się miały straszną rzeczywistością: „Rzecz godna największej uwagi, że w dzisiejszych czasach, kiedy wszystkie zabiegi, starania i usiłowania i nadzwyczajne wynalazki zwrócone do zapewnienia ludziom większej w życiu wygody i korzyści, i przez rozmaite wymysły zabaw i uciech starają się ludzie uprzyjemnić tu sobie życie – niestety! coraz smutniej na ziemi, pociechy zdają się być trucizną, coraz większa bieda, nędza i coraz większe powszechne rozczarowanie, narzekania, utyskiwania, coraz więcej goryczy, boleści, nienawiści wzajemnej, zawziętej chytrości, obłudy, rozpaczy i zbrodni, i krzywdy wołające o pomstę do nieba, i co gorsza, wszystko zda się zapowiada w przyszłości, snadź niedalekiej, jeszcze straszniejsze katastrofy”[105].

Na tym ciemnym tle o. Wacław ukazał słuchaczom pogodną i słodką postać św. Józefa, który wznosi się w wielkim ołtarzu. „Św. Józef, mówił, jest największym ze wszystkich świętych, jego godność nie ma równej sobie, jego potęga obejmuje wszystko. Był on Opiekunem Panny Najświętszej i Dzieciątka Jezus, św. Teresy i Jej dzieci, będzie i waszym Opiekunem w tym kościele, jemu poświęconym. Udawajcie się do niego z ufnością we wszystkich potrzebach duszy i ciała. On uprosi wam u Tego, który był mu poddany na ziemi, pociechę i pomoc, jakiej będziecie potrzebowali”[106].

Tego samego dnia postanowiono, że kazanie o. Wacława zostanie wydrukowane, a o. Rafał napisze przedmowę, co też uczynił. Przypomniał w niej poświęcenie w roku 1892 tymczasowej kaplicy przy ulicy Zatorskiej, której jedyną ozdobą były obrazy przedstawiające Boskie Serce Jezusa, Matkę Bożą i św. Józefa, i pisał dalej: „Matka Najświętsza, jako Królowa Karmelu, św. Józef – gospodarz w tym Domku Bożym, Pan Jezus na ołtarzu jak w żłóbku, maluczka liczba wiernych cześć Jezusowi składających – wszystko to przypominało wówczas betlejemską stajenkę i pastuszków tam do Dzieciątka Jezus przybyłych.

Lecz o potęgo Zbawiciela naszego w Najświętszym Sakramencie! Odkąd tam tylko ołtarz stał się tronem Jezusa, liczba garnących się do Niego z potrzebami swymi, miłosierdzia żebrzących, spragnionych obecności Zbawcy swego, Chleba Anielskiego łaknących, starających się przyjąć na się godło Przebłogosławionej Maryi w św. Szkaplerzu, tak się szybko mnożyć zaczęła, że nie zważając na tak małą liczbę pracowników kapłanów – dwóch ich tylko było – w pierwszym już zaraz roku otwarcia kaplicy 12 000 do Komunii św. przystąpiło, a w latach ostatnich do 20 000 liczba wzrosła.

A któż jest w stanie obliczyć cuda tych łask nieprzebranego miłosierdzia Bożego, które spływały na cisnących się tam do Sakramentu Pokuty św. i pobudzały ich do miłości Odkupiciela i Zbawcy naszego, które wracały z błędów herezji i niewiary na łono Kościoła św., obalały zgubne wpływy nieprzyjaciół religii św.? (...) A wszystko to przez miłość niewysłowioną Zbawiciela, który ku sobie pociągał przeróżnymi drogami serca spragnione dla odrodzenia ich ku żywotowi wiecznemu.

Temu[107], który należał do maluczkiego grona przy poświęceniu w r. 1892 kaplicy, o! jakże powinno było rosnąć serce, gdy wypadło mu brać udział w uroczystym pochodzie dnia wczorajszego (tj. 26 sierpnia 1892 r.) przy przeniesieniu Najśw. Sakramentu z dawnej kapliczki przez całe wzdłuż miasto do nowopowstałego wspaniałego kościoła, kiedy z górą 10 000 osób składało wspaniały orszak Panu naszemu w Przenajświętszym Sakramencie, Temu samemu, który w takim ubóstwie spoczął był pierwszy raz na ołtarzu Ofiary św. przed siedmiu niespełna laty w tej dawnej małej kapliczce!

J. Ex. Najdostojniejszy i Najukochańszy nasz Pasterz, książę biskup krakowski w swej gorącej i natchnionej przemowie do tak licznej gromady zebranych wiernych jasno wykazał nieskończoną dobroć Opatrzności Bożej, która zawsze nieustannie czuwa i zawsze w sposób cudowny zaradza wszelkim potrzebom dusz wiernych. Jakoż i teraz obdarza to miejsce i okolicę nowym przybytkiem chwały swojej, przybytkiem (są to słowa X. Pasterza), który widocznie Pan Bóg upodobał wybrać za miejsce rozdawnictwa swych łask, co i sama liczba tak wielka zgromadzonych świadczy, jeżeli w ubogim poprzednim domku błogosławieństwa swe zlewać już raczył, i przeto do tak ochoczego wzięcia udziału w obecnej uroczystości pobudził niemal całą ludność miasta, a wielu i z bliższych i dalszych nawet okolic.

Niech te wyrazy księcia Kościoła św. będą otuchą dla tych, którym polecił Pan straż domu tego swego i uczynił szafarzami darów swoich; niech będą też pobudką i tym, dla których dary swe niebieskie tu przeznaczył i do przyjęcia ich czułością swą ojcowską wzywa.

A wszystko jako oczywisty dowód potęgi wstawiennictwa przebłogosławionej Matki Bożej oraz jako znak szczególniejszej opieki Józefa świętego, pod osłoną przemożną którego ten Karmel, to miejsce święte zostaje.

Non nobis, Domine, non nobis,
sed nomini tuo da gloriam”
[108].

Uroczystości trwały trzy dni; 30 sierpnia rozpoczęły się w chórze ćwiczenia życia zakonnego. 2 września, w dzień św. Brokarda, drugiego przeora klasztoru na górze Karmel, klasztor w Wadowicach został podniesiony do godności wikariatu, niezależnego od Czernej, a kilka dni później otwarto w nim Kolegium Filozoficzne.

 

 

Rozdział  XII

Czerna: lata 1898 – 1899 (ciąg dalszy)

Kolegium Filozoficzne. Archiwum klasztoru karmelitanek w Wilnie. Ogłoszenie drukiem naszych kronik. Badanie życia W.M. Teresy od Jezusa (Marchockiej). Przyjaźń rodzinna. Koronka szkaplerzna.

 

Pierwsi dwaj nowicjusze, którzy wyszli z naszego Alumnatu: br. Czesław od Wniebowzięcia i br. Jan Kanty od św. Teresy od dwóch lat byli profesami. Przybyli z br. Albertem od Nawiedzenia na wspomniane wyżej uroczystości i stali się założycielami nowego Kolegium. O. Marian od św. Józefa[109] był w nim pierwszym profesorem filozofii, a dwóch kleryków: br. Jan od Krzyża[110] i br. Engelbert od Wszystkich Świętych[111] przybyli z kolegium w Raab, aby w Wadowicach dokończyć swe studia i wprowadzić polskich kleryków w życie zakonne w domu studiów. Jeden z polskich kleryków opisał później początki Kolegium w Wadowicach:

„Pierwszymi uczniami Kolegium było trzech Polaków i dwóch Niemców. W.O. Marian od św. Józefa, był naszym profesorem filozofii, a Zigliara[112] autorem, wyznaczonym nam przez przełożonych prowincjalnych. Wyżej wymienieni studenci wiernie wypełniali obowiązki klasztorne, a przez wytrwałą i sumienną pracę zyskali sobie uznanie przełożonych i osób spoza zakonu, o czym świadczą pochwały, jakie po egzaminach otrzymywali profesor i jego uczniowie. Staranie o zachowanie ducha zakonnego i umacnianie duszy przez ćwiczenie się w cnotach nie osłabiły ich zamiłowania do nauki. Zachowywali, o ile tylko mogli, wszystko co jest przepisane w Instrukcjach dla młodych profesów i studentów i dzięki tej wierności własnym obowiązkom zawsze panował między nimi pokój, zgoda i miłość wzajemna. Chociaż różnili się narodowością, zwyczajami i usposobieniem, nigdy nie było między nimi sprzeczki, niechęci lub antypatii, a potwierdza to serdeczność, z jaką się żegnali przy rozstaniu. Przełożeni powierzyli im teraz rozmaite urzędy. O. Engelbert jest misjonarzem w Ameryce, o. Jan od Krzyża zyskał w Wiedniu opinię dobrego kaznodziei, o. Jan Kanty oddaje duże usługi zgromadzeniu w Czernej i tłumaczy z niemieckiego na polski dzieła treści duchownej dla braci i sióstr w Karmelu. Pozostali skromną pracą i umartwieniem starają się zapewnić zbawienie sobie i drugim”[113].

Autor tych słów, o. Czesław, mówi tu o o. Albercie i o sobie samym. Swą skromnością i wiernością obowiązkom zakonnym zjednał sobie szacunek przełożonych i został mianowany mistrzem nowicjuszów w Czernej[114], a później profesorem w Alumnacie. O. Albert, którego nasi czytelnicy już znają, był pobożnym i żarliwym kaznodzieją robił dużo dobrego w Czernej jako kierownik duchowy; umarł, jak żył, w opinii świętości. O. Jan Kanty przetłumaczył na język polski cztery tomy Rozmyślań o. Jerzego, karmelity bosego z Bawarii[115], bardzo cenionych i poszukiwanych w Niemczech. Zebrał i pozostawił nam dwa zeszyty notatek o o. Rafale, które były nam bardzo pomocne w pracy[116]. Został kronikarzem Polskiej Prowincji, spowiednikiem karmelitanek i mistrzem nowicjuszów[117].

W liście o. Rafała z 18 grudnia 1899 roku znajduje się potwierdzenie tego, co mówiliśmy wyżej o duchu miłości i zgody wśród naszych pierwszych uczniów w Kolegium. Jest to odpowiedź na list ich mistrza, o. Napomucena: „Bardzo nam było miłe pisemko z Wadowic; wiał z niego duch jedności, tak osładzającej życie zakonne, w którym powołani jesteśmy do miłości Bożej i bliźniego, a któż najbliższy, jeżeli my sami jedni drugim. Usuńmy tego ducha, a wszystka budowa zakonna runie”[118].

Każdy wchodzący do naszego nowego kościoła w Wadowicach spostrzega po prawej stronie duży krzyż z wizerunkiem Jezusa Ukrzyżowanego, przed którym wierni modlą się i palą świece. Jest to pamiątka z klasztoru karmelitanek w Wilnie, gdzie wizerunek ten był w wielkiej czci dla cudów, jakie zdziałał. Zawdzięczamy ten skarb troskliwości o. Rafała w wyszukiwaniu wszystkiego, co należało do naszych sióstr i braci dawnego Karmelu w Polsce. 21 maja 1897 roku pisał on do swej dobrodziejki z Warszawy, pani Ludwiki Młockiej: „...otrzymaliśmy wiadomość o zgonie ostatniej karmelitanki w Wilnie, śp. m. Anieli[119]. – Jerzy, czyli Juraś dawny, obecnie JM ksiądz Jerzy, kapelan WW. MM. Miłosierdzia etc., a mój brat, doskonale znał zmarłą siostrę. Proszę wymóc na nim, jeżeli łaska, listem do Braterstwa na ulicy Ujazdowskiej, aby niezwłocznie postarał się o wydobycie od Pw. SS. Benedyktynek wszystkich zabytków karmelitańskich po śp. zgasłej siostrze Anieli. Dla nas te zabytki, chociażby brewiarze, obrazki, obrazy (a szczególniej obraz M.B. Ostrobramskiej, kopia), i wszelkie inne pamiątki są skarbem zakonnym”[120].

W październiku 1899 roku Ojciec uczestniczył w posiedzeniu definitorium prowincjalnego w Linzu i stamtąd pisał do przeoryszy w Przemyślu: „W.S. Józefa[121] niech raczy przyjąć na się powołanie odszukania materiałów do dziejów Sióstr wileńskich w Przemyślu od r. 1660 – 1667[122]. W. Siostra ma zmysł spostrzegawczy i przy zręczności postaram się o udzielenie do przeczytania kroniki poznańskiej i ustępów zachowanych z kroniki Lwów – Warszawa[123]. – W ten sposób wymagał od swych dzieci pomocy w doprowadzeniu do skutku swego zamiaru wydania historii karmelitanek w Polsce, pod tytułem: Klasztory karmelitanek bosych w Polsce, na Litwie i Rusi. Ich początek, rozwój i tułactwo w czasie rozruchów wojennych w XVII wieku. Rzecz osnuta na kronikach klasztornych, (t. 1-4), Kraków 1900-1904.

Śmierć nie pozwoliła mu dokończyć tej pracy; wydał cztery tomy in quarto, o których pisze w.m. Maria Ksawera: „Kroniki: wileńska, lwowsko – warszawka, warszawska i krakowska zostały wydane przez o. Rafała z wielkim nakładem pracy i z największą starannością. W naszym posiadaniu jest rękopis kroniki wileńskiej, pisany jego ręką; inne rękopisy, jeżeli ich nie ma u naszych ojców, muszą być u sióstr w Przemyślu lub Lwowie. Ojciec wydał też życiorys Matki Marchockiej (Teresy od Jezusa)”[124]. – Od września 1899 roku karmelitanki nagliły o wydrukowanie kroniki wileńskiej i jemu samemu pilno było do ukończenia tej pracy, jak widzimy ze słów, pisanych [9!] września do m. przeoryszy w Przemyślu: „M. Teresa[125] przyjęła chętnie myśl Pw. Matki o wydawnictwie kroniki wileńskiej. Przychodzi mi jednak pewien niepokój, czy nie za długo wyczekiwać – aż do kwietnia? Czy Bóg da mi życie tak długie?”[126]. – Dwóch ojców przejrzało i pochwaliło jego pracę, a 18 listopada o. prowincjał pozwolił na druk. Autor życzył sobie, żeby jego imię nie było wymienione w książce, lecz o. prowincjał był  innego zdania. W styczniu 1900 roku praca była wydrukowana[127].

Na pierwszej stronie książki czytamy słowa wyjęte z kroniki karmelitanek w Lublinie: „Pięknie anioł Pański Rafał mówił do Tobiasza[128]: Sprawy Pańskie opowiadać jest rzecz chwalebna, albowiem na tym chwała wielka Panu Bogu i Zbawicielowi naszemu, ponieważ ci, których takowe sprawy Pańskie dochodzą, biorą zbudowanie i pobudkę do dobrego, albo przynajmniej podaje się im przedmiot do chwały Pańskiej. Dla tej przyczyny święta Matka nasza Teresa napisała osobną książkę o swoich fundacjach za wskazaniem spowiedników; i nie tylko ona sama to uczyniła, ale mało nie o wszystkich zakonach napisane są kroniki, w których się wyraża i opisuje, jakim sposobem takowe zakony za łaską Bożą założone są i jaki postępek w zakonnikach; co za świątobliwość, jakowe przykłady do naśladowania drugim służące znajdowały się, aby tym bardziej następcy ich pochop brali i przodków swoich naśladując, woli Bożej dogadzali i powołaniu swemu we wszystkim czynić dosyć starali się. Lecz jako świętej Matce naszej spowiednicy jej, tak to nam Konstytucje rozkazują, aby relacja o każdej fundacji była napisana”[129].

Wyjaśniwszy w ten sposób cel swej pracy, o. Rafał daje ogólny pogląd na dzieje karmelitanek w Polsce podczas rozmaitych klęsk, jakie trapiły w XVII wieku Polskę, a jeszcze więcej Litwę. Pokazuje nam te święte zakonnice, zmuszone do opuszczenia swych spokojnych klasztorów, niosące pochodnię wiary i poświęcenia przez kraje, które nazywano „przedmurzem chrześcijaństwa na Wschodzie”, tak jak Matka ich, św. Teresa, niosła ją przez inne kraje, które były „przedmurzem św. Kościoła katolickiego na Zachodzie”. Podczas swych długich podróży poprzez Litwę, Polskę, Węgry i Morawy karmelitanki srogo doświadczane największym niedostatkiem, chorobami, rozmaitymi niebezpieczeństwami, ciężkim mrozem w zimie, zawsze i wszędzie wierne były swym obowiązkom klasztornym. Skupione, spokojne i zadowolone, że mogą cierpieć dla miłości Boga i na wzór Boskiego Mistrza, nie przestawały wznosić do Boga miłą woń modlitwy i ofiary z siebie, aby ściągnąć na ojczyznę i Kościół św. łaskę zmiłowania i przebaczenia; a były pomiędzy nimi młode zakonnice, należące do najpierwszych rodzin w kraju, jak: Tyszkiewiczów, Radziwiłłów, Massalskich itp. – Gdy dusza jest czysta, Jezus Chrystus w niej żyje i wtedy zdolna jest ona do wszystkiego. Przy końcu kroniki o. Rafał dodał czterdzieści stron objaśnień do tego dzieła tak budującego dla osób zakonnych, a tak cennego dla historii Polski.

Czytając życiorys matki Marchockiej (Teresy od Jezusa), założycielki w XVII wieku klasztorów karmelitanek we Lwowie i w Warszawie, zakonnicy bardzo świątobliwej, której ciało zachowało się wolne od zepsucia, o. Rafał powziął myśl wyniesienia jej na ołtarze i odtąd wszystkie jego poszukiwania dążyć będą do urzeczywistnienia tych pragnień. W grudniu 1899 roku pisał do swego przyjaciela Feliksa Zienkowicza[130] w Warszawie: „Kronika naszych sióstr z Wilna jest przygotowana i wkrótce będzie wydana. Teraz chciałbym podobną pracę wykonać o klasztorach naszych sióstr ze Lwowa i Warszawy, założonych przez czcigodną matkę Teresę Marchocką, zakonnicę bardzo świątobliwą. Może mógłbyś mi odszukać jakie rękopisy w bibliotekach warszawskich?”[131]. O. Rafał chciał ogłosić drukiem także kroniki: lwowską, warszawską i krakowską, aby dać lepiej poznać matkę Teresę Marchocką i tym utorować drogę do jej beatyfikacji. „Wiele w niej [tj. w kronice Lwów – Warszawa] – pisze do sióstr na Łobzowie – o bł. Matce Teresie a Jesu Marchockiej, i powinniśmy koniecznie zająć się wydawnictwem, choć w skróceniu, żywota tej błogosławionej Matki. (...) może W.S. Magdalena[132] mogłaby, za pozwoleniem, napisać do J.E.Ks. Arcypasterza[133] do Warszawy, czy nie znajdą się gdziekolwiek bądź jakie pamiątki po klasztorze sióstr w Warszawie, a szczególnie odnoszące się do bł. Matki T. Marchockiej. Może w pismach Konsystorza dawniejszych, może w Wilanowie, gdzie znajduje się archiwum księcia Aleksandra Lubomirskiego, syna fundatora Wiśnicza[134] i małżonki Heleny Tekli z Ossolińskich[135], córki fundatora klasztoru warszawskiego, kanclerza Jerzego Ossolińskiego[136](....)”[137].

Tego samego dnia pisał do matki przeoryszy[138] we Lwowie i prosił ją o kwerendę w zbiorach Biblioteki Ossolińskich i w klasztorze benedyktynek, gdzie karmelitanki kilkakrotnie gościły w czasie swych wędrówek w XVII wieku. Proponuje m. przeoryszy osoby, które mogłyby przeprowadzić tę kwerendę: pana [Władysława] Bełzę, dyrektora Biblioteki, i bpa Webera[139], spowiednika benedyktynek: „W czasie rekolekcji, pisze, kończąc list, będę prosił bł. M. Marchocką, by z nieba starania we Lwowie swej następczyni na przeorstwie wspierać raczyła (...)”. Kilka tygodni przedtem pisał do m. przeoryszy w Przemyślu: „Módlcie się do m. Marchockiej; ona waszą sprawę weźmie do serca”[140]. Sam modlił się do niej ciągle i odprawiał do niej nowennę.

W kwietniu 1900 roku pisał do bpa Henryka Kossowskiego[141] we Włocławku, prosząc go o pomoc. Poznał go, gdy był proboszczem na Lesznie w Warszawie i w każdy czwartek przyjmował u siebie elitę katolicką stolicy. Biskup odpowiadając pisał, że ucieszył się z wiadomości, iż miły jego gość z dawnych czasów jest teraz księdzem i zakonnikiem, i dodaje: „Serdecznie się też ucieszyłem, dowiadując się, że w życiu Ojca ubogim i ukrytym w Bogu, w jakim duch nakazuje śmierć zachciankom ciała, duch sam nie zamarł wskutek bezczynności, lecz, że Ojciec pracuje, jak widzę z tego listu, nad wydaniem rzeczy poważnych i użytecznych. Proszę Boga, by pobłogosławił zamiary Ojca i pozwolił je wykonać na chwałę Bożą i Jego seraficznej oblubienicy, świętej Teresy, prawdziwej Matki waszego świętego Zakonu”. Czytamy także w liście do przeoryszy na Łobzowie, o którym wyżej była wzmianka: „Pani Łubieńska, co w Królestwie mieszka, a nasza o mało co nie karmelitanka, niech będzie na tyle karmelitanką, żeby odbyć podróż do Lublina, albo gdy tam będzie dla jakiej sprawy, niech najstaranniej zajmie się odszukiwaniem pamiątek po dwóch klasztorach Sióstr naszych i klasztoru Ojców, w którym ostatnio są bodaj Szarytki[142]. Proszę bez żadnej zwłoki o tym do tej bardzo dobrej Pani napisać”[143].

Ta nieustanna praca o. Rafała miała na celu formację i uświęcenie dusz braci i sióstr w Karmelu, lecz dla jego miłości było to mało. W świecie żyło wiele dusz, które mu były szczególnie drogie i o których nigdy nie zapomniał: dusze tych, z którymi był ściśle związany węzłami krwi i przyjaźni.

Szczególnie mocne były przyjaźnie zawarte na Syberii. Zniósł tam wspólnie z innymi wiele rozmaitych cierpień fizycznych i moralnych; starano się nawzajem pocieszać i służyć sobie pomocą. O. Rafał bardziej niż inni troszczył się o dobro materialne i duchowe współtowarzyszy niedoli. Jego dobre i współczujące serce nie mogło znieść ich cierpienia, zapominał o sobie i odmawiał sobie wszystkiego, aby im dopomóc. Dlatego szanowali i kochali go wszyscy, nawet ci, którzy nie podzielali jego wiary. W roku 1899, po 25 latach rozłąki, odwiedził go w Krakowie jeden z tych dawnych przyjaciół, Henryk Wohl[144]. O. Rafał bardzo ucieszył się z tych odwiedzin, przywitał go jak dawno niewidzianego brata; rozmawiano o dawnych znajomych. O. Rafał opowiadał o tych, których widywał albo spotkał niegdyś w Krakowie: o o. Wacławie, o. Wasilewskim, panu Marianie Dubieckim[145], Hofmeistrze[146] i innych, pan Wohl o tych, którzy zostali w Królestwie, a szczególnie o Feliksie Zienkowiczu, któremu – jak Zienkowicz sam pisze – o. Rafał na Syberii okazywał przywiązanie starszej siostry. Radość, jaką te odwiedziny sprawiły o. Rafałowi, była jednak zmącona przez skryty a gorzki ból: pragnął, by ich przyjaźń trwała na wieczność i by przyjaciele dostąpili zbawienia, a oto pan Wohl nie szedł drogą zbawienia i nie miał zamiaru na tę drogę wstąpić. Takie było zrządzenie Boskie dla ożywienia gorliwości swego sługi.

O tych odwiedzinach o. Rafał napisał do pana Zienkowicza, a w liście tym przebija znów serce starszej siostry, jeżeli nie matki: „Drogi, kochany Feliksie, (...) chowałem w pamięci (...) adres twój, który poczciwy Henryk mi zostawił. Przeniosłeś się zatem do Warszawy na stałe mieszkanie i, jak mi Henryk twierdził, znalazłeś zajęcie, któremu zupełnie podołać potrafisz. Napisz mi jednak, czy ono Ci ustala przyszłość i zapewni byt. Zatem jużeś ojcem kilkoro dziatek i masz córeczkę, o wychowaniu i kształceniu jej teraz myślisz. Jak bym rad widzieć Ciebie, obok zaś Ciebie Panią Twoją, a w otoczeniu Waszym dziatki Wasze. Czy Bóg mi kiedy to pozwoli? Bodaj nigdy! – Oby po zgonie, na tamtym świecie, spotkać się z Tobą i z Twymi. (...) Ze mną żadnej zmiany co do stanu i bytu, chyba co do stanu duszy, która ciągle troskać się musi, by dojść do celu swego przeznaczenia, trudności usuwać, zasadzek unikać, a zawsze w niebezpieczeństwie zostawać. (...) oddałem się wczytywaniu w kroniki (...) klasztorów sióstr Karmelitanek (...) Spotkałem się zapewne z Twej rodziny krewną[147], z r. 1780-go, w klasztorze wileńskim zakonnicą, bodaj ciotką ks. biskupa wileńskiego Zieńkowicza[148]. Bardzo mi to było miło; może i ta twa starsza istotka kiedy Bogu się poświęci w zamknięciu Karmelitanek. Wszystko możebne.

Mi się widzi, że Bóg Cię powołuje do jednej sprawy, której z nas nikt nie podołał przeprowadzić, nie domyślasz się o co chodzi! – O nawrócenie Henryka. – Pomyśl o tym, namyśl się i wykonaj. My się modlić będziemy o dobry skutek ku większej chwale Bożej, ku dobru duszy Henryka! – Tego tylko nie dostaje do tego, co Ci już udzielił: Feliks – ojcem chrzestnym Henryka! – Bóg wszystko może, a my również wszystko możemy. (...)

Napisz mi dokładnie o wszystkich twoich. Dla Pani twej najserdeczniejsze wyrazy, jak dla siostry mojej w Bogu przez Ciebie. Dziatkom uścisk i błogosławieństwo. Napisz mi ich imiona. Opisz twe obowiązki i twe nadzieje; przede wszystkim, czy Ci zapewnią jakie dożywotnie wynagrodzenie. – Czy do spowiedzi chodzisz? Niech o tym Pani Feliksowa raczy mi dać sprawę, a Ciebie do uczęszczania do Sakramentów świętych pobudzać. Henrykowi uścisk braterski. Niepokalanemu Sercu Maryi wszystkich Was polecam. Westchnijcie i za mnie przed Bogiem. Całym sercem twój brat oddany i niegodny”[149].

Kilka miesięcy później pisał: „Mój najdroższy Feliksie! Odebrałem twój długi i miły list i życzę ci w Bogu, żeby praca twoja i twej zacnej towarzyszki życia przyniosła jak najwięcej owocu dla dobra waszego domu i waszych miłych dziatek. Po ludzku sądząc, byłbym wolał, gdybyś obrał inny zawód, lecz jeżeli spodobało się Bogu obrać dla ciebie stanowisko, jakie zajmujesz obecnie, widocznie nic nie może być dla ciebie korzystniejszego, kiedy taka jest Jego święta wola. Nie mogąc w inny  sposób, przynajmniej myślą jestem często z wami”.  – Przypominając sobie chwile wygnania, dodaje: „Rzeczywiście, najlepsze dni naszego życia spędziliśmy obaj tam, na dalekim wschodzie”. Wspomina tych, których najbardziej kochano, a którzy już nie żyli: Józefa Łagowskiego[150], Teodora Gamełło[151]. – „Gdybyśmy chociaż, pisze, mogli się spotkać po śmierci. Co do mnie, to z pewnością wkrótce umrę. Gdy się dowiecie o mojej śmierci, módlcie się za moją biedną duszę i dzieci wasze niech się też modlą z wami. Z dawnych towarzyszów wygnania widuję tylko Wacława, który obecnie odprawia tu kilkudniowe rekolekcje; jest niezmordowany w pracy, włosy ma całkiem białe. Józef Wasilewski, jego bratanek, jest w Jassach profesorem filozofii i teologii. Jakimi cudownymi drogami Bóg ludzi prowadzi. – Co się stało z rodziną Olędzkich[152], która osiedliła się w okolicy Zamościa?” – Wracając do czasów obecnych, dodaje ze smutkiem: „Mój  najdroższy Feliksie, patrząc na obecne pokolenie, ogarnia mnie trwoga. Jaki zamęt w pojęciach. Zbliżamy się do kosmopolityzmu; ognisko domowe wygasa, wiara się chwieje, obowiązki religijne spełnia się ex officio i więcej się o nich nie myśli, nic, że tak się wyrażę, nie jest dogotowane, a ile zarozumiałości – żyje się złudzeniami. Socjalizm nie tylko jest za progiem, on już  drzwi wyważył. Nadzieja tylko w Bogu. Tylko On może swą łaską natchnąć ludzi, żeby nie marnowali życia, lecz szukali prawdy i oddawali się uczciwej pracy”. O. Rafał obawia się o zbawienie pana Wohla, który będąc tak długo świadkiem podziwu godnej pracy św. Kościoła katolickiego, nie pozostaje poza nim w dobrej wierze; kończy list dopiskiem: „Niech pani Feliksowa zechce poddać Henrykowi Wohlowi myśl przyjęcia katolicyzmu; Bóg pobłogosławi jej dobre intencje i dzieci też pomogą”[153].

List o. Rafała z października 1896 roku jest nowym dowodem jego wierności i stałości w przyjaźni. Matka Maria Ksawera doniosła mu o przybyciu do Krakowa księżnej Izabeli Czartoryskiej[154] i prosiła go o przyjazd, gdyż księżna, którą Bóg się posłużył jako narzędziem w sprawie jego wstąpienia do Karmelu, rada by go zobaczyć. O. Rafał odpowiedział na to zaproszenie: „Co zaś do osoby księżnej Izy, najdroższej Siostrze dobrze jest znanym, jak wysoko cenię księżnę i jakie niezatarte uczucie wdzięczności i przywiązania w Bogu chowam dla śp. już zmarłych osób jej rodziny, a za młode pozostałe pokolenie nie raz westchnę do Boga. Spotkanie z księżną Izą zapewne w duszy mej odrodziłoby to wesele chwil, tak zacisznie i w takim uroczym spokoju ducha w Hotelu Lambert i w towarzystwie śp. Gucia spędzonych. – Nie starczy mi jednak odwagi na przyjazd; zbyt nędznym się czuję. Zresztą już dzisiaj za późno, pociąg przechodzi przez Krzeszowice w nocy dzisiaj; więc niepodobna. Jutro będzie za późno. – Pomodlę się jeszcze i poszukam rady u Anioła Stróża”[155]. Jego Anioł Stróż doradził mu, aby się przychylił do życzenia księżnej Czartoryskiej, której przecież po Bogu zawdzięczał swoje powołanie do Karmelu.

Były jeszcze inne dusze, z którymi o. Rafał związany był silniejszymi więzami niż przyjaźń – więzami krwi. Wprawdzie rodzice, bracia Wiktor i Karol, siostry Monika i Maria już nie żyli, lecz pozostali jeszcze siostra Emilia i trzech braci: Gabriel, Aleksander i Jerzy. Karol pozostawił dwóch synów: Mariana i Jana, a uczucia czci i prawdziwie synowskiego przywiązania, jakimi otaczał starych rodziców, zjednały mu wdzięczność całej rodziny, toteż o. Rafał, najstarszy z żyjącego rodzeństwa, uważał sobie za obowiązek czuwanie nad duszami sierot. Modlił się za nich codziennie przy Mszy św., a gdy odwiedzili go w Czernej, skorzystał ze sposobności i oddał ich pod opiekę Matki Bożej, dając im szkaplerz św. Zajmował się też ich sprawami duchowymi i doczesnymi z ojcowską troskliwością, której ślady często znajdujemy w jego korespondencji.

Gabriel szybkim krokiem zbliża się do grobu i pozostawi panią Helenę samą z czworgiem dzieci. O. Rafał zdwaja swą troskliwość o jej duszę, którą sprowadził na łono Matki naszej, Kościoła rzymskiego i odrodził łaską chrztu. W lecie 1898 roku pisał do niej: „Życie nasze, w swych rozmaitych fazach, ma pewne podobieństwo z obrotami słońca. Po świeżości poranku następuje upał południa, po nim łagodne światło zmierzchu, a potem cisza. To samo dzieje się z twoją duszą, odrodzoną przez łaskę. Nie mogłaś dosyć się nacieszyć pięknością jutrzenki, jaka wschodziła w twym sercu; dziś – znosić musisz gorący skwar południa, lecz pod koniec życia spokojne światło zmierzchu złagodzi upał dnia, a potem – przyjdą ciemności śmierci, poprzedzające wzejście światłości wiecznej. Lecz wytrwać trzeba. Cierpliwość nauczy cię znosić z łatwością trudy dnia, a twe obecne cierpienia, złączone z zasługami Zbawiciela, będą dla Boskiej sprawiedliwości zadośćuczynieniem za grzechy, jakie mogłaś była w życiu popełnić. Skarbem twoim są trudy podjęte dla tych, których kochasz: trudy oddanej żony, troskliwej matki i starannej pani domu; strzeż go usilnie i nie dozwól go wydrzeć sobie nieprzyjacielowi duszy naszej. Uściśnienia serdeczne i braterskie dla kochanego Bunia”[156]. To są ostatnie słowa, jakie znajdujemy w korespondencji o. Rafała, odnoszące się do brata Gabriela, którego tak bardzo kochał i który wart był takiego przywiązania. Miał on wkrótce umrzeć i pani Helena więcej niż kiedykolwiek potrzebowała pociechy; to też było celem ostatniego listu o. Rafała, zakończonego takim zdaniem: „Polecam was wszystkich Najsłodszemu Sercu Jezusa”. O. Rafał przeczytał był właśnie życiorys Marii Leszczyńskiej[157], królowej Francji, napisany przez ks. Proyart, a czytając go, myślał ciągle o Polsce i swej rodzinie z Warszawy. „Niech Helenka sprowadzi sobie, pod posłuszeństwem, pisał kilka tygodni później, książki: Vie de la reine Marie, reine de France, Leszczyńska, par l’abbé Proyart[158]. Napisać najlepiej wprost do księgarni w Paryżu – Librairie Ch. Paussielque, rue Canette 15, Paris”[159]. Powód tego nakazu znajdujemy w liście, pisanym w tym samym czasie do o. Wacława: „Przysłano mi, pisze, życiorys Marii Leszczyńskiej, królowej Francji; 400 stron, tzn. 200 kart. Wolałbym ją widzieć w Warszawie i Krakowie, żeby przypominać, gdzie znajdować wzór dla każdego wieku i dla wszystkich stanów. Ksiądz Proyard bardzo dobrze uwydatnił całość, a także bardzo jasno. Czyż nie byłoby dobrze, gdyby hr. Stanisław Tarnowski[160] podjął się dla nas uporządkowania tego życiorysu śp. królowej Marii? Mamy wciąż głowy nabite wielkościami, nie zdając sobie sprawy z tego, co to jest wielkość”[161].

Królowa Maria Leszczyńska jest wzorem dla dzieci, dla żon i dla matek. Córka króla Stanisława, późniejszego księcia Lotaryngii i Baru, przezwanego przez Francuzów „dobroczynnym filozofem”, została oddana w małżeństwo Ludwikowi XV, królowi Francji, i dała mu liczne potomstwo. Jej syn był ojcem królów: Ludwika XVI, Ludwika XVIII i Karola X. Księżniczka Maria Ludwika, jej dziesiąte dziecko, wstąpiła do klasztoru karmelitanek w St. Denis, a jej proces beatyfikacyjny został rozpoczęty. Oto wzór, jaki o. Rafał chciał dać swojej rodzinie do naśladowania.

Bratowa o. Rafała mówiła mu, że niepokoi się o przyszłość dzieci. Odpowiadając na jej list, pisał, że cieszy się, widząc w niej rozwinięte uczucie macierzyńskiej odpowiedzialności. „(...) uczucie [to] jest głosem Bożym i trzeba nim się kierować”. Widząc, że pośród prób życiowych, jakie przechodzi, potrzebuje odwagi, radzi jej, aby szukała jej u prawdziwego źródła: w uczęszczaniu do sakramentów świętych; kończy list słowami: „Poleć mię modlitwom twej miłej dziatwy; Miciuchnę uściśnij. Niech Bóg Was wszystkich strzeże i do Nieba doprowadzi”[162]. Do listu, w którym dużo mówi o sprawach doczesnych, dodaje parę słów dla duszy: „Proszę was jedynie o częstą Komunię św. i kwadrans duchowego czytania codziennie”. Dalej pisze jeszcze w kwestii spowiedzi: „Wśród zamętu i zgiełku, jakie są duchem naszych czasów, gdy w zakresie porządku społecznego robi się tak mało, lub – prawdę powiedziawszy – prawie nic się nie robi dla wskazania ludziom, gdzie jest ich prawdziwe dobro, Sakrament Pokuty jest przez swe Boskie pochodzenie nie tylko środkiem zbawienia dla dusz, lecz także jakby kotwicą, chroniącą łódź społeczeństwa od rozbicia się o skały  i zatonięcia”.

Gdy jedna z bratanic[163] pisała mu o szczęściu ziemskim, odpowiedział jej: „(...) prawdziwe szczęście na tym padole płaczu – wykonywanie we wszystkim woli Bożej. Ten tylko jest szczęśliwym, kto na tej drodze szuka szczęścia, nie zważając na troski, uciski, cierpienia, a nawet – gdyby Bóg chciał – na ofiarę życia swego. Tego szczęścia szukajmy, zacząwszy od Luni, a na mnie kończąc. Prośmy wszyscy o tę łaskę nad wszelkie łaski (...)”[164]. W dusze tych dzieci chciał wpoić te męskie cnoty, które tak cenił; czy i św. Teresa nie opuściła rodziny, mając lat 7, ażeby udać się do Afryki dla zdobycia palmy męczeństwa? – Tylko dusze czyste zdolne są do takiego heroizmu, toteż kończąc list dodaje: „Opłakujmy, razem z Lunią i Zosią[165], łzami pokuty wszystkie nasze zboczenia, ufni w nieskończoność miłości i miłosierdzia Bożego”.

Czystość, która prowadzi do doskonałości i szczęścia, odzyskuje się przez łzy pokuty, a zachowuje się przez umartwienie wszystkich złych skłonności; to zaparcie się siebie powinno trwać przez całe życie. Ono to daje i zachowuje spokój duszy, bez którego szczęśliwym być nie można. O. Rafał uczy tych zasad bratanka swego Lucjana[166]. Jest on już duży i poważny, kochany przez swe siostrzyczki, może więc pomóc matce w rozwijaniu w ich duszach gruntownych cnót, które ucieszą niebo i dadzą im szczęście.

Jednakże osobiste nasze szczęście nie może być jedynym przedmiotem naszych starań. O. Rafał czytał Drogę doskonałości św. Teresy, a czytając to dzieło, słyszał jakby wołanie świętej: „Cóż mi to, choćbym miała zostawać w czyśćcu aż do dnia sądnego, jeśli jeno modlitwą moją choć jednej duszy wyjednam zbawienie”[167]. – To wołanie, tak zgodne z pożerającym Ojca pragnieniem zbawiania dusz, powtarzał on wszystkim, zdolnym go zrozumieć – powtarzał braciom i siostrom w Karmelu, osobom wybranym, które pozostawały pod jego kierownictwem, przyjaciołom i krewnym i robił to przy każdej sposobności. Czytał był właśnie w dziełku biskupa de Ségur[168], traktującym o piekle, że pewna zakonnica, nawrócona żydówka, złożyła Bogu ofiarę ze swego życia w intencji nawrócenia swej matki. Pewnego dnia otrzymała list z wiadomością, że matka jej nagle umarła, poszła więc z listem w ręku do kaplicy i tam przed Najświętszym Sakramentem żaliła się z płaczem: „«Więc to tak, o mój Boże, wysłuchałeś błagania moje i moje łzy, i wszystko, com od 20-tu lat czyniła? I teraz myśleć, że mimo to wszystko, matka moja, biedna moja matka jest potępiona?». Tak wołała z listem w ręku przed Najśw. Sakramentem. Zaledwie domówiła tych słów, gdy głos wychodzący z ołtarza odzywa się z wyrazem surowego wyrzutu: «Cóż ty wiesz o tym?». Biedna zakonnica jak wryta stanęła z przelęknienia. «Wiedz o tym – mówi dalej głos Zbawiciela – wiedz ku zawstydzeniu twemu, a razem i ku pocieszeniu twemu, że z twojej przyczyny dałem matce twej w chwili śmierci łaskę tak potężną oświecenia i skruchy, iż ostatnie słowa jej były: Żałuję i umieram w wierze mojej córki. Matka twoja zbawiona, znajduje się w czyśćcu. Nie przestawaj modlić się za nią!»”[169].

O. Rafał, czytając o tym nawróceniu, pomyślał o dzieciach Gabriela i posłał im zaraz to opowiadanie, przeznaczone dla ich matki, dodając od siebie słowa: „Polecaj ojca i inne jeszcze osoby modlitwom twej Zosi”. Trochę później opisał im wszystko, co panna Fanny Jelinek, córka konsula austriackiego w Barile w Rumunii, zrobiła dla rozszerzenia tam czci Matki Bożej i sprowadzenia schizmatyków na łono świętego Kościoła katolickiego[170].

W roku 1897 oddano Marynię, najstarszą bratanicę o. Rafała, na pensję Niepokalanek w Jarosławiu i, jak donosi matka dziewczynki, z powodu zmęczenia nauką nie będzie mogła przyjechać do Warszawy na ferie wielkanocne. O. Rafał chciał do niej napisać zaraz, lecz nazajutrz miał rozpocząć 10-dniowe rekolekcje, a był wtedy przeorem, miał więc jeszcze dużo spraw do załatwienia. Na drugi dzień, pomimo rozpoczętych rekolekcji, za pozwoleniem spowiednika pisze list, aby go Marynia otrzymała przed wakacjami: „Maryniu najdroższa! Piszę do Ciebie po zaczęciu wczora rekolekcji 10-dniowych i w godzinie rekreacji, w której – jako zostającemu w samotności – zwyczajnie czyta się żywot którego ze świętych; otóż zamiast czytania, wypada mi pisać, jeżeli nie do świętej, ale zawsze do tej Maryni, która potrafi być świętą w życiu i stać się nią po śmierci. Właściwie miałem pisać wczoraj, ale taki nawał spraw był do załatwienia, stąd też wypadło mi szukać dla siebie dyspensy, zamieniając czytanie pisaniem do Ciebie, najmilsza Maryniu. – Onegdaj pisała mi Mama, żeś trochę zbiedzona, będąc zmuszoną przepędzić święta Zmartwychwstania Pańskiego zewnątrz ogniska rodzinnego; dziecko moje drogie, spożytkuj te dni kilka, czy kilkanaście, zostając pod opieką twej dostojnej Matki Przełożonej, na częstsze nawiedzenie Pana Jezusa w Przenajświętszym Sakramencie Ołtarza i na czytanie tego, com miał czytać obecnie w czasie godziny rekreacyjnej, tj. na czytanie żywotu której ze świętych, dla kształcenia się według tego wzoru, a czas – przy innych zabawach i rozrywkach – miło przejdzie, a Pan Jezus i Matka Najświętsza, do których będziesz się modliła za biednego Tatę[171] i za resztę rodziny, sami Cię zastąpią (...) w Warszawie i ich troski ułagodzą”[172].

Nie zapomniał też o. Rafał o materialnych potrzebach bliźniego i w tym samym liście polecał je Marysi, podobnie jak to czynili jej rodzice, którzy dzieciom świecili przykładem, wspierając potrzebujących w swoim i dzieci imieniu.

O. Rafał również często korzystał z ich sakiewki, szczególnie gdy chodziło o uratowanie zagrożonej duszy: „Wypadło[173] przed paru tygodniami ratować jedną duszę, a potrzebne były ku temu kilkanaście reńskich; pozwoliłem je sobie wykraść z pozostawionych u mnie pieniędzy. Przekonany jestem o pozwoleniu na to bez zapytania poprzedniego, a błogosławiona Matka[174] z nieba bodaj modlitwą swą do tego się przyczyniła. Dziwne są cuda miłosierdzia Bożego i niepojęte drogi Opatrzności, którymi Bóg nawraca błądzących. Oby tylko Bóg Wszechmocny wspierać każdego z nas raczył w duchu wytrwałej pokuty do ostatniej chwili życia, które jak mgła ze swymi ułudami przeminąć musi”[175].

W tym samym czasie Aleksander[176] zakładał też ognisko domowe. Poślubił siostrzenicę dobrej i miłosiernej pani Ludwiki Młockiej, która była krewną pani Marii Wiktorowej Kalinowskiej[177], bratowej o. Rafała, i żywiła dla niego, więcej niż od lat trzydziestu, uczucia przywiązania i troskliwości prawdziwej matki. Małżeństwo Aleksandra z panną Wandą sprawiło o. Rafałowi prawdziwą radość: ten brat, taki dobry i tak kochany, miał mieć w pani Młockiej opiekunkę i matkę. Zrozumiał on wielkość dobrodziejstwa, jakiego Boska Opatrzność mu udzieliła i wielkość poświęcenia, jakie to dobrodziejstwo na niego nakładało. Listy o. Rafała pokazują nam go pilnego w pracy dla zapewnienia ładu w domu i szczęścia tej, która mu życie oddała. To mu nie wystarcza, zwraca się więc do nieba i prosi Boga o pomoc. O. Rafał kilka razy mu donosi: „Teraz jeszcze poświadczenie o otrzymaniu 25 rubli na odprawienie tyluż czytanych Mszy świętych”[178]. Pani Młocka też czuwała, modliła się i dodawała odwagi, a nie mogąc zrobić wszystkiego, co jej przywiązanie nakazywało, zwracała się i ona do o. Rafała, jak to widzimy z jego listu:

„Moi najdrożsi Olesiu i Wandziu. Przed kilku dniami pisała do mnie nieoceniona pani Ludwika i wspomniała o chorobie Wandzi; nakazała mi także pisywać niekiedy do Was, najdrożsi Bracie i Siostro. Chętnym sercem spełniam ten akt posłuszeństwa; wiecie dobrze, ile mam serca dla Was; milczenie moje nie jest bynajmniej wyrazem niepamięci. Dostałem trochę nagany od pani Ludwiki za to, że w liście moim poprzednim do niej, pytając o Was, wyraziłem się słowy: «jak Wandzia krzyż swój niesie? ». – Naprawdę każdy z nas krzyż nieść musi, bo życie nasze jest krzyżem i cała wartość życia – w umiejętnym noszeniu krzyża się zawiera, i w tym istotna pociecha nasza na ziemi, i łatwiejsza nadzieja pociechy wiekuistej w Bogu. I samej pani Ludwiki pociecha w tym spokoju, jaki ona chowa w uciskach swoich. (...) Módlmy się jedni za drugich, abyśmy mogli spotkać się w krainie wesela wiecznego”[179].

Bóg doświadcza tylko chwilowo, a dla pana Aleksandra zachował jedną z największych radości, jakich doznajemy na ziemi: radości ojcostwa. O. Rafał pisze w jednym z listów do brata: „Najmilsi Bracie i Siostro! (...) Gość w dom, Bóg w dom, tak niesie dawne przysłowie nasze; w dzień 1-go maja zawitał gość do Was w postaci Waszej nowo narodzonej córeczki. I naprawdę Bóg w domu, gdyż to maleństwo istotnie jest przybytkiem Bożym, a jak tylko maluczko do rozumu przyjdzie, każde jego westchnienie za Was – do nieba wprost zdąży i wszelkie łaski na Was sprowadzi. Ciekawym, czy Zosiutka[180] przemogła i się dobiła tego, żeście córeczce też imię Zofii[181] dali? – Cóż to za radość najdroższej pani Ludwiki”. – Przy końcu listu o. Rafał wyraża życzenie, które jest pochwałą dla młodej matki: „Jedna tylko bieda, że ta mała istotka kiedyś w zastępstwie swej matki będzie musiała do karmelitanek wstąpić”[182]

Lekturę życiorysu generała Sonisa z największym pożytkiem można polecić każdemu ojcu rodziny, i to skłoniło o. Rafała do przetłumaczenia na język polski tego dzieła i wydania go drukiem, a Aleksander miał być jednym z pierwszych jego czytelników. On też zajął się później drugim wydaniem, drukowanym w Warszawie. Udał się w tej sprawie do redakcji „Kroniki Rodzinnej”[183] i chciał się widzieć z ks. Godlewskim[184]. „Jestem bratem o. Rafała, – powiedział mu – który postarał się o przetłumaczenie i wydanie życiorysu generała Sonisa w Krakowie. Prosił o zapytanie się, czy nowe wydanie tej książki mogłoby się ukazać w Warszawie?”. Ks. Godlewski zgodził się i książka została wydana, o czym już wspomnieliśmy wyżej.

Po śmierci Gabriela Aleksander został głową rodziny, a o. Rafał pomagał mu w spełnianiu nowych obowiązków, zwłaszcza w stosunku do Mariana i Jana[185], jeszcze młodych, a już bez rodziców. O. Rafał wspominał o nich prawie w każdym liście: „Pozdrów pięknie obu; trochę niespokojny jestem, czy pamiętają oni o potrzebie praktyk religijnych: o modlitwie, święceniu niedziel, świąt, o spowiedzi świętej. – Biedna dusza nasza, w zawieruchach życia niknie łatwo z widnokręgu zamysłów naszych i zostaje w zapomnieniu. Zmiłujcie się, wpływajcie na Mania i Jania w tej rzeczy. Miciutkę serdecznie pozdrawiam (...)”[186]. Nie zapomina nigdy o siostrze, kobiecie silnej, jak o niej pisze ks. Jerzy, dobrej chrześcijance, która życie swe poświęciła wychowaniu młodzieży – zajęciu, do którego odziedziczyła po ojcu zamiłowanie i specjalne zdolności.

Ksiądz Jerzy przebywał właśnie w Warszawie, gdzie przyjechał dla poratowania zdrowia. O. Rafał i o nim nie zapominał. Zachęcał go do chętnego i śmiałego kroczenia śladami dusz wybranych, którym Boski Zbawiciel raczył dać udział w dziele odkupienia i poddaje mu sposób powiększenia zasług, pracując w wolnych chwilach dla powiększenia chwały Boga i Najświętszej Panny. „Lecz – pisał do niego – kogo i gdzie krzyż minie? Najlepszym przykładem poczciwy i kochany nasz Bunio. Dla podniesienia twej zasługi, dodaję Ci jeszcze jeden krzyżyk: Bądź łaskaw przejrzeć w bibliotece w Seminarium[187] lub innej książki do nabożeństwa wydawnictwa Zakonu Najśw. Maryi Panny z Góry Karmelu i odszukać w niej koronkę do Matki Bożej Szkaplerznej, i jeżeli możebne, odszukać, kiedy ta koronka została wprowadzoną. Nadto wypisać tytuły wszystkich tych książek i gdzie, i kiedy wydane, w których koronkę znajdziesz. Zwyczaj odmawiania koronki, zamiast Officium Parvum do Matki Bożej, istniał już przed rokiem 1735-tym, jak to czytamy w książce Przywileje Zakonu Karmelitańskiego[188], wydanej w Gdańsku we wspomnianym roku, w której książce to odmawianie nazwano chwalebnym zwyczajem. – Lud tutejszy, tj. w Galicji, domaga się od nas ustawicznie tej koronki, a gdy nigdzie nie znajdujemy śladów, aby to odmawianie było kanonicznie zatwierdzone, umyśliliśmy prosić o takowe, i potrzebne są nam dowody z dawnych czasów czerpane”[189].

W książce wspomnianej przez o. Rafała znajduje się informacja, że zwyczaj odmawiania koronki istniał już dawno, stąd dwóch naszych generałów: o. Hieronim od Niepokalanego Poczęcia (kardynał Gotti) i o. Ezechiel od Najśw. Serca Jezusa[190] radzili nam, aby zwyczaj ten zachować i postarać się o zatwierdzenie koronki. Książki i broszurki, pisane przez księży świeckich, karmelitów, franciszkanów, jezuitów i innych, drukowane z aprobatą biskupów z Krakowa, Przemyśla, Warszawy, Wrocławia itd. przekonały nas, że koronka ta była odmawiana w całej Polsce. Wydaje się, że zwyczaj ten istniał również w Hiszpanii za czasów św. Teresy. Święta Matka pisze w rozdziale 52 Drogi doskonałości[191], że znała zakonnicę, która nie mogąc odprawiać modlitwy myślnej, zastępowała ją odmawianiem pewnej ilości Ojcze nasz, rozważając przy tym tajemnicę przelania przez Zbawiciela Krwi Najśw., i że to rozważanie podniosło ją na wysoki stopień kontemplacji, aż do modlitwy zjednoczenia. Otóż nasza polska koronka również polega na odmawianiu siedmiu Ojcze  nasz i siedmiu Zdrowaś Maryjo na cześć siedmiu tajemnic Krwi Najśw. W niedziele i święta po każdym Ojcze nasz odmawia się 10 Zdrowaś Maryjo i to jest cała koronka.

Wierni, którzy chcą wpisać się do Bractwa szkaplerza św., najczęściej mówią: „Chcę się wpisać do koronki”, i trzeba im dać tę koronkę razem ze szkaplerzem św. Odmawianie publiczne koronki odbywa się uroczyście.  Rozpoczyna się pieśnią do Matki Bożej, potem przewodniczący wymienia głośno intencje, za jakie obecni pragną ofiarować swe modlitwy. Przed każdym dziesiątkiem śpiewa się jedną strofę pieśni i odmawia krótką modlitwę na cześć tajemnicy Krwi Najśw., odpowiadającą odmawianej dziesiątce. Na zakończenie mówi się Wierzę w Boga i trzy razy Wieczny odpoczynek za dusze w czyśćcu. Penitentom, którzy chcieli uzyskać przywileje[192], nadane przez Bullę sobotnią, a nie mogli dla słusznych powodów odmawiać Małego oficjum ani zachować przepisanych postów, o. Rafał polecał odmawianie 7 Ojcze nasz i 7 Zdrowaś Maryjo. W razie potrzeby, każdy spowiednik może dokonać takiej zamiany, gdy penitent nie może zachowywać postów i abstynencji w środy i soboty, ani odmawiać Małego oficjum, choćby nawet umiał czytać[193].

 

 

Rozdział XIII

Wadowice. Rok 1900

Doświadczenia i ciągła praca. Kapituła z roku 1900. Choroba w Linzu. Powrót do Wadowic. Wydanie kroniki lwowsko - warszawskiej i życiorysu W.M. Marchockiej. Wizytacja kanoniczna z o. Chryzostomem, nowym prowincjałem. Klasztor w Przemyślu. „Dzieje duszy”. Małe rzeczy. Sprawiedliwość i roztropność o. Rafała. Praca nad procesem beatyfikacyjnym M. Marchockiej. Podwójna nagroda.

 

Doszliśmy do roku 1900. Ostatnie dwa lata, spędzone przez naszego o. Definitora w Czernej, wróciły mu trochę sił, lecz równocześnie były dla niego latami doświadczeń i usilnej pracy. Śmierć zabrała mu brata Gabriela, a w klasztorze w Przemyślu „najdroższą śp. siostrę Marię Teresę”[194], siostrę jego serdecznego przyjaciela i dobroczyńcy na Syberii, hr. Romana Bnińskiego. Dotkliwie odczuł tę podwójną stratę: jego rodzina straciła swego szefa, a klasztor w Przemyślu jedną ze swych głównych podpór. Prócz tego śmierć zagrażała m. przeoryszy[195] z Przemyśla i to w chwili, gdy była tam bardzo potrzebna, gdyż właśnie kupiła na zboczu wzgórza, które góruje nad miastem, parcelę pod klasztor i jego budowa miała się rozpocząć. O. Rafał tai swoje zmartwienie i niepokój i przesyła siostrom słowa zachęty: „(...) Bóg doświadcza ku większemu dobru Waszemu i ku gorliwszej ucieczce do Niego, który sam wszystko umacnia. – Przez trudne doświadczenia w Przemyślu przechodzicie!”[196].

On sam zdaje się igrać ze śmiercią. Życie zaledwie się w nim kołacze, a pracuje bez wytchnienia dla dokończenia dzieła, które rozpoczął, ażeby wskrzesić dawny Karmel w Polsce. Zaledwie wydrukowano kronikę wileńską, a już zapowiada, że życiorys świątobliwej Matki Marchockiej jest gotowy do druku. Z tą bezustanną pracą w celi łączył ścisłe przestrzeganie reguły klasztornej i codzienne długie słuchanie spowiedzi. Dla tak słabego organizmu było to za wiele i kapituła prowincjalna znów musiała go wyrwać z niebezpieczeństwa, jakie mu groziło.

W początkach maja był we Wiedniu i odwiedził zmartwychwstańców. Przyjął go „kochany, przezacny o. Jeżewicz, który mu okazał, jak pisał do karmelitanek na Łobzowie, serce i uczynność więcej niż bratnią”. Gdy pisał ten list, kaszel przerywał mu to zajęcie. „O. Kazimierz powiedział mi, kiedym był tak chory w Wadowicach – kończy – że kaszląc, Bogu oddam ducha. – To bardzo przypuszczalne. Obym tylko Bogu oddał, czy oby tylko tego ducha raczył przyjąć, nie patrząc na to, jak ten biedny duch ohydnie wygląda. – Sana me, Domine, et sanabor![197]. Matce Najświętszej Was wszystkie polecając, z sercem wdzięcznym za wszelką dobroć Waszą żebrzę o pamięć przed Bogiem”. – Czuł się już bardzo zmęczony, gdyż pisze w tym samym liście: „Dzisiaj wieczór, jeżeli taka będzie wola Boża, dobiję do przystani w Linz. Czy nie będzie tylko to przystań już ostatnia na tym świecie! Bogu jednemu to wiadomo!”[198].

Na kapitule w roku 1900 w.o. Chryzostom od Wniebowzięcia, który podczas ostatniego trzechlecia był definitorem i wikarym w Wadowicach, został wybrany prowincjałem. O. Rafał, który był trzy lata przeorem i trzy lata definitorem, nie mógł już piastować żadnego urzędu i był też niezdolny do wykonywania jakichkolwiek obowiązków, jak to widzimy z listu z 12 maja: „Ołówek najlepiej świadczy o stanie mego zdrowia. Jeżelim, o ile przypuszczać mogę, wyszedł z niebezpieczeństwa, zawdzięczam to, po Bogu, naszemu Ojcu Prowincjałowi, tj. Pw. Ojcu Chryzostomowi, który mię wyrwał spod opieki homeopaty i oddał pod rządy biegłego dra aleopaty. (...) Jak długo Panu Bogu podobać się będzie trzymać mię w słabości obecnej, Bogu też jedynie wiadomo. Zacząwszy od N.O. Prowincjała, a kończąc na braciszku, który mi usługuje, tyle doświadczam opieki, że i cesarze takowej nie mają”[199].

30 maja czuł się lepiej, lecz nie mógł jeszcze wychodzić z celi. Aby nie tracić czasu, prosi o przysłanie życiorysu Matki Marchockiej, który ma być drukowany i siostry zachęca do pracy. „Poczciwa siostra Zofia[200] lwowska przepisała akt nadawczy króla Zygmunta III i akt przywilejów udzielonych klasztorowi naszemu we Lwowie [przez] króla Władysława IV, ostatni bardzo ciekawy i cenny – wszystko po łacinie i z dawnego pisma. A kronika poznańska drzemie! (...) Po pół stronicy co dzień, a już byłoby przepisane!”[201].

W innym liście z 5 czerwca pisał: „(...) w odniesieniu do mnie można zapisać: «Odwiedzanie świętych», żeby odzyskać zdrowie i oddychać zdrową atmosferą świętości. – Pozwalam sobie na ten ostatni uczynek, żeby odwiedzić najdroższe Siostry z Przemyśla. Jak się czuje Wasza Wielebność i «niebożątko» – że się posłużę żargonem sióstr z Wilna – nasza s. Bronisława?”[202]. – Wymienia wszystkie siostry chórowe i konwerski, i prezydentkę Trzeciego Zakonu, Tereskę, najbliższą sąsiadkę Najśw. Sakramentu. Siostry w Przemyślu przechodziły wtedy przez ciężkie próby, a takim o. Rafał zawsze okazywał dużo szacunku i serdeczności. „Dzięki Bogu – kończył list – moje własne zdrowie jakoś się poprawia, ale jakich ostrożności potrzeba, żeby znów się nie znaleźć in extremis. Tyle kłopotu sprawiam innym. Mogę już odprawiać Mszę św.[203].

Na ostatniej kapitule prowincjalnej o. Bartłomiej od św. Teresy, spowiednik o. Rafała, został wybrany drugim definitorem prowincjalnym i przełożonym klasztoru w Wadowicach. To jemu, znanemu z dobroci, o. prowincjał zlecił opiekę nad naszym rekonwalescentem. O. Rafał trzy miesiące spędził w Linzu na zupełnym odpoczynku, a następnie w sierpniu udał się do Wadowic, gdzie spędził całe trzechlecie.

13 sierpnia pisał na Łobzów, że oddał do drukarni kronikę Lwów – Warszawa, przez niego opracowaną i przepisaną przez m. Marię Ksawerę. Życiorys czcigodnej Matki Marchockiej był już również przygotowany do druku, pani Helena zobowiązała się do pokrycia jego kosztów; o. Rafał pisał w tym samym liście, że nie zazna spokoju, dopóki nie zostanie wydany. Zawiadamiał również, że wkrótce prowincjał rozpocznie wizytację kanoniczną, w której on będzie mu towarzyszył. Nasz o. Chryzostom po raz pierwszy był prowincjałem i po raz pierwszy miał przeprowadzić wizytację kanoniczną naszych klasztorów. O. Rafał od piętnastu lat towarzyszył generałom i prowincjałom w czasie wizytacji klasztorów sióstr, miał zatem ogromne doświadczenie, co dla nowego prowincjała było szczególnie ważne. Rozpoczęli od klasztorów najbardziej odległych, czyli od Lwowa i Przemyśla. Z listów pisanych po wizytacji wynika, że była ona dla obu ojców źródłem radości i pociechy. Przełożonymi „wspaniałych sióstr” z Przemyśla i Lwowa były dwie znakomite zakonnice, siostry złączone więzami krwi i ślubów zakonnych. W Przemyślu była nią m. Anna od Jezusa, fundatorka klasztoru, a we Lwowie m. Franciszka Teresa od św. Józefa; obie wstąpiły do zakonu w Poznaniu. M. Anna od Jezusa, po szesnastu latach pracy i cierpień w prowizorycznym domu, zbudowała nowy piękny klasztor. O. Rafał cieszył się, że będzie go mógł po raz pierwszy zobaczyć. Uczestniczył w cierpieniach małej wspólnoty, służył radą i dodawał odwagi m. przeoryszy, teraz nie mógł powstrzymać wybuchu radości: „Benedicite montes Domino[204]! Pragnę [pozdrowić?] dwadzieścia karmelitanek w twierdzy św. Józefa!”[205]. Nieco później pisał: „Ufajmy, że św. załoga Fortu św. Józefa nosi broń z męstwem, w dobrym humorze oraz w dobrym zdrowiu”[206].

Karmelitankom z Przemyśla, ćwiczonym przez m. Annę i pociąganym przykładem o. Rafała, trudno było nie być mężnymi. Ich matka przeczytała właśnie L’histoire d’une âme, autobiografię siostry Teresy od Dzieciątka Jezus i uważała, że jej córki z Przemyśla, podobnie jak mała Karmelitanka z Lisieux rozpalone miłością Boga i dusz, ucieszą się i jeszcze bardziej zachęcą do postępowania w dobrym, jeżeli poznają doskonały wzór dziecka w siostrze Teresie. Postanowiła więc przetłumaczyć na język polski L’histoire d’une âme. Pragnęła wydać drukiem ten przekład, ale o. Rafał sprzeciwił się: „Radzę zaniechać pracy około wydawnictwa tłumaczenia La vie d’une âme i lepiej postarać się o wydanie żywota bł. M. Teresy a Jesu Marchockiej”[207]. Dla uzasadnienia tej rady dawał dwa powody: przekład matki przeoryszy nie oddawał całego piękna francuskiego oryginału, w związku z tym powinien być poprawiony i udoskonalony. On powinien to zrobić, ale wówczas nie mógł nawet o tym marzyć. W tym czasie był całkowicie pochłonięty wydaniem kronik lwowskiej i warszawskiej i następnie drukiem życiorysu Matki Marchockiej. W lutym 1901 roku życiorys był w druku, a w październiku przygotowywał z m. Anną od Jezusa wydanie polskie L’histoire d’une âme [208]. 9 października 1902 roku napisał do m. przeoryszy w Lisieux list z przeproszeniem za popełniony mniemany błąd. Ten akt pokory w rzeczywistości był aktem wdzięczności za łaskę otrzymaną za pośrednictwem małej siostry Teresy od Dzieciątka Jezus, wyrazem wdzięczności za to, co ona uczyniła dla niego. Pisze w nim o jednej z tych róż, które nasza mała Siostra nie przestaje zsyłać na świat. Oto tekst tego listu: „Karmelici Bosi. Wadowice, 9 października 1902. (...) Zadośćuczynienie. Przewielebna Matko. Nagłówek tego listu wskazuje na obowiązek naprawienia błędu wobec Waszej małej świętej, siostry Teresy od Dzieciątka Jezus. Dwa czy trzy lata temu, gdy mi przedstawiono rękopis z polskim tłumaczeniem życia tego Małego Kwiatka Karmelu, pozwoliłem sobie zrobić uwagę, że język naszego kraju nie odpowiada zupełnie stylowi oryginału i że czytanie tłumaczenia niesmak może sprawić! Była to jakby chęć ograniczenia apostolstwa tej Wybranki Boga. Dziecko Karmelu w niebie musiało sobie wziąć to do serca i w rewanżu nie tylko potrafiło zadziałać w taki sposób, że wspomniane tłumaczenie zobaczyło światło dzienne, ale co więcej – zabrało się wprost do mojej osoby.

Przed tygodniem wróciłem do celi z duszą miotaną strapieniami wewnętrznymi jakby nawałnicą morską i nie wiedziałem, gdzie szukać schronienia. I oto wzrok mój pada na francuskie wydanie życia tej Siostry Mścicielki. Uzbrojony znakiem krzyża św., żeby oddalić instynktowny odruch natury, otwieram książkę i oto miejsce ucieczki w ognisku serca zjednoczonego z Jezusem w płomieniu Vivre d’amour[209]. Nagle burza się uspokaja, spokój powraca, coś nieopisanego zalewa całe jestestwo i zmienia mnie całkowicie. Pieśń ta stała się dla mnie łódką ocalenia. Najmilsza Siostra ofiarowała mi się za sterniczkę.

Muszę więc stwierdzić dalej, że obietnica: «Moim niebem będzie dobrze czynić na ziemi... Po mojej śmierci spuszczę na ziemię deszcz róż» –  rzeczywiście  się spełniła”. (...) br. Rafał od św. Józefa, karmelita bosy[210].

Matka przeorysza otrzymała również nagrodę. Od dziesięciu lat klasztor nie miał nowicjuszek. W pierwotnym małym klasztorku nie było dla nich miejsca; pierwsza nowicjuszka wstąpiła po ukończeniu przekładu L’histoire d’une âme, a druga po ukończeniu druku; były to dwie urocze róże, zesłane z nieba przez małą Teresę od Dzieciątka Jezus dla nowego klasztoru karmelitanek w Polsce, w którym ona tak bardzo była kochana.

10 września o. Rafał towarzyszył prowincjałowi podczas wizytacji klasztoru na Łobzowie. Stamtąd napisał do swojej córki duchowej, którą w Czernej kierował przez dziesięć lat i którą doprowadził do Karmelu w Przemyślu, gdzie teraz była mistrzynią nowicjuszek[211]. Do listu dołączył igłę, którą siostry pieczołowicie przechowują; oglądałem ją na własne oczy. Jest ona wymownym dowodem, jak delikatne sumienie miał o. Rafał i jak bardzo szanował drobne przepisy zakonu, które są jakby wałem ochronnym doskonałości zakonnej. „Załączam pożyczoną u siostry Teresy, przed kołem, igłę, która mi nie tyle w ręce, jak w oczy kole, bo cudza własność i zwrotu żąda. Dodaję obrazek za pożytkowanie z prawa własności”[212]. Jeśli o. Rafał był wierny w zachowywaniu drobnych przepisów, tym bardziej był wierny w rzeczach ważnych. Jego list z sierpnia 1900 roku do m. Marii Ksawery od Jezusa, przeoryszy klasztoru na Łobzowie, jest innym dowodem jego sprawiedliwości i roztropności. Siły opuszczały go coraz bardziej, czuł, że śmierć się zbliża, wyjeżdżając więc w długą podróż do Linzu i do Lwowa robił przygotowania, jakby już więcej nie miał  powrócić. Przed swą ostatnią podróżą do Galicji wschodniej jako socjusz o. prowincjała oddał m. przeoryszy z Łobzowa kopertę z napisem: „Testament br. Rafała od św. Józefa”, a w kopercie tej było następne pismo: „J.M. Zostawiam u Przewielebnej Matki dla bardzo starannego przechowania, do czasu powrotu ze Lwowa, następujące rękopisy:

  1. Opisanie fundacji sześciu klasztorów SS. Karmelitanek Bosych w Polsce i na Litwie, i na Rusi[213].

  2. Żywot m. Barbary[214], fundatorki konwentu lubelskiego Niepokalanego Poczęcia i konwentu poznańskiego. Ten żywot zawiera pierwszorzędnej wagi sprawy, dotyczące dziejów tych obu klasztorów i tułactwa Sióstr lubelskich w czasie rozruchów wojennych.
    Uwaga. Należą te oba rękopisy do klasztoru na Wesołej; są to unikaty, nie starczy mi czasu, aby je zwrócić, proszę więc je strzec «ut pupillam oculi».

  3. Wiązka papierów dotyczących Lwowa i Warszawy. – Nadto jeszcze składam:

  4. Książkę drukowaną Żywot W.M. Teresy a Jesu Marchockiej, też własność Siostrzyczek na Wesołej.

Teraz następuje testament:

W razie, gdyby Panu Bogu podobało się wziąć mię z tego świata, obowiązuję wówczas Przewielebną Matkę przed Bogiem:

  1. Zwrócić oba rękopisma klasztorowi na Wesołej jako własność tego klasztoru.

  2. Żywot M. Teresy Marchockiej bez zwłoki oddać do druku do drukarni według uznania Przewielebnej, nic z tego nie opuszczając i nie pytając się nikogo o radę. Na koszta starczy dar pani Heleny. – To wydawnictwo jest rzeczą sumienia; jeżeli Bóg za moje grzechy nie skarze mnie piekłem, to z czyśćca nie wyjdę, aż się Żywot wydrukuje. Ostrzegam w tym Waszą Przewielebność i jeszcze raz powtarzam – drukować bez żadnej zmiany stylu i układu rzeczy. – Przy tym też i przedmowy; nadto piękną kliszę bł. Matki kazać odbić. Egzemplarz zaś niniejszy Wesołej odesłać po skończeniu druku, obowiązać drukarnię, aby szanowano książkę.

Teraz proszę o modlitwy za mnie grzesznego”[215].

M. Maria Ksawera, lubiąca praktykować natychmiastowe posłuszeństwo, chciała się natychmiast zabrać do dzieła i Ojciec musiał jej przypomnieć ze Lwowa, że „egzekucja testamentu może nastąpić dopiero po śmierci testatora. Niechże więc Matka zechce poczekać aż do mej śmierci albo naszego powrotu”; przypomina jej swoje polecenia i życzy sobie, żeby zrobiono w Pradze ładne klisze do książki Żywot M. Teresy Marchockiej[216].

W początkach października o. Rafał powrócił do Wadowic; wizytacja klasztorów zmęczyła go; czuł kłucie w płucach i potrzebował wypoczynku, lecz odpocznie dopiero w przyszłym życiu. 5 października pisał do m. Marii Ksawery, że czyta i porządkuje rękopis biografii naszych męczenników, błogosławionych Dionizego od Narodzenia Pańskiego i Redempta od Krzyża. 11 października pisze ponownie, że czyta z uwagą rękopis siostry Magdaleny od Najśw. Oblicza (pani Popiel), która właśnie wstąpiła do Karmelu; przeczytał już dwieście stron. Była to kronika karmelitanek z Warszawy, którą przygotowywano do druku. W listopadzie została wydana biografia błogosławionych męczenników i o. Rafał zamówił tysiąc egzemplarzy dla Czernej i dwieście dla Wadowic[217].

W początkach 1901roku ukazała się drukiem kronika Lwów – Warszawa i przygotowano do druku życiorys czcigodnej M. Teresy od Jezusa Marchockiej, a potem kronikę klasztoru w Warszawie. Celem tych wydawnictw, tak upragnionych przez o. Rafała i przygotowanych przez niego kosztem tylu trudów, było przede wszystkim poznanie świętości i podziwu godnych cnót M. Teresy Marchockiej i przygotowanie jej procesu beatyfikacyjnego.

„Pragnienie odnowić w pamięci narodu naszego postać W.M. Teresy od Pana Jezusa Marchockiej było głównym bodźcem do podjęcia starań o wydawnictwo niniejszej kroniki Lwów – Warszawa. Zgromadzenia klasztorne Sióstr naszych w obu tych miastach zawdzięczają Matce Teresie, jako swej Matce duchownej, ustalenie swoje na niewzruszalnych podstawach zakonnego życia. Przechowywały one bez przerwy cześć szczególną dla swej zgasłej w Panu Matki, – a po swym zniknięciu przekazały tę cześć pozostałym zgromadzeniom. Gdziekolwiek spotykamy wzmiankę o M. Teresie od Pana Jezusa, wszędzie otrzymuje ona miano wzoru świątobliwości, i nie bez podstawy słusznej, w księdze przechowywanej w Archiwum generalicji w Rzymie, zamieszczone wyrazy: Ipsa vero fundatrix, collegio alumnis adaucto, optimeque instituto, virtutibus, gratia signorum et prophetiae, aliisque supernis donis inclyta apud regem et reginam, totamque curiam ac viros principes ad aeterna tabernacula vocata est...[218].- Cieszyć się można nadzieją widzieć kiedyś tę Wielebną Matkę zapisaną przez Kościół święty do liczby błogosławionych”[219].

Wydając opis cnót tej świętej zakonnicy i innych karmelitanek w Polsce, o. Rafał chciał podnieść jakoby pochodnię świetlaną, która by wskazywała światu drogę wiodącą poprzez ciemności nocy do portu zbawienia. „Zboczenia umysłu ludzkiego duszę człowieka, żądną wiedzy, pragną karmić wymysłem i ułudnym zadowoleniem. Trudno te zboczenia uchwycić i określić i w tym właśnie różnią się one od prawdy, która się ogranicza istotą i rzeczywistością rzeczy i przedstawia wszystko w prawdziwym świetle. Dla każdego więc powołanego do wiary św., zlewającej na życie strumienie prawdy w najdrobniejszych nawet sprawach naszych, pożytecznym jest przypatrywać się tym, którzy potrafili odeprzeć od siebie fałszywe mamidła i jasnymi w żywocie swym czynami odzwierciedlali prawdę wiary”[220].

O. Rafał nie chciał jednak, by w tych stosunkach żywych ze zmarłymi ograniczano się do względów czysto ludzkich, narodowościowych i innych. – Chciał, by myśli wzniosły się wyżej. Dusza, która opuściła ziemię, jest teraz w czyśćcu lub w niebie. Jeżeli jest w czyśćcu, muszę ją z niego uwolnić; jeżeli jest w niebie, ona powinna mi przyjść z pomocą i stosownie do tego będę postępować. Wydawnictwo kronik karmelitanek polskich ma także inną wartość: dla karmelitów i karmelitanek są one piękną pamiątką przeszłości, ponadto są źródłem dla lepszego poznania historii Polski.

Zaledwie ukończono druk kroniki Lwów – Warszawa, o. Rafał pragnie zrealizować zamiar, który mu od dawna leżał na sercu. 23 lutego 1901 roku pisze do matki przeoryszy klasztoru na Łobzowie, p.m. Marii Ksawery: „(...) podnoszę następne do wykonania zadanie: Beatyfikacja W.M. Teresy a Jesu Marchockiej, lecz nieznane mi są ku temu odpowiednie drogi; mówiono mi, że point du départ ma być od Władz Diecezjalnych. – Nd. Ks. Biskup Nowak[221] i również Nd. Ks. Kanclerz[222] na pewno potrafią tę zagadkę rozstrzygnąć. Trzeba będzie, jestem pewien, opracować i przedstawić prośbę o rozpoczęcie procesu, podpisaną nie tylko przez nasze klasztory, ale także przez osoby z zewnątrz, wśród których muszą również znaleźć się czytelnicy kroniki Lwów – Warszawa (...) i Wasza Wielebność jako «Postulatorka». Byłoby pożądanym, aby Wielebna Matka Teresa nie odmówiła włączenia się poprzez korespondencję z P.O. Dionizym[223], tym bardziej, że czcigodna Matka Marchocka otrzymała formację zakonną od czcigodnej Matki Krystyny[224], Belgijki; i co jest podziwu godne, gdy czcigodna Matka Teresa jako mała dziewczynka przyjechała odwiedzić siostry w klasztorze św. Marcina, ta czcigodna Matka Krystyna, po pierwszym spojrzeniu wypowiedziała przepowiednię w języku włoskim; «ta będzie nasza», i faktycznie to się sprawdziło.

Niech P.M. Przełożona klasztoru na Łobzowie zechce wziąć do serca to nowe zadanie ze względu na to, że cały entuzjazm pochodzący z lektury kronik powinien jedynie posłużyć do podjęcia go.

Proszę porozmawiać z jednym z dwóch dygnitarzy Kościoła św. – Czcigodna m. Teresa napisze urgens do P.O. Dionizego; za życia mego zaczniecie, a po śmierci doprowadzicie do końca” [225]. W tym samym czasie pisał do p.o. prowincjała, aby go o wszystkim powiadomić i prosić o rozpoczęcie tej sprawy. P.m. Teresa, ze swej strony, posłała kronikę Lwów-Warszawa do Rzymu, przedstawiła p.o. generałowi życzenie Karmelu w Polsce i poprosiła o radę i błogosławieństwo. Nie zapomniała też wspomnieć o dokumentach, które znajdują się w Archiwum Domu Generalnego w Rzymie, zwłaszcza o opisie podróży sióstr ze Lwowa do Krakowa w czasie oblężenia Lwowa.  – „Przypuszczamy – kończyła – możliwość poparcia kilku z naszych Biskupów i wielu innych osobistości”[226].

Tymczasem Ojciec zaczął studiować traktat Benedykta XIV o beatyfikacji i kanonizacji świętych[227] i rozpoczął opracowywać Memorandum, zgodnie z wymaganiami Świętej Kongregacji Obrządków; rozpoczął też tłumaczyć na język francuski życiorys czcigodnej Matki Teresy Marchockiej, lecz była to praca ponad jego siły i zastąpiła go matka Teresa od Jezusa[228].  „Jakże wielką wdzięczność jestem winien Jej Wielebności za to, że zechciała podjąć się tłumaczenia życiorysu Czcigodnej Matki Teresy Marchockiej. Czułem, że brak mi sił do wykonania tej pracy. Trzeba by ją poprawić, co jest dużo trudniejsze, niż dokonanie tłumaczenia”[229]. Kilka słów, jakie dołączył do tego listu o. przeor[230], mówią nam, że rzeczywiście o. Rafał był słaby, codziennie po południu trochę gorączkował i kaszel nie dawał mu spokoju, lecz mimo to uczestniczył we wszystkich ćwiczeniach wspólnoty, a w refektarzu zadowalał się wspólnym posiłkiem. Taka cnota i taka praca zasługiwały na nagrodę. Czcigodna Matka Teresa od Jezusa Marchocka poprosiła Boga i Bóg mu jej udzielił. W kwietniu dowiedział się Ojciec o przybyciu do Krakowa młodej postulantki z Lublina, z miasta, które karmelitanki uświęciły swym pobytem w jego murach przez ponad dwieście lat; otrzymał też o niej pochlebne referencje.

30 kwietnia pisał do matki przeoryszy na Łobzowie: „Gdy chodzi o pannę z Lublina, byłaby wielka szkoda, gdyby miała zostać w świecie. Nie znajdzie tam szczęścia i nie da go innym. Proszę zachęcić ją do rozmyślania dwa razy dziennie (...)”. – Właśnie, gdy kończył pisać te słowa, postulantka była już w Wadowicach i prosiła go do rozmównicy. Po rozmowie z nią Ojciec dopisał na karcie pocztowej: „Postulantka przyjechała. Brewiarz doręczony. Wydaje się, że z oczu dobrze jej patrzy”[231]. – Miesiąc później siostra Teresa Maria od Najśw. Serca Jezusa otrzymała habit karmelitański w klasztorze łobzowskim. Urodziła się w dzień św. Teresy, 15 października 1879 roku, profesję złożyła 24 maja 1902 roku[232].

 

[Strona poprzedna]  [Góra]  [Strona następna]

 

PRZYPISY

[1] Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia powstało we Francji w 1818 roku. Jego zadaniem była praca nad resocjalizacją upadłych kobiet, stąd nazwa „magdalenki”. Pierwsze domy w Polsce powstały w roku 1862 w Warszawie i w 1868 Krakowie. W roku 1891książę Aleksander Lubomirski wybudował dla nich zakład w Łagiewnikach pod Krakowem. W roku 1920 polskie domy usamodzielniły się, tworząc odrębne zgromadzenie z przełożoną generalną.

[2] Wiktoria Skubiejska, zmarła na suchoty 28 II 1896. – Zob. list Marii Bernardy Tomickiej do o. Rafała, Józefów, 28 II 1896, w: APKB, AŚRK 45, Zbiór relacji i wspomnień o O. Rafale Kalinowskim, k. 8r-9r. Por. list 792, do o. Wacława Nowakowskiego, Wadowice, 30 IV 1894.

[3] Maria Bernarda Tomicka urodziła się w 1842, śluby zakonne złożyła w 1872; w tym czasie była przełożoną zakładu.

[4] Siostry Matki  Miłosierdzia do o. Jana Bouchauda, Kraków, bez daty, w: APKB, AŚRK 124, Opinie o Sł.B. Rafale Kalinowskim, k. 352.

[5] Przy ul. Żytniej.

[6] List 706, Wadowice, do Jerzego Kalinowskiego, 27 IX 1892.

[7] Zachariasz od Narodzenia NMP (Jules Bertrand, 1835-1918), z prowincji awiniońskiej, definitor generalny 1889-1895, 1895-1901. „Mały nowicjat” w Montélimar powstał w roku 1878.

[8] Na mocy prawa Combesa z 1 lipca 1901 roku, nakazującego rejestrację wszystkich zgromadzeń zakonnych, rozproszeniu uległo ok. 30 tysięcy zakonników. Liczne wspólnoty, także karmelitańskie, emigrowały do Belgii i Hiszpanii.

[9] Na tym zebraniu, po nauce, mali nowicjusze klękają, a o. dyrektor mówi im, w czym wykroczyli przeciw regulaminowi. Ci, do których się to stosuje, uderzają się w piersi, mówiąc: moja wina i całują ziemię. Ojciec dyrektor kieruje do nich kilka słów zachęty, nakłada im małą pokutę i każe usiąść. Ci, którym nie wytknie żadnego wykroczenia, mogą się oskarżyć sami i prosić o pokutę. (p.a.)

[10] Aby prosić o. dyrektora o radę lub wyjaśnienie wątpliwości dotyczących życia duchowego. (p.a.)

[11] O. Rafał czyni tu wyraźną aluzję do własnych doświadczeń z Hory Horek i Petersburga.

[12] Pierwszy statut Alumnatu z korektami o. Rafała, zatwierdzony przez definitorium prowincjalne 5-6 X 1892 roku znajduje się w Archiwum Prowincji Austriackiej we Wiedniu, Acta Definitorii Provincialis 1883-1898, s. 108-109. Nie jest jednak znany autograf wywodu cytowanego tutaj przez autora.

[13] Helena z Weryhów Kalinowska, żona Gabriela.

[14] Maria Kalinowska (1879-1947), w przyszłości żona Juliana Ślaskiego.

[15] Por. listy 763 i 806.

[16] O. Jan Bouchaud, w sporządzonym przez siebie spisie pierwszych tercjarek w Wadowicach, jako datę profesji księżnej Teresy Moruzi (s. Józefy od św. Rafała) wpisał 15 XI 1893, czyli Dzień Zaduszny Zakonu Karmelitańskiego.

[17] Emilia Prokura (Maria od Wcielenia), do nowicjatu została przyjęta 24 XI 1893 w wieku 54 lat, śluby złożyła 26 XI 1894.

[18] Bł. Maria od Wcielenia (Barbe Acarie, 1566-1618), wdowa, prowadziła w Paryżu słynny „salon teologiczny”, wychowała pierwsze karmelitanki francuskie, przyczyniła się do osiedlenia się Karmelitanek bosych we Francji (Paryż 1604), w 1614 wstąpiła do zakonu; zmarła w Pontoise. Pius VI ogłosił ją błogosławioną (1791).

[19] Anna Majówna z Gorzenia Górnego, w dniu obłóczyn miała 24 lata; śluby złożyła 25 XII 1894. Była siostrą o. Juliana Maja, jednego z pierwszych wychowanków Alumnatu w Wadowicach.

[20] Marianna Majówna (s. Joanna od Krzyża), została przyjęta do nowicjatu tercjarskiego 25 XII 1893 w wieku 22 lat; śluby złożyła 25 XII 1894. Jej towarzyszką była Julianna Wawro (s. Maria Magdalena de Pazzi) z Zawadki; również profesję złożyła razem z Marianną Majówną.

[21] Z Frydrychowic pochodziła Marianna Janeczko (s. Gabriela od Dzieciątka Jezus); do nowicjatu została przyjęta 7 I 1894 w wieku 20 lat, śluby złożyła 19 III 1895.

[22] Z Kleczy pochodziła Agata Kołodziej (s. Anna od Jezusa); do nowicjatu została przyjęta 7 I 1894 w wieku 22 lat, śluby złożyła 5 V 1895.

[23] Zob. Bł. R. Kalinowski, Świętymi bądźcie!, dz. cyt., teksty 33, 34 i 35. Wszystkie konferencje pochodzą z 1903 roku.

[24] Mt 5, 3.

[25] Mt 8, 2-3.

[26] Łk 18, 38-43.

[27] J 14, 21.

[28] Św. Jan od Krzyża, Droga na Górę Karmel, księga 2, rozdz. 22, 19. (p.a.)

[29] Opuszczono cytowane fragmenty, dotyczące zjawisk nadprzyrodzonych, z Drogi na Górę Karmel św. Jana od Krzyża i Twierdzy wewnętrznej św. Teresy od Jezusa.

[30] List ten nie zachował się.

[31] Teresa od Jezusa (Stolberg).

[32] Zofia od Jezusa (Piotrowska).

[33] List 764, do m. Anny Kalkstein, Wadowice, 14 XI 1893.

[34] Księżna Małgorzata Czartoryska (1846-1893), druga żona księcia Władysława, córka księcia de Nemours.

[35] List 766, do m. Anny Kalkstein, Wadowice, 21 XI 1893.

[36] Książę Adam Ludwik Czartoryski (1872-1937), po śmierci ojca przejął opiekę nad instytucjami emigracyjnymi, ugruntował byt Muzeum Czartoryskich w Krakowie, był mecenasem wielu instytucji naukowych i artystycznych, finansował również liczne dzieła dobroczynne.

[37] List 764, do m. Anny Kalkstein, Wadowice, 14 XI 1893.

[38] List 765, do m.  Mieczysławy Marii Wyczyńskiej.

[39] List 752, Wadowice, 9 VIII 1893.

[40] W odpisie francuskim błędnie: Dubit. Franciszek Dubil w latach 1852-1870 był nauczycielem niższej szkoły realnej w Wadowicach.

[41] „Wyżej wspomniano” o szpitalu wojskowym, położonym przy tej samej ulicy.

[42] Pierwszy szpital miejski (potem publiczny) powstał w roku 1833 przy obecnej ul. Wojska Polskiego 12. Szpital przy ul. Zawadzkiej (od 1901 roku Karmelickiej) został wybudowany w roku 1896.

[43] W latach 1892-1895 prefektem Alumnatu był o. Jan Bouchaud.

[44] Siostry Nazaretanki otworzyły w Wadowicach dwa domy: w roku 1894 pw. Opatrzności Bożej przy ul. 3 Maja (Lwowskiej), który prowadził działalność wychowawczą, a w roku 1897 zamieszkały w nowym budynku szpitalnym, przyjmując jego administrację i opiekę nad chorymi (dom Matki Bożej Pocieszenia).

[45] Bratowa Helena Kalinowska.

[46] M. Rozalia (Laura Zagrabińska, 1845-1917), felicjanka, do zgromadzenia wstąpiła w roku 1872.

[47] Lord Tomasz Longueville założył bractwo nieuleczalnie chorych (1884), podporządkowane zgromadzeniu Kamilianów. W roku 1890 przełożony generalny Kamilianów Jan Mattis mianował o. Rafała promotorem tego bractwa z prawem wyznaczania zelatorów i zelatorek.

[48] List 1102, do s. Marii Ksawery Czartoryskiej, Czerna, 1 XI 1898.

[49] APA, Acta Definitorii Provincialis 1883-1898, sesja z 29 V 1895, s. 140-141.

[50] Benedykt od Jezusa (Herzog, 1854-1935), w 1870 wstąpił do zakonu, w 1876 otrzymał święcenia kapłańskie, w maju 1895 roku jako prowincjał austriacki brał udział w kapitule generalnej i został definitorem generalnym; wybór ten został ponowiony na kolejnej kapitule w roku 1901.

[51] Była to suma uzyskana ze sprzedaży części realności należącej do klasztoru św. Michała w Krakowie, a którą aktualnie administrował klasztor w Czernej. Zob. Acta Definitorii Generalis O.C.D. Congregationis S. Eliae (1863-1875) et totius Ordinis (1875-1920), vol. 2, dz. cyt., s. 334.

[52] Albert od Nawiedzenia NMP (Wojciech Drobniak, 1877-1910), habit zakonny otrzymał 5 lipca 1895 roku, święcenia kapłańskie 26 czerwca 1902 roku w Wadowicach; zmarł w Czernej na gruźlicę.

[53] Edward od św. Teresy (Franciszek Palka, 1854-1925), urodził się w Imielinie, w 1882 roku wstąpił do klasztoru w Czernej; zmarł w Krakowie.

[54] Klasztor świętych Michała i Józefa w Krakowie powstał w roku 1617. Po kasacie w roku 1787 został zamieniony na więzienie. W latach 1631-1643 zakonnicy z tego klasztoru prowadzili duszpasterstwo młodzieży akademickiej pod nazwą Oratorium pietatis academici.

[55] Klasztor Chrystusa Zbawiciela w Wiśniczu Nowym powstał w roku 1630 jako wotum za zwycięską obronę Chocimia, oblężonego przez przeważające siły tureckie (1621). Został skasowany w roku 1783 przez cesarza Józefa II i zamieniony na więzienie. W latach 1940-1942 kościół został rozebrany na polecenie władz niemieckich, a jego wyposażenie zniszczone i rozgrabione.

[56] Pierwsi karmelici zamieszkali w Berdyczowie najpewniej w roku 1630, potem losy fundacji z powodu wojny na Ukrainie i konfliktu ze spadkobiercami fundatora były zagrożone aż do początku XVIII wieku. Już w XVII wieku w kościele berdyczowskim był czczony obraz Matki Bożej, w połowie XVIII wieku w klasztorze powstała drukarnia. Klasztor został skasowany w roku 1866; na kilka lat wrócili tam karmelici pod koniec I wojny światowej (1918-1926); ponownie sanktuarium berdyczowskie odzyskano w 1991 roku.

[57] Oryginał odezwy nie zachował się. Tutaj autor odsyła do rozdziału V swej pracy, gdzie omówił nabożeństwo do Najśw. Maryi Panny w życiu o. Rafała.

[58] L. Baunard, Général de Sonis, d’après ses papiers et sam correspondance, Paris 1899. Przekład polski: Jenerał Sonis. Życiorys spisany na podstawie pozostałych papierów i korespondencyj, Kraków 1895; Warszawa 1905. – Sługa Boży generał Gastone de Sonis (1825-1887), uczestnik bitwy pod Solferino (1859), był tercjarzem karmelitańskim.

[59] Żywot czcigodnego brata Franciszka od Dzieciątka Jezus zakonu karmelitów bosych, tłum. A.D., Kraków 1889. – Franciszek od Dzieciątka Jezus (Pascual Sánchez, 1544-1604), Hiszpan, do zakonu wstąpił w roku 1598; zasłynął ze szczególnego kultu Dzieciątka Jezus.

[60] Julia z hr. Potockich Branicka, żona hr. Władysława (1848-1914), znanego działacza społecznego,  mecenasa kultury i fundatora kilku kościołów.

[61] „Kronika Rodzinna”, dwutygodnik (tygodnik) wydawany w Warszawie 1867-1914, adresowany do rodzin katolickich. W latach 1905-1907 redaktorem pisma był ks. M. Godlewski.

[62] Opuszczono jedno zdanie o Kościele prawosławnym.

[63] Zob. list 941.

[64] Kapituła odbyła się w dniach od 7 do 12 maja w Linzu. – APA, Acta Capitulorum Provinciae S. Leopoldi 1703-1951, nlb.

[65] Nowy prowincjał, o. Bonawentura Kirschstein, dopiero 12 czerwca dokonał nominacji przełożonego w Wadowicach. – Zob. APKB,, AŚRK 2, Documenta originalia..., nr 42.

[66] Oto tekst dokumentu: „W Imię Trójcy Przenajświętszej. Amen. Gdy na Stolicy Apostolskiej zasiadał Ojciec Święty Leon XIII, a w Monarchii Austryackiej szczęśliwie panował Najjaśniejszy Cesarz i Król Franciszek Józef I, Najprzewielebniejszy Książę Biskup Krakowski Jan Kniaź z Kozielska Puzyna poświęcił i położył kamień węgielny pod Kościół pod wezwaniem św. Józefa, przy wznoszącym się Klasztorze Zakonu Najświętszej Panny Maryi z Góry Karmelu Karmelitów Bosych, fundacyi Klasztoru tegoż Zakonu w Czernej. Prowincjałem był Przewielebny Ojciec Bonawentura od Najświętszego Serca Maryi, Przełożonym zaś miejscowym W.O. Rafał od św. Józefa. Budowa prowadzi się staraniem i nakładem Klasztoru w Czernej, z przyczynieniem się w części do tego  pobożnych osób. Wykonaniem zajął się Wielmożny Pan Adam Kozłowski, Budowniczy. Działo się to w Wadowicach, Diecezyi Krakowskiej, roku Zbawienia Tysiącznego ośmsetnego dziewięćdziesiątego ósmego, dnia 11 miesiąca września (...) pokornie błagamy Pana Zastępów, aby wznoszący się Kościół z Klasztorem sam stał się kamieniem węgielnym pod budowę licznych Domów Zakonu Najświętszej Panny Maryi z Góry Karmelu w Ojczyźnie naszej na miejscu tych, które przez nieprzyjaciół Kościoła Świętego uległy zburzeniu lub zniszczeniu (...)”. – AKW I, 1, Kronika Klasztoru w Wadowicach, t.1, s. 18-19. .

[67] List 1088, do o. Jana Nepomucena Sowy, Kraków, 20 VIII 1898. Dokument z apostolskim błogosławieństwem Leona XIII dla uczestników uroczystości poświęcenia kamienia węgielnego znajduje się w AG, 91 f bis.

[68] Jan Kanty od św. Teresy (Alojzy Osierda, 1878-1948), habit zakonny otrzymał 24 sierpnia 1897 roku, po roku złożył śluby, w 1904 otrzymał święcenia kapłańskie; był kronikarzem prowincji i zasłużonym zbieraczem źródeł do jej dziejów.

[69] Br. Hilarion od Dzieciątka Jezus (Stanisław Słowik), ur. w 1867 w Zwierzyńcu pod Krakowem, do zakonu wstąpił w 1892, pierwsze śluby złożył w 1897; w 1899 opuścił zakon.

[70] Adam Kozłowski, ur. ok. 1864 w Grzybowie, w guberni kieleckiej, architekt, opracował także plan klasztoru sióstr nazaretanek (1905). Data śmierci nie jest znana.

[71] Richard Jordan.

[72] List 1010, do m. Teresy Steinmetz.

[73] Por. list 1382, do m. Anny Kalkstein OCD, Wadowice, 12 III 1902: „Ciągle mi przeszkadzano w pisaniu: chłopaki o. Kazimierza z zadaniami matematyki...”.

[74] List 1113, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej, Czerna, 22 XII 1898.

[75] Zob. List 1017, przypis b.

[76] List 1017, do m. Teresy Steinmetz.

[77] List 1022, do m. Marii Agnieszki Piron, Wadowice, 21 I 1898.

[78] List 1020, do m. Anny Kalkstein, Wadowice, 19 I 1898.

[79] List 1038, do m. Anny Kalkstein, Wadowice, 3 III 1898.

[80] O. Maurycy od św. Pawła (Paweł Michalski, 1857-1928), w 1887 złożył śluby zakonne, w 1892 otrzymał święcenia kapłańskie. Był przeorem w Czernej w latach 1897-1900.

[81] List ten nie zachował się.

[82] Według kroniki br. Izydora Wojdarskiego, 19 września o. Bartłomiej Díaz de Cerio przyjechał z Czernej do Wadowic i tymczasowo objął urząd przełożonego, natomiast 22 września o. Rafał wyjechał do Czernej. 27 listopada o. Bartłomieja zastąpił o. Chryzostom Lamoš; o. Bartłomiej wyjechał do Grazu (APKB,, AKWD 1, k. 9r). W tym czasie w składzie zgromadzenia zaszła jeszcze jedna zmiana: 12 września do Czernej wyjechał o. Jan Nepomucen Sowa, a na jego miejsce z Czernej przyjechał o. Romuald Kućka. Nie znamy daty wizytacji kanonicznej prowincjała. Prawdopodobnie miała miejsce bezpośrednio po poświęceniu kamienia węgielnego. O. Rafał w czerwcu towarzyszył prowincjałowi jako tłumacz w czasie wizytacji klasztorów karmelitanek bosych, a lipiec i sierpień spędził na rekonwalescencji przy klasztorze karmelitanek w Krakowie na Łobzowskiej, dlatego o. Jan Bouchaud napisał, że po 25 marca o. Rafał „jeszcze przez dwa miesiące kierował swym zgromadzeniem”. Pierwszy list pisany w Wadowicach nosi datę 9 września, a ostatni z Krakowa: 27 sierpnia.

[83] List 1104, do m. Anny Kalkstein, Czerna, 17 XI 1898.

[84] [Pinocci] Grzegorz od Ducha Świętego, Ozdoba y obrona ukraińskich krajów, przecudowna w Berdyczowskim obrazie Marya..., t. I-II, Berdyczów 1767.

[85] Krótkie opisanie założenia klasztoru panieńskiego Zakonu Karmelitańskiego reformowanego w Lublinie pod tytułem S. Josepha y S. Matki Naszey Teresy (APKB,, AP 104).

[86] Pamiątka nadzwyczajnego zdarzenia. Opis oblężenia Berdyczowskiego klasztoru przez Rosjan w czasie Konfederacji barskiej 1768 r. Dodatek do „Czasu”, t. VII, 1857, s. 669. – Przypis autora: Nasz klasztor w Berdyczowie, położony na wzniesieniu i otoczony murami, nazywano „fortecą Maryi”. Bronili się w nim konfederaci barscy pod wodzą Kazimierza Puławskiego, oblegani przez Rosjan.

[87] A. Guépin, Saint Josaphat archevêque de Polock martyre de l’unité catholique et l’Eglise grecque unié en Pologne, t. 1-2, Paris 1874 (wyd. polskie, skrócone, Lwów 1885).

[88] List 1106, Czerna, 22 XI 1898.

[89] Autor pośrednio zwracał się do księżnej Cecylii Lubomirskiej w liście adresowanym do m. Marii Ksawery Czartoryskiej (List 1114, 1898). O. Rafał pragnął przekonać księżnę do pokrycia kosztów reprintu wspomnianego wyżej dzieła o. Grzegorza Pinocciego.

[90] Wspomniana kronika znajduje się obecnie w Archiwum Prowincji Krakowskiej w Czernej, rkps AKBW 1, Fundacja Klasztoru SS. Karmelitanek Bosych w Wilnie.

[91] List 1107, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej, Czerna 29 XI 1898.

[92] Teresa od Jezusa (Marianna Marchocka, 1602-1652), w 1620 wstąpiła do klasztoru w Krakowie, w 1642 wyjechała jako przełożona na fundację do Lwowa, w 1649 wyjechała jako przełożona na fundację do Warszawy, gdzie zmarła w opinii świętości. Jest autorką autobiografii mistycznej.

[93] Ignacy od św. Jana Ewangelisty (zm. 1677), zasłużony kronikarz prowincji polskiej i ceniony spowiednik. Na jego polecenie m. Teresa Marchocka napisała autobiografię (Autobiografia mistyczna m. Teresy od Jezusa, karm. bosej. Anny Marchockiej. 1603-1652, wyd. K. Górski, Poznań 1939). O. Ignacy był również autorem biografii m. Teresy: Żywot y wysokie cnoty W. Matki Teresy od Pana Jezusa Marchockiey..., Lwów 1752.

[94] List 1110, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej, Czerna 9 XII 1898.

[95] Maurycja Teresa od Przemienienia Pańskiego (Paulina Bubnowska, 1822-1899), w 1840 wstąpiła do klasztoru w Wilnie,  w 1841 złożyła śluby zakonne; po kasacie klasztoru (1865) wyjechała najpierw do Paryża, w 1866 przyjechała do Krakowa na Wesołą, przywożąc ze sobą archiwalia i pamiątki klasztorne. Zmarła w klasztorze na Wesołej.

[96] Antonina od Ducha Świętego (Jadwiga Janeczko, ok. 1844-1901), w 1854 wstąpiła do zakonu w Krakowie, kilkakrotnie była przeoryszą klasztoru na Wesołej (1883-1886, 1889-1892, 1895-1901).

[97] List 1110.

[98] List 1120, do m. Anny Kalkstein.

[99] List 1128, do m. Anny Kalkstein, Czerna, 17 II 1899.

[100] Karmelitanki przemyskie w 1899 roku uzyskały zgodę m. Marii Gonzagi na polskie wydanie autobiografii s. Teresy od Dzieciątka Jezus; pod tytułem Dzieje duszy czyli żywot siostry Teresy od Dzieciątka Jezus i od Najśw. Oblicza, karmelitanki bosej, 1873-1897, przez nią samą skreślony. Listy. Poezje. Książka ukazała się drukiem w 1902 roku w Księgarni św. Wojciecha w Poznaniu. Przekładu dokonały m. Anna od Jezusa i jej siostra Maria Kobylińska. Por. List 1292, do m. Anny Kalkstein, Wadowice, 5 X 1901.

[101] Wielebna siostra Teresa od św. Augustyna, karmelitanka bosa..., Kraków 1897. Broszura zawiera: Krótkie opisanie życia Ludwiki Marii... (przedruk z wydania: Warszawa 1788) i ks. Augustyna Lipińskiego Kazanie na uroczystych egzekwiach za nieśmiertelnej pamięci Ludwikę Maryą z królewnej francuskiej karmelitankę bosą... (1 wyd. Warszawa 1788, 2 wyd. Kraków 1791. – Teresa od św. Augustyna (1737-1787), córka króla francuskiego Ludwika XV i Marii Leszczyńskiej, córki króla Stanisława Leszczyńskiego. Jej proces beatyfikacyjny, rozpoczęty w XIX wieku, nie został ukończony.

[102] List 1135, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej, Czerna, 17 IV 1899.

[103] Ks. Andrzej Klimczak (1840-1910), w 1865 wyświęcony na kapłana, 1866-1876 katecheta w Gimnazjum wadowickim, od 1876 proboszcz we Frydrychowicach; dziekan wadowicki.

[104] List 1154, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej, Wadowice, 27 VIII 1899.

[105] W. [Nowakowski], Kazanie o czci św. Józefa w dzień konsekracyi kościoła OO. Karmelitów bosych pod wezwaniem św. Józefa w Wadowicach, Kraków 1899, s. 17.

[106] Nie jest to cytat, ale streszczenie myśli o. Wacława, zawartych w kazaniu.

[107] Tu O. Rafał mówi o sobie. (Przypisek X. Wacława)

[108] Ps 113b, 1. Cały cytat pochodzi ze wstępu do wspomnianego wyżej Kazania o. Wacława Nowakowskiego, s. 5-6.

[109] Marian od św. Józefa ( Józef Goeschlberger, 1869-1946), w 1886 wstąpił do zakonu w Grazu, w 1893 przyjął święcenia kapłańskie; prawie całe życie zakonne spędził w klasztorach polskich. Zmarł w Czernej.

[110] Jan od Krzyża (Wurm), urodził się w roku 1876, śluby złożył 1894, w 1902 otrzymał święcenia kapłańskie.

[111] Engelbert od Wszystkich Świętych (Deventer), urodził się w 1875, w 1897 złożył śluby zakonne, w 1902 otrzymał święcenia kapłańskie; w 1921 porzucił zakon.

[112] T.M. Zigliara, Summa philosophiae in usum scholarum, vol. 1-3, Lugduni 1887. W bibliotece klasztornej w Wadowicach są również wydania: Lugduni 1880, Lugduni-Paris 1887 i Paris 1905.

[113] Autograf tego tekstu nie zachował się.

[114] O. Czesław Jakubowski w latach 1912-1918 był magistrem nowicjuszów, 1905-1907 prefektem w Alumnacie, 1922-1928 uczył w Niższym Seminarium różnych przedmiotów.

[115] Georgio a S. Joseph, Geistchlise Morgen- und Abendbrot, vol. 1-4, Reisach 1865-66 (wyd. pol.: Chleb powszedni. Rozmyślania na wszystkie dni roku kościelnego, wolny przekład z niemieckiego, opracował i uzupełnił o. Otto Filek OCD, wyd. 1, t. 1-2, Kraków 1959; wyd. 3, Kraków 1966).

[116] Notes du R.P. Jean Kanty C.D. sur le R.P. Raphaël, zeszyt 1-2, w: APKB,, AŚRK 44, k. 58-96.

[117] O. Jan Kanty Osierda był magistrem nowicjuszów w latach 1926-1927.

[118] List 1175, do o. Jana Nepomucena, Czerna, 18 XII 1899.

[119] Aniela Dominika od Najśw. Sakramentu (Karolina Sawlińska), w 1850 wstąpiła do klasztoru w Wilnie, w 1852 otrzymała habit zakonny, w 1855 złożyła śluby zakonne jako konwerska; po kasacie klasztoru w 1865 razem ze zgromadzeniem zamieszkała w klasztorze benedyktynek wileńskich. Zmarła 27 kwietnia 1897 roku.

[120] List 962, Czerna, 21 V 1897.

[121] Maria Józefa od św. Teresy (Henryka Antonina Joanna Zakrzewska, 1844-1906), w 1887 wstąpiła do klasztoru, w roku następnym, 30 października, złożyła śluby zakonne; zmarła w Przemyślu.

[122] Z powodu wznowienia przez Rosjan działań wojennych przeciwko Polsce, 28 lipca 1655 karmelitanki wileńskie opuściły miasto kierując się na południe. Pod koniec roku dotarły do Podolińca na Spiszu, skąd udały się na Morawy, gdzie mieszkały do 1659 roku. W lipcu tego roku wyjechały do Krakowa, skąd w jesieni 1661 do Przemyśla. W kwietniu 1667 wróciły do Wilna.

[123] List 1158, do m. Anny Kalkstein, Linz 3 X 1899.

[124] Ignacy od św. Jana Ewangelisty OCD, Żywot Wielebnej Matki Teresy od Pana Jezusa Marchockiej, Kraków 1901. Jest to skrócone wydanie z pierwszego wydania (Lwów 1752), z posłowiem św. Rafała Kalinowskiego.

[125] Teresa od Jezusa (Steinmetz).

[126] List 1156, do m. Anny Kalkstein, Kraków, 6 IX 1899.

[127] Klasztory... Wilno, Kraków 1900.

[128] Por. Tb 12, 21.

[129] Klasztory... Wilno, s. III.

[130] Feliks Zienkowicz (1843-1910), za udział w powstaniu styczniowym zesłany na Syberię; jeden z najbliższych przyjaciół Józefa Kalinowskiego. Zmarł w Warszawie.

[131] List ten nie zachował się.

[132] Maria Magdalena od Pięciu Ran Jezusa (Natalia z hr. Jezierskich Popielowa, 1846-1918), po śmierci męża, Marcina, w 1899 wstąpiła do klasztoru w Krakowie przy ul. Łobzowskiej, śluby złożyła 16 X 1900 r.

[133] Abp Wincenty Teofil Popiel-Chościak (1825-1912), od 1863 biskup płocki, po kilkuletnim zesłaniu za obronę praw Kościoła, w 1875 przeniesiony na biskupstwo kujawsko-kaliskie, od 1883 arcybiskup warszawski.

[134] Fundatorem klasztoru karmelitów bosych w Wiśniczu był Stanisław Lubomirski (1583-1649), wojewoda ruski (1628), następnie wojewoda i starosta krakowski (1638).

[135] Helena Tekla z Ossolińskich (zm. 1687), żona Aleksandra Michała Lubomirskiego (zm. 1677), koniuszego koronnego i wojewody krakowskiego (1668).

[136] Jerzy Ossoliński (1595-1650), kanclerz wielki koronny (1643),wybitny polityk i dyplomata.

[137] List 1167, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej, Czerna, 27 XI 1899.

[138] List 1168, do m. Franciszki Teresy Kalkstein, Czerna, 27 XI 1899.

[139] Bp Józef Weber (1856-1918), profesor i rektor seminarium we Lwowie, od 1895 sufragan lwowski; w 1906 zrezygnował z funkcji sufragana, wstąpił do zmartwychwstańców i pracował w Ameryce Północnej.

[140] List ten nie zachował się.

[141] Henryk Piotr Kossowski (1828-1903), rektor Akademii Duchownej w Warszawie (1863), proboszcz na Lesznie w Warszawie (1871), od 1867 sufragan płocki, od 1889 sufragan kujawsko-kaliski; zasłużony tłumacz dzieł religijnych, m.in. pism św. Teresy od Jezusa.

[142] W 1646 roku powstał w Lublinie drugi klasztor karmelitanek bosych pw. Niepokalanego Poczęcia NMP. W 1807 zamieszkały w nim również zakonnice ze skasowanego klasztoru św. Józefa. W 1819 klasztor został skasowany przez władze Królestwa Polskiego. Zakonnicom przyznano prawo mieszkania w swoim domu do śmierci. W 1826 roku do klasztoru przeniesiono szpital prowadzony przez szarytki, zostawiając część pomieszczeń dla karmelitanek na dożywocie. Ostatnia karmelitanka zmarła ok. 1870 roku.

[143] List 1167, jw.

[144] Henryk Wohl (ur. 1836), Żyd, brał czynny udział w pracach warszawskiego koła Białych. Skazany na 10 lat katorgi, przebywał z Kalinowskim najpierw w Usolu, potem w Irkucku. W roku 1883 wrócił do Warszawy. O spotkaniu Wohla z o. Rafałem zob. list 1160, do Feliksa Zienkowicza, Kraków, 8 X 1899.

[145] Marian Dubiecki (1838-1929), sekretarz do spraw Rusi w Rządzie Narodowym, aresztowany w kwietniu 1864, kilka lat zesłania spędził w Irkucku, gdzie spotkał się z Kalinowskim; w 1883 wrócił do kraju i zamieszkał w Krakowie. Był autorem wielu prac o powstaniu styczniowym.

[146] Apolin Hofmeister (1825-1890), pochodził z protestanckiej rodziny niemieckiej. Był dwukrotnie zsyłany na Syberię: w latach 40., następnie po powstaniu styczniowym na bezterminową katorgę do Usola. Zmarł w Krakowie, przyjęty przedtem do Kościoła katolickiego przez o. Wacława Nowakowskiego.

[147] Hieronima Rozalia od Przenajśw. Sakramentu (Zienkowiczówna), w 1788 złożyła śluby w klasztorze wileńskim mając 22 lata; zmarła w 1828 w Wilnie.

[148] Mikołaj Jan Zienkowicz (1670-1762), od 1718 sufragan żmudzki, w 1730 przeniesiony na biskupstwo wileńskie.

[149] List 1160, do Feliksa Zienkowicza, Kraków, 8 X 1899.

[150] Józef Łagowski (zm. 1870), na zesłaniu w Usolu i Irkucku należał do grona przyjaciół Józefa Kalinowskiego. Był bardzo ceniony jako człowiek i lekarz. W Irkucku Kalinowski był wychowawcą jego córek: Kasi (Konstancji) i Marysi.

[151] Fiodor (Teodor) Gamełło, Rosjanin z Kraju Zabajkalskiego, w Irkucku pozostawał pod opieką Kalinowskiego i uczęszczał do miejscowego gimnazjum.

[152] Stanisław i Helena z Podgórskich Olendzcy (Olędzcy), jedna z polskich rodzin zesłańczych w Usolu i potem w Irkucku.

[153] Oryginał tego listu nie zachował się.

[154] Iza (Elżbieta) z Czartoryskich Działyńska (1830-1899), córka księcia Adama Jerzego, od 1857 żona Jana Działyńskiego, kierowała sprawami gospodarczymi Hotelu Lambert oraz zarządzała Instytutem Polskim dla córek emigrantów.

[155] List 920, do s. Marii Ksawery Czartoryskiej, Czerna, 18 X 1896.

[156] List ten nie zachował się.

[157] Maria Leszczyńska (1703-1768), córka Stanisława, króla Polski, żona Ludwika XV, króla Francji.

[158] B. Proyart Liévain, Vie de Marie Lesz[czy]ńska, princesse de Pologne, reine de France..., 1 wyd. Bruxelles 1794 (Marya Leszczyńska, królowa Francji, księżniczka polska, tłum. [T. Kochówna], Kraków 1825; Warszawa 1863)

[159] List 988, do Heleny i Gabriela Kalinowskich, Wadowice, 23 VIII 1897.

[160] Stanisław Tarnowski (1837-1917), historyk i krytyk literatury polskiej, publicysta; jeden z przywódców krakowskich konserwatystów.

[161] List 985, do o. Wacława Nowakowskiego, Wadowice, 16 VIII 1897.

[162] List 1093, do Heleny Kalinowskiej, Kraków, 27 VIII 1898.

[163] Maria, córka Gabriela i Heleny Kalinowskich.

[164] List 1237, do Heleny Kalinowskiej, Wadowice, 9 XI 1900.

[165] Helena Stanisława i Zofia – córki Gabriela i Heleny Kalinowskich.

[166] Lucjan Kalinowski (1883-1936), syn Gabriela i Heleny Kalinowskich.

[167] Droga doskonałości, 3, 6, w: Teresa od Jezusa, Dzieła, t. 2, Kraków 1987, s. 21.

[168] Ludwik Gaston de Ségur, Piekło, czy jest i czym jest, tłum. z franc., Warszawa 1892.

[169] List 922, do Heleny Kalinowskiej, 26 XI 1896. Matka Heleny Kalinowskiej była kalwinką i w tym wyznaniu zmarła.

[170] List 950, do Marii Kalinowskiej (córki Gabriela), Czerna, 5 IV 1897.

[171] Gabriel Kalinowski w tym czasie był ciężko chory.

[172] List 950, do Marii Kalinowskiej (córki Gabriela), Czerna, 5 IV 1897.

[173] Nigdy nie odważył się napisać: „Miałem...”. (p.a.)

[174] Teresa Marchocka.

[175] List 1251, do Heleny Kalinowskiej, Wadowice, 4 II 1901.

[176] Aleksander Kalinowski (1851-1920) poślubił Wandę Drewnowską (1866-1931).

[177] Maria z Gruszeckich Kalinowska (zm. 1900), od 1857 żona Wiktora.

[178] List 1406, do Aleksandra Kalinowskiego, Czerna, 25 XI 1903. Zob. także listy: 1417, 1427, 1432, 1437...

[179] List 705, do Wandy i Aleksandra Kalinowskich, Wadowice, 24 IX 1892.

[180] Zofia, córka Gabriela i Heleny Kalinowskich (1889-1947), zamężna za Edwarda Wernera.

[181] Zofia, córka Aleksandra i Wandy Kalinowskich.

[182] List 1139, do Aleksandra Kalinowskiego, Czerna, 6 V 1899.

[183] Zob. listy 1501 (do A. Kalinowskiego, Czerna, 31 X 1905) i 1528 (do Lucjana Kalinowskiego, Czerna, 14 III 1906).

[184] Ks. Marceli Godlewski (1865-1945), działacz społeczny w Królestwie Polskim, redagował m.in. „Kronikę Rodzinną” (1905-1907).

[185] Marian (1872-1941) i Jan (1873-1928) byli synami Karola (zm. 1886) i Martyny (zm.1886) Kalinowskich.

[186] List 1406, do Aleksandra Kalinowskiego, Czerna, 25 XI 1903.

[187] Klasztor Karmelitów bosych w Warszawie, po kasacie zakonów w roku 1864, został zajęty przez Akademię Duchowną a następnie przez Wyższe Seminarium; biblioteka klasztorna tam pozostała. (p.a)

[188] Skarb rozmaitych łask i odpustów zakonowi karmelitańskiemu powierzony z przywilejów od Ojców S.S. Papieżów względem Szkaplerza S. pozwolonych zebrany..., Gdańsk 1735.

[189] List 1035, do Jerzego Kalinowskiego, Wadowice, 21 II 1898.

[190] Ezechiel od Najśw. Serca Jezusa (Bilbao Imaz, 1862-1938), Hiszpan, w latach 1907-1913 generał zakonu.

[191] W wydaniu Vincent de la Fuente. W innych wydaniach tekst ten znajduje się w rozdziale 30 i 31. (p.a.) Por. Droga doskonałości, 30, 7, w: Dzieła, t. 2, dz. cyt., s. 148.

[192] Uwolnienie od czyśćca w pierwszą sobotę po śmierci, jeżeli się zachowało warunki przypisane warunki. (p.a.)

[193] Wyjaśnienie generała Zakonu Karmelitańskiego z 10 czerwca 1910 r. (p.a.)

[194] List 1146, do m. Anny Kalkstein, Kraków, 25 VII 1899.

[195] Przeoryszą w Przemyślu była m. Anna Kalkstein.

[196] List 1190, do m. Anny Kalkstein, Kraków, 13 II 1900.

[197] „Ulecz mnie, Panie, a będę uleczony”. – Jer  17, 14.

[198] List 1199, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej, Wiedeń, 3 V 1900.

[199] List 1200, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej, Linz, 12 V 1900.

[200] S. Zofia Piotrowska.

[201] List 1210, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej, Linz, 10 VI 1900.

[202] Maria Bronisława od św. Łukasza (Bronisława Karłowska, 1855-1930), do zakonu wstąpiła w klasztorze łobzowskim w Krakowie (1879), w 1884 wyjechała na fundację do Przemyśla; zmarła w Przemyślu.

[203] List 1206, do m. Anny Kalkstein, Linz, 5 VI 1900.

[204] Dan 3, 75.

[205] List ten nie zachował się.

[206] List 1264, do m. Anny Kalkstein, Wadowice, 21 III 1901.

[207] List 1188, do m. Anny Kalkstein, Czerna, 1 II 1900.

[208] Por. list 1292, do m. Anny Kalkstein, Wadowice, 5 X 1901. Wbrew zdaniu o. Bouchauda, nie ma dowodów na to, że o. Rafał pracował nad poprawieniem przekładu Dziejów duszy. W cytowanym liście jest mowa tylko o polskim tytule autobiografii. Swój krytyczny sąd o polskim przekładzie powtórzył o. Rafał jeszcze raz w liście z 2 grudnia 1906 roku do m. Anny Kalkstein: „Książka robi bardzo dobre wrażenie, ale jest trudna do przełożenia na język polski. Jest rzeczą prawie niemożliwą oddać w innym języku całą gamę wyrażanych tam uczuć” (List 1617).

[209] Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Pisma, t. 2, Kraków 1971, s. 9-12 (Żyć miłością).

[210] List 1361, do przeoryszy w Lisieux. – List ten został załączony jako jedno  ze świadectw do francuskiego wydania L’histoire d’une âme (1907, s. 106).

[211] Mowa o s. Marii Weronice Smoczyńskiej.

[212] List 1225, do m. Anny Kalkstein, Kraków, 16 IX 1900.

[213] Biblioteka Karmelitanek Bosych na Wesołej w Krakowie, rkps 255.

[214] Barbara Teresa od Najśw. Sakramentu (Teofila z Kretkowskich Zadzikowa, 1609-1670), w 1634 wstąpiła do klasztoru św. Józefa w Lublinie, w 1665 roku wyjechała na fundację w Poznaniu; zmarła w Poznaniu. Wspomniany rękopis jest przechowywany w Bibliotece Karmelitanek Bosych w Krakowie na Wesołej (rkps 288).

[215] List 1220, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej, Lwów, 31 VIII 1900.

[216] O. Jan Bouchaud, jak mu się to niejednokrotnie zdarzało, dosyć swobodnie przetłumaczył list. Oto prawdziwe brzmienie tekstu: „Nie tak szybko, nie tak szybko! Pas si prędko. Więcej cierpliwości z obrazem błogosławionej M. Teresy od Jezusa. Pojutrze proszę łaskawie zapoznać się z wszystkimi pismami, które złożyłem przez Waszą Wielebność na Wesołej. Powinniśmy zjawić się tam jutro lub we wtorek”. Wzmianka o kliszach z Pragi pochodzi z listu poprzedniego. – List 1222, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej, Lwów, 3 września 1900.

[217] Zob. list 1234, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej, Wadowice, 23 X 1900.

[218] Eusebius ab Omnibus Sanctis, Enchiridion chronologicum Carmelitarum Discalceatorum Congregationis Italiae..., Romae 1737, s. 237-238. W cytacie przywrócono brzmienie oryginału, nieco przez o. Rafała zmienione.

[219] Klasztory..., Lwów – Warszawa, Kraków 1901, Wstęp, s. VII.

[220] Klasztory..., Lwów – Warszawa, Kraków 1901, Wstęp, s. V.

[221] Anatol Nowak (1862-1933), w 1885 otrzymał święcenia kapłańskie, w 1900 został sufraganem krakowskim, w 1924 ordynariuszem przemyskim.

[222] Ks. Władysław Bandurski.

[223] Dionizy od św. Teresy (Steyaert, 1827-1910), z prowincji flandryjskiej, był definitorem generalnym (1889-1892), w latach 1892-1895 wikariuszem generalnym; uzyskał beatyfikację naszych męczenników o. Dionizego od Narodzenia Pańskiego i br. Redempta od Krzyża. (p.a)

[224] Belgijka, jedna z fundatorek klasztoru w Poznaniu w 1867 roku i w na Łobzowie w Krakowie, gdzie kilkakrotnie była przeoryszą. (p.a). Krystyna od św. Michała (Christine van der Put, 1779-1628) w 1608 wstąpiła do zakonu w Louvain, w 1612 przybyła na fundację do Krakowa; zmarła w Krakowie.

[225] List 1250, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej, Wadowice, 23 I 1901.

[226] List 1265, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej, Wadowice, 22 III 1901. Por. także listy: 1260 i 1261.

[227] Benedykt XIV (P. Lambertini), De servorum Dei beatificatione et beatorum canonizatione, t.1-4, Boloniae 1734-1738.

[228] Przekład ten, poszerzony o kilka życiorysów karmelitów i karmelitanek bosych z Polski, ukazał się w roku 1905, in 8º, w wydawnictwie Société Saint-Augustin, Desclée... (p.a.). – R.P. Ignace de St.-Jean l’Évangéliste, Vie et vertus héroïques de la Mère Térèse de Jésus (Marchocka) (...) 1603-1652, d’après ses propres mémoires, les chroniques de ses monastères et sa vie, Lille-Paris-Bruges 1905.

[229] List 1265, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej, Wadowice, 22 III 1901. Zob. też listy: 1331, 1335, 1457 i 1602 – wszystkie do m. Teresy Steinmetz.

[230] O. Bartłomiej Díaz de Cerio.

[231] List 1270, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej, Wadowice, 30 IV 1901.

[232] Teresa Maria od Najśw. Serca Jezusa (Jadwiga Szajdzicka, 1879-1955), habit otrzymała 24 maja 1901; była czterokrotnie przeoryszą klasztoru (1920-1923, 1926-1929, 1932-1935 i 1941-1945).

 

 

Powiększ napisy:

 
Joomla 1.5 Templates by Joomlashack