A Free Template From Joomlashack

A Free Template From Joomlashack

KSIĄŻKI ON-LINE

 

Uwaga
- nowa książka na witrynie:

Jean-Baptiste Bouchaud

MIŁOŚĆ ZA MIŁOŚĆ

Życie zakonne św. Rafała Kalinowskiego

Zapraszam do lektury

 

Książka "Dogmat Świętych Obcowanie" do której tekst zebrał i opracował w 1980 roku mói Tata
ś.p. Bernard Paweł Jan Tuszyński

Herman Cohen - Augustyn-Maria od Najsw. Sakramentu

Życie ojca Hermana
- Augustyna-Marii
od Najśw. Sakramentu

Książka wydana przez Siostry Miłosierdzia z Łagiewnik 1898 r

"Źródłem, z którego wypłynęły potoki miłości, siłą, która sprowadziła wylew dotąd nieznanej radości - była wiara święta. Nie ma jej ani w judaizmie, ani w schizmie, lecz tylko w jednym prawdziwym Kościele Katolickimi, W tym Kościele jedynie każdy z obu  naszych nawróconych  źródło wody żywej dla duszy swojej, spragnionej prawdy, mogli znaleźć.
Oby  życiem O. Hermana Cohena  i siostry Natalii Naryszkin, zostający poza obrębem Kościoła zostali oświeceni , że tylko w Kościele św. katolickim - wiara żywot wieczny daje."

Fragment listu Św. Rafała Kalinowskiego do tłumaczki w Łagiewnikach,
11 września 1898 r.

TEKSTY

 

Ks. prof. Franciszek Cegiełka

Nasz święty Rafał Kalinowski

 

 

 

Cudowny obraz, który Św. Faustyna nazwała "Król Miłosierdzia", namalował według słów s. Faustyny Eugeniusz Kazimierowski

W kulcie Miłosierdzia Bożego obraz Króla Miłosierdzia odgrywa pierwszorzędną rolę. Dlatego s. Faustyna przywiązywała do jego poprawności wielką wagę. W obrazie tym odróżniała ona cechy istotne i polecała czuwać, by one były zachowane.

"W dniu 23.09.2005 roku Litwini podstępnie zabrali z polskiego kościoła św. Ducha w Wilnie obraz Jezu Ufam Tobie i to mimo tego że kardynał Baczkis (prymas Litwy) publicznie ogłosił że obraz nie będzie zabrany po kryjomu. Obraz został przeniesiony do pobliskiego kościoła św. Trójcy a w zasadzie kaplicy. Kościół ten przez scianę sąsiaduje z głośnym nocnym klubem Oryginal obrazu Jezu Ufam Tobie w czasach sowieckich zostal przechowany przez wileńskich Polaków i od 20 lat znajdował się w Kościele św. Ducha."

Żródło cytatu

 

Stronę ogląda

 

 

 

 

Śp. Ks.
Franciszek Cegiełka SAC

 

Książka ks. prof. Franciszka Cegiełki o św. Faustynie Kowalskiej -Szafarka Bożego miłosierdzia

 
Karmelita Herman Cohen z Hamburga w Poznaniu

2 kwietnia 1868 r wyjeżdżam do Poznania.

Błogosław mnie mój Ojcze!"  pisze Karmelita,,Augustyn Maria od Najswiętszego Sakramentu ,,urodzony  10 listopada 1820 r w Hamburgu  jako żyd Hermann Cohen pochodził z rodu Aarona

O. Herman Cohen w Poznaniu  zamieszkał w pałacu arcybiskupim,

Kardynał Ledóchowsk  młodszy od Hermana Cohena o 2 lata wówczas arcybiskup gnieźn. i pozn., który go u siebie podejmował, zbudowany był swym gościem i kilkakrotnie po jego wyjeździe powtarzał „Cóż to za doskonały zakonnik"Chciał go słyszeć grającego i zaprowadził na kanonię, gdzie był fortepian, ale O. Herman wymówił się, mówiąc, iż już grywa tylko w swoich klasztorach z posłuszeństwa.Z Karmelitankami miał wiele kontaktów -bądź po naukach, bądź po rozmowach duchownych, zostawiał zawsze podniosłe wrażenie świętości i wyrobienia wewnętrznego. Zakonnice Serca Jezusowego, posłyszawszy o pobycie O. Hermana, zaprosiły go także do siebie; przemawiał do panienek gotujących się do pierwszej Komunii, a obecni twierdzili, iż rzadko komu uda się tak do serca trafić; zwiedzał także pensjonat, a rozmową ujmującą i pełną prostoty tak dziewczątka sobie zjednał, iż długo, długo wspominały O. Hermana. Miał powrócić do Poznania w r. 1871.Zmarł 20 stycznia 1871 r w Berlinie -trzy dni po Objawieniu się Matki Bożej Nadziei

 

O. Augustyn w Świętej Pustyni, ,Matki Bożej Nadziei ,, którą założył w 1856 r przed objawieniem w Lourdes 11 lutego 1858 r ….

 

Matkę Bożą Nadziei widzieli 12-letni Eugeniusz i 10-letni Józef Barbedette oraz Franiszka Richer (11 lat) i Joanna Maria Lebossé (9 lat).17 stycznia, gdy zapadł zmrok, w pół do siódmej. nad dachem domu rodziny Guidecoq zobaczono Piękną Panią. , ojciec zobaczył jedynie trzy gwiazdy tworzące na niebie trójkąt.

Matka Boża ubrana była w długi, niebieski płaszcz ozdobiony złotymi gwiazdami, czarny welon i złotą koronę. Uśmiechała się bez przerwy i pozostawała nieruchoma do godziny 9 wieczorem. Obok wizjonerów wkrótce zgromadziła się społeczność wioski. Piękną Panią zobaczyły tylko dwie dziewczynki: Franiszka Richer i Joanna Maria Lebossé. Pozostali nie widzieli nic. Proboszcz, ks. Guerin zainicjował wspólną modlitwę. Podczas odmawiania różańca wizerunek Matki Bożej się powiększył.Podczas odmawiania Magnificat na niebie zaczęły się pokazywać złote litery, jakby pisane niewidzialną ręką. Dzieci czytały: "Proszę, módlcie się, moje dzieci". Podczas litanii na niebie ukazał się napis: "Bóg szybko wysłucha waszych modlitw. Mój Syn czeka na wasze modlitwy".Następnie w rękach Matki Bożej pojawił się niewielki czerwony krzyż. Jej twarz stała się pełna cierpienia. Potem krzyż zniknął i NMP wróciła do pierwotnej pozy. Chwilę później wizja znikła.W Pontmain wybudowano potem okazałą bazylikę, do której pielgrzymują tysiące ludzi. Obaj bracia Barbedette zostali księżmi. Eugeniusz zmarł 2 maja 1927 w Chatillon-sur Colmont. Józef był oblatem, napisał książkę o objawieniu w Pontmain. Zmarł w rodzinnej miejscowości 3 listopada 1930. Joanna Maria Lebossé wstąpiła do klasztoru Sióstr Misjonarek Świętej Rodziny w Bordeaux. Zmarła 12 grudnia 1933. Franiszka Richer pracowała jako nauczycielka i guwernantka. Zmarła 28 marca 1915.

Już w roku 1857 pisał O. Augustyn do ks. proboszcza z Tarasteks: „Nie mogę księdzu wyrazić jak wzdycham za Pustynią. Będę się starał jak najprędzej nasze sprawy urządzić, aby tam ulecieć!"Do siostry pisze: „Odprawiłem swoje roczne rekolekcje i zaczerpnąłem w nich żywsze niż kiedykolwiek pragnienie samotności, życia ukrytego Pustyni!... Co tylko ode mnie zależy, robić będę, aby ta fundacja ukończoną została – i abym w niej mógł się żywcem pogrzebać!"przez 10 lat P. Bóg sprzeciwia się pragnieniom sługi swego.Proboszcz z Ars tak zawsze jasno patrzący w przyszłość, rzekł mu razu pewnego: „Dobrze Ojciec robisz, że pracujesz koło założenia Świętej Pustyni, ale co do siebie, mało z niej korzystasz!"Im cięższa była ofiara, tym Bóg więcej błogosławił hojności sługi dobrego. Kto może zliczyć, ilu duszom dopomógł do zbawienia, ile oświecił, ilu wskazał właściwą drogę, ile zagrzał do gorętszej służby bożej? O sobie mawiał ze smutnym uśmiechem, że rezydencja jego w wagonie, ale wysiadając z tego wagonu szedł na połów dusz, a połów bywał niezmiernie obfity.

 

 

 

 

 

 

 

24 kwietnia 1866, przejął arcybiskup Mieczysław Ledóchowski godność po zmarłym właśnie Przyłuskim. Kiedy Bismarck rozpoczął realizacje polityki Kulturkampfu Ledóchowski ostro się temu sprzeciwił. Nie wyraził zgody na zniesienie języka polskiego w nauce religii, a także mianował urzędników diecezjalnych wbrew zaleceniom władz niemieckich. Nie przystał też na państwową kontrolę kształcenia księży, co doprowadziło do zamknięcia seminariów w Poznaniu i Gnieźnie. Coraz bardziej zdecydowana postawa oporu ze strony arcybiskupa doprowadziła w końcu do jego uwięzienia w Ostrowie Wielkopolskim. Nieugięte stanowisko Ledóchowskiego wspierał papież Pius IX, który wyniósł przetrzymywanego przez Prusaków duchownego do godności kardynalskiej. Nominację potajemnie dostarczył uwięzionemu książę Edmund Radziwiłł. Kardynałów, w myśl prawa niemieckiego traktowano na równi z członkami rodziny królewskiej, wobec czego zwolniono arcybiskupa, nakazując mu jednocześnie opuszczenie kraju.Wygnaniec Kardynał Mieczysław Ledóchowski udał się do Rzymu, skąd jeszcze przez kilka kolejnych lat zarządzał swoją diecezją przez tajnych wysłanników. W 1878 roku jako jedyny Polak w XIX wieku wziął udział w konklawe. Podczas dwóch pierwszych głosowań otrzymał po jednym głosie. Nowym papieżem został Leon XIII.

 

 

 

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wielką miłością pałało serce O. Augustyna Marii od Najswiętszego Sakramentu ku Boskiej Tajemnicy Ołtarza. Gdy O. Herman trzymał Najśw. Sakrament, twarz jego zdawała się promienieć, a oczy, rzekłbyś, widziały bez zasłony Boga już nie zakrytegoWszystko co czynił, aby Panu za ten dar niepojęty okazać swą wdzięczność, zaprowadzenie nocnych Adoracji, kazania, osobiste modlitwy i ofiary, wszystko wydawało mu się niczym i marzył o czymś więcej. Jak wszystkie dusze szlachetne czuł potrzebę dziękowania nieustannego Bogu i za Eucharystię, i za mnóstwo innych łask zlewanych na świat.Gorące serce O. Augustyna bolało nad tym brakiem wdzięczności względem Boga, zapragnął więc założyć bractwo, którego jedynym celem byłoby dziękczynienie, dziękczynienie za wszystkie dobrodziejstwa, które obfitym strumieniem Bóg zlewa na świat, ale przede wszystkim za dar nad dary za „Słowo, które się stało Ciałem" i które „mieszka między nami"; dziękczynienie za siebie, ale i za tych, którzy nigdy nie dziękują; - dziękczynienie ciągłe, nieustające, jako nieustające są dary i łaski boże, tak doczesne jak i duchowne, którymi Stwórca obdarza swe stworzenia.

Projektem swym podzielił się O. Augustyn z ks. Vianney, świętym proboszczem z Ars, i spotkał się z gorącem uznaniem tak pięknej myśli. Wobec licznego grona słuchaczy wspomniał o niej i z kazalnicy w kościele św. Klotyldy w Paryżu, z początkiem 1859 r. pojechał do Rzymu przedstawić ten projekt Ojcu św. Piusowi IX i prosić o odpusty dla przyszłego bractwa. Pius IX. serdecznie pobłogosławił zamiarom pobożnego Karmelity, ale gdy spojrzał na długi spis odpustów, o które O. Augustyn prosił, zawołał z uśmiechem:

Ależ Ojcze! żądasz ode mnie połowy nieba!"

Ojcze Święty, masz od niego klucze!"

Tak, ale aby je zamykać niekiedy!" – ze smutkiem odrzekł papież, potwierdzając jednak żądane odpusty.

15 grudnia 1859 r. kardynał de Bonald zaprowadzał kanonicznie bractwo dziękczynienia w kościele Karmelitów w Lyonie.

10 Lutego 1860 r. Pius IX. podpisywał breve potwierdzające bractwo, wzbogacając je licznymi odpustami i dozwalając przewodniczącemu zakładanie bractw dziękczynienia po całej Francji; ten przywilej podnosił to Stowarzyszenie do Arcybractwa. Tymczasem fundacja w Lyonie pięknie się rozwijała. Pomimo trudnego przystępu do kościoła, wierni coraz liczniej się w nim zbierali, a we Święta Bożego Narodzenia, na pasterce, świątynia była przepełnioną. Opisując w kronice domowej te trudne początki fundacji lyońskiej, Ojciec Augustyn kończy tymi słowy:

„Nie trzeba pominąć udziału, jaki proboszcz z Ars miał przy założeniu domu naszego w Lyonie.

Zanim został otwartym, przepowiedział, iż wiele tu będzie zrobione dla chwały bożej; zachęcał, oświecał tego, któremu powierzono pierwsze kroki fundacji, przysyłał często do naszych konfesjonałów swych penitentów; często prywatnie i publicznie mówił z uznaniem o naszym Zakonie i mamy wielką ufność, iż w niebie nami się opiekuje i wyprasza nowe błogosławieństwa u Jezusa, Maryi, Józefa i Teresy. Amen".

http://mariateresa.ojczyzna.pl/Zycie%20Ojca%20Hermana-3.htm

 

W ciągu dwudziestoletniej pracy apostolskiej Ojca Augustyna P. Bóg przysyłał mu wiele dusz zbłąkanych, które nie mogąc oprzeć się gorliwości konwertyty, za głosem jego wracały licznie do prawdziwej owczarni. Na czas pobytu w Lyonie przypada znaczną liczba takich nawróceń; wspomnimy tu o kilku znaczniejszych:

P. Baumann artysta skrzypek ...konając, mówił do O. Augustyna z uśmiechem: „Jak pięknie będziemy w niebie śpiewać Te Deum!"Artysta, Jerzy Hainl i wielu innych O. Augustyn był niezmiernie kochany przez ludność miasta Lyonu; gdy szedł ulicą, co krok prawie zatrzymywano go i często ludzie prości padali na kolana prosząc go o błogosławieństwo.W czasie wielkiego postu 1862 r. takie mnóstwo osób chodziło na kazania pasyjne O. Augustyna, iż magistrat miejski widział się zmuszonym uprzystępnić kościół karmelicki, budując szeroką ulicę i lepsze schody prowadzące na wzgórze. To był początek upiększenia tej części miasta.Powodzenie u ludzi i hołdy nie są pociągające dla dusz świętych i pokornych. O. Augustyn zląkł się swej popularności i bojąc się, aby własna dusza na tym szkody nie poniosła, napisał do O. Generała z prośbą o odwołanie go z Lyonu. Prosił o misje zagraniczne w Indiach, ale przełożeni użyli go na innym polu, na pięknej a od kilku wieków odłogiem leżącej niwie. Rok 1862 liczy się do najchwalebniejszych w pamiętnym panowaniu Piusa IX.Ojciec św., Pius IX postanowił zaprosić biskupów całego świata do Rzymu na kanonizację męczenników japońskich, mającą się odbyć w sam dzień Zielonych Świątek 8 Czerwca 1862 O. Augustyn brał udział w tych uroczystościach i patrzał na radosny tryumf Piusa IX.Na wstępie niemal do wiecznego miasta O. Augustyn spotkał dawnego mistrza swego, Liszta.Teraz role były zmienione; uczeń stał się mistrzem, W kilka dni po długiej i serdecznej rozmowie w kościele della Vittoria, Liszt przyjmował Komunię św. z rąk O. Augustyna, a po nabożeństwie w refektarzu zakonnym brał udział w skromnym posiłku Karmelitów.W stolicy chrześcijaństwa spotkał O. Augustyn kardynała Wisemanna. Przy pierwszym spotkaniu z O. Augustynem kardynał Wisemann poznał w nim duszę pokrewną, ożywioną tym samym apostolskim zapałem i zapragnął mieć go na swej ziemi ojczystej, jako dzielnego współpracownika. Udał się więc do Generała Karmelitów z prośbą, aby O. Augustynowi powierzył misję założenia domu w Londynie.Generał uważając, że pobyt tego Cohena potrzebny jest do podtrzymania fundacji we Francji, czuł się w obowiązku odmowną dać odpowiedź.

 

Kardynał n postanowił wyprosić u Ojca św.; i rzeczywiście sam Pius IX stał się pośrednikiem w tej sprawie

 

Generał na prośbę Papieża nie mógł się dłużej opierać i wyjazd naszego Ojca został postanowiony. Gdy przyszedł do stóp najwyższego pasterza prosić o błogosławieństwo, Pius IX te doń wyrzekł słowa: „Błogosławię ci, mój synu i posyłam cię nawracać Anglię tak, jak jeden z moich poprzedników posłał mnicha Augustyna, pierwszego apostoła tego kraju".

 

Cohen ze ściśniętym sercem rozstawał się z przybraną ojczyzną i, gdy na kilka dni przed wyjazdem miał w Bagnères kazanie o poświęceniu i zaparciu się, w głosie, w każdym słowie jego drgała nuta bolesna, tajony ból serca...

 

Wyjechał z Paryża 5 Sierpnia.- bez pieniędzy, bez zapasów; do tego stopnia, że, nie mając czym drogi do Londynu zapłacić, musiał w Paryżu kwestować między znajomymi i z kwotą 160 franków pojechał zakładać klasztor. W swojej młodości Herman znał Londyn, znał to towarzystwo w Londynie- między salonami a salą koncertową młody pianista spędzał po kilka miesięcy w stolicy Albionu. Ale teraz w innym charakterze przyjeżdżał; w nieznanym, ba! wzgardzonym mniszym odzieniu, ubogi, niemal natrętny, bo w roli kwestarza.

 

W dzień św. Teresy, 15 Października 1862 r w małym domku wynajętym od Sióstr Wniebowzięcia, Karmelici osiedlili się stanowczo już w Londynie.

Kardynał Wisemann przyszedł z błogosławieństwem i słowem zachęty dla szczupłego gronka zakonników Karmelu.Pamiętając, iż to na tej właśnie ziemi, niedaleko Londynu, Matka Boska ukazała się św. Szymonowi Stock, dając mu szkaplerz dla wiernych swych dzieci pod opiekę tego Świętego oddał nową fundację.

Po 17 sierpnia 1862 r. brat O. Augustyna p. Albert Cohen przybył do Londynu, odebrał Sakrament Bierzmowania z rąk kardynała Wisemanna, a przy wyjeździe zostawił bratu znaczną sumę na budowę kościoła.

 

O. Augustyna już na Styczeń 1863 r. ogłosił rekolekcje, które sam jeden dawał, pisząc wszystkie kazania i ucząc się ich przed wypowiedzeniem, gdyż obawiał się improwizacji w obcym i trudnym języku.

 

Zaledwie osiedlony w Londynie, odkrył w bliskości wioskę Brighton, zamieszkaną przez samych Niemców protestantów, .. O. Augustyn był Niemcem, stąd pretekst, aby tych biedaków odwiedzać i serca ich sobie zjednać. Wizyty zamieniły się na wycieczki misyjne. O. Augustyn ogłosił, że przybędzie z kazaniem, a ciekawość i powab ojczystego języka sprowadziły liczne audytorium. Praca nie była daremna; przy końcu wielkiego postu wielu z tych biedaków powracało do owczarni Chrystusowej; wdzięczność ich i miłość dla tego, który im drogę prawdy wskazał, była tak wielka, iż oddali się zupełnie pod jego kierownictwo i O. Augustyn mógł jak dziećmi, nimi kierować. Ciesząc się tym powodzeniem, lubił nazywać żartem Brighton „swoją diecezyjką.

 

Kardynał Wisemann polecił O. Augustynowi opiekę nad wszystkimi praktykami religijnymi, odnoszącymi się do czci Przenajśw. Sakramentu. Ten nadmiar pracy nie ciężył miłośnikowi Boskiej Tajemnicy Ołtarza. Zaczął od pierwszych Komunii dzieci-zebrał dziewczynki u Sióstr Wniebowzięcia, chłopczyków w swej kaplicy i rozpoczął wykład katechizmu według zwyczaju francuskiego; dzień Komunii poprzedziły krótkie rekolekcje, w czasie których kardynał przychodził przemawiać do dzieci i błogosławić je. Rzewne uroczystości tych wspólnych Komunii św. sprawiały tak silne wrażenie, że wiele protestantów im zawdzięcza swe nawrócenie. Kardynał Wisemann mianował go egzaminatorem duchowieństwa diecezji i powierzył rekolekcje dla księży. Pod takim brzemieniem pracy, upadł wkrótce słaby organizm młodego przeora; w ciągu lata zachorował, ale zaledwie do sił powracać zaczął, jedzie do Paryża dawać rekolekcje członkom Adoracji nocnej. Na zakończenie daje swoją ręką rekolektantom Komunię św. 700 mężczyzn przystępuje do Stołu Pańskiego, wieczorem zaś bierze udział w procesji ze świecami w ręku, co taką pociechą i zbudowaniem napełnia serca obecnych, zwłaszcza nuncjusza papieskiego Msgr. Chigi, iż nieprzygotowany przemawia do wiernych, by dać wyraz swej radości. Cóż dopiero powiedzieć o szczęściu O. Augustyna! „Już słońce nasze – wołał – Boska Eucharystia nie zachodzi nad Paryżem; od zmroku do rana i od rana do zmroku nieustannie duszom przyświeca!"

 

Wkrótce i w Londynie udało mi się ustanowić nocną adorację; z radością donosi o tym przyjacielowi. „Szczęśliwą wieść ślę ci dzisiaj! oto spędziliśmy pierwszą noc w Londynie na wspólnej adoracji Najśw. Sakramentu... Była to noc poprzedzająca święto Przemienienia Pańskiego 6 sierpnia i tysiąc razy powtarzaliśmy z głębi serca: Dobrze nam tu być... noc uleciała jak jedna chwilka! Dziękujcie Panu, że pobłogosławił ten drobny początek!"

Zważywszy, czym są wszystkie wielkie miasta, a zwłaszcza Londyn ze swymi trzema milionami mieszkańców ze swą demoralizacją, zbytkiem, rozpustą, zważywszy, ile tam codziennie Bóg obrażany, nie dziw, iż świętobliwy kapłan, którego życie opisujemy, cieszył się tą czystą radością dusz miłujących, iż nieznanemu, wzgardzonemu, zasmuconemu Panu swojemu przysporzył sług wiernych i otoczył go wśród nocy, gdy nikt o Nim nie myśli, kilkoma sercami pragnącymi przepraszać i zadośćuczynić.....

 

Po roku pobytu w Londynie okazała się potrzeba sprowadzenia więcej zakonników dla obsługi kościółka już bardzo uczęszczanego. Dotychczasowe mieszkanie było za małe, trzeba było myśleć o przesiedleniu się, ale gdzie i jak?

 

O. Augustyn pomodlił się, polecił sprawę św. Józefowi i poszedł przedłożyć rzecz staremu bogaczowi.

 

Hermanowi trudno się było oprzeć. Bogacz , na wszystko przystał i przyjął takie warunki wynajmu, jakie układali Karmelici. Bezzwłocznie zamieniono dom na klasztor, przystrojono kapliczkę i znowu w dzień św. Teresy zakonnicy obejmowali nowe mieszkanie. W kilka dni później zaprowadzili bractwo Szkaplerza św., a wieczorem odbyła się po ogrodzie procesja ze statuą N. Panny, niesioną przez kilku mężczyzn. Ogród był tylko żelazną kratą oddzielony od ulicy, przechodnie mogli więc dobrze widzieć, co się u Karmelitów dzieje i można powiedzieć, iż to był pierwszy hołd publiczny oddany Najśw. Matce bożej, odkąd Anglia odłączyła się od prawdziwego Kościoła.

 

Wkrótce miało miejsce zdarzenie, które dało okazję Karmelitom sprawować publicznie obowiązki powołania kapłańskiego.

 

Rzewną tę opowieść przytaczam według słów samego O. Augustyna wyrzeczonych na kongresie katolickim w Malines 1864 r.

 

W miesiącu lutym zostałem wezwany do więzienia w Newgate, gdzie ośmiu marynarzy katolików, Hiszpanów rodem, było uwięzionych za rozbój i inne zbrodnie. Dyrektor więzienia, protestant, chciał im ułatwić pojednanie się z Bogiem przed śmiercią i sprowadził księdza katolickiego, ..Na szczęście jeden z naszych Ojców był Hiszpanem i mógł się porozumieć z więźniami, którzy tylko po hiszpańsku rozumieli; przez miesiąc tedy, codziennie im nosił pomoc religijną i pociechy, jakie tylko wiara dać może.

 

Powiedzmyż teraz na chwałę naszej świętej religii!

 

Przez dwa tygodnie, dzielące wydanie wyroku od wykonania, ci ludzie, którzy byli jak wilki drapieżne zamienili się na ciche baranki, z gorącością ducha przyjmowali ci skazańcy na kilka dni przed śmiercią Komunię św. w swych ciasnych, nędznych celkach!...,,,

 

Gdy ich zachęcałem do ufności w pomoc Maryi, wyrazili obawę, czy im szkaplerza nie odbiorą, ubierając ich na egzekucję?... „Ach Ojcze – zawołał jeden z nich – uproś nam łaskę, aby nam zostawili krzyżyki, różańce i szkaplerze!"

 

 

 

Ci młodzi ludzi – najstarszy miał 26 lat – wychowani w rozboju, w swawoli, niemal dzicy z obyczajów, ci rozbójnicy padają na kolana jeden przed drugim, płaczą, ściskają się, przepraszają wzajemnie, pokazują sobie niebo i wołają: „Do widzenia, tam, bracie!... już niezadługo!"Jeden z nich, herszt całej bandy, głośno wykrzyknął: „Szczęśliwy jestem, bo za pól godziny Boga oglądać będę!" On to rzekł parę tygodni przedtem, gdy wszedł nasz Ojciec Hiszpan: „Już się nie boję śmierci, kiedy mam księdza z mego kraju!"

 

.Trzech nas kapłanów stało na szubienicy; pięciu skazańców przed nami. Poddajemy im akty wiary, nadziei, miłości, skruchy; dajemy im krucyfiks do całowania, szepczemy słodkie imiona: Jezus i Maryja...Ale oto jeden z nich nadludzkim wysiłkiem zrywa więzy u rąk. Po co?... aby uczynić święty znak zbawienia. Odkrywa sobie głowę, na czole, ustach i piersiach czyni krzyżyk, a potem bijąc się w piersi, woła do tłumów jedyne słowo angielskie, jakiego się nauczył: „Pardon!.. przebaczenia!..."

 

Dziennik Times, zdając sprawę z egzekucji, przytoczył dziwny szczegół. Gdy popołudniu oglądano zwłoki powieszonych, zauważono, iż wbrew temu, co się zawsze widzi, niektórzy mieli wyraz twarzy zupełnie niezmieniony. Czterech – pisze ów dziennik – wyglądało jak gdyby spali spokojnie (as if in a gentle sleep) piąty zaś miał twarz okropnie wykrzywioną". Nazwisko tego ostatniego podaje, a był to ów skazaniec, który jeden był schizmatykiem wśród towarzyszy katolickiego wyznania.„Możemy więc przypisać Eucharystii św. tę różnicę. Ona pokrzepiwszy dusze i ciała niejako zabalsamowała i wyryła piętno spokojne na obliczu straconych.„Zauważmy – kończył O. Augustyn – że przed 40 laty rzeczy, które tu opisuję, nie mogłyby mieć miejsca. Przed równouprawnieniem katolików, nie byłby ksiądz przypuszczony do skazańców, raczej byliby musieli umierać jak potępieńcy. Przed 40 laty nigdy publiczność angielska nie byłaby zniosła widoku księdza katolickiego na miejscu egzekucji!"Jest więc do skonstatowania wielki i pocieszający postęp w tym kraju na korzyść wiary naszej świętej i ludzkości.

 

Mowa O. Augustyna na kongresie katolickim w Malines, z której przytoczyliśmy powyższy ustęp, miała dla Karmelitów niespodziewane następstwa. Najgorszy dziennik belgijski „Indépendance Belge" wziął z niej pochop, aby napisać szyderczy artykuł o O. Hermanie, wyśmiewając go jako pianistę i jako kaznodzieję. Times angielski przedrukował ten artykuł. ...Pismo szkalujące O. Hermana wpadło w ręce pana Bird, owego sędziwego właściciela domu, w którym mieszkali Karmelici. Jak widzieliśmy, chętnie na prośbę O. Augustyna wynajął im swe mieszkanie, ale dzięki wkorzenionemu przesądowi nie mógł się zdecydować odsprzedać im swej posiadłości, co było ze wszech miar pożądanym przez naszych zakonników.

 

Kazał przywołać do siebie O. Augustyna.Piękne rzeczy tu o Ojcu piszą! – rzekł do wchodzącego. – Otóż chcę Ojcu sprzedać moją posiadłość. Nie, żebym potrzebował pieniędzy. Moje dzieci, dzięki Bogu, nie będą bez chleba! Ale przeczytanie tego artykułu tak mnie usposobiło iż pilniej mi jest wam ten dom odstąpić, niż wam nabyć go. O. Augustyn oczywiście skorzystał z tak dobrego usposobienia, na miejscu kontrakt podpisano i Karmelici stali się właścicielami pięknego domu i ogrodu, w którym zamierzali kościół budować.

 

W liście poufnym pisał nasz szczęśliwy zakonnik: Trzebaby tomy spisać, aby opowiedzieć łaski i miłosierdzie P. Jezusa nad nami. Bractwo dziękczynienia już tu zaprowadzone... Procesie szkaplerzne co miesiąc zgromadzają wielu pobożnych. Do Adoracji nocnej coraz więcej i coraz gorliwszych członków przybywa. Kardynał chce. abyśmy i o nabożeństwie do dusz zmarłych pomyśleli. Mamy dom już własny w Londynie i marzymy o kościele!"

 

W innym liście czytamy: „Teraz możemy powiedzieć, że Karmel założony na ziemi angielskiej, bo kącik, gdzie się przytulamy, jest prawdziwie naszym. Deo gratias! Teraz nam potrzeba kościoła; szepnijcie o tym słówko św. Józefowi!"

 

I rzeczywiście! Kościół zaczął się budować. Dwa lata nie upłynęły, a stała już gotowa nowa świątynia na cześć Boga Najwyższego!

 

13 sierpnia 1866 r. pisze O. Augustyn do siostry do Hamburga:Uroczystości poświęcenia odbyły się wspaniale i tłumy wiernych przyciągnęły.

Mamy piękny kościół, doskonałe organy i... dużo długów. Ale to już rzecz św. Józefa!"

Sam Ojciec Augustyn jeździł do Bordeaux po relikwie św. Szymona Stocka, patrona nowego klasztoru, i uroczyście wprowadził je do swej ukochanej świątyni.

 

Ale te wszystkie prace w samym Londynie nie wystarczały gorliwości O. Augustyna; gdzie tylko potrzebowano, jego pomocy, gdzie wiedział, że jest możliwe pole do pracy, tam biegi i wysilał się, byle choć kilka dusz zyskać Jezusowi.

 

Przez te lata, spędzone w stolicy Anglii, Irlandia, Szkocja, Francja, Belgia, Prusy witały kolejno apostoła Najśw. Sakramentu i słyszały z ust jego pełne namaszczenia i ognia głoszone słowo boże. Po ludzku nie można sobie wytłumaczyć takiej pracy; zdaje się, że najsilniejsza konstytucja by jej nie wydołała. O. Augustyn często chorował i dużo cierpiał; ale gdy go wzywała apostolska praca, gdy miał wyjechać na misję lub z kazaniem, odnajdywał jakąś dziwną siłę Zdawało się, że zmartwychwstaje; jechał pełen zapału spełnić podjęty dobrowolnie obowiązek, ale za powrotem do domu dawne cierpienie wracało.

 

Przypatrzmy się nieco tym wędrówkom.

W lutym 1865 r. daje misję w Attonie, niedaleko Hamburga, a więc w swym rodzinnym kraju prowadzi uroczystosci 1000 lecie św Ansgara po francusku i po niemiecku.Rodzina w Hamburgu otacza go w tej okoliczności i daje bratu kapłanowi wielkie i święte pociechy.

W kosciele sw Józefa Hamburg -Altona 2 -6 lutego 1865 r

obecnie Polska Misja Katolicka

Ledwo powraca do Londynu", rozpoczyna U. Augustyn kazania Wielkopostne i to podwójne, bo oprócz kazań we własnym kościele przemawia w Clarendon, gdzie się schroniła nieszczęśliwa, a wielkich cnót królowa Maria-Amalia.

 

Przy końcu postu siły opuszczają Ojca, ale zmartwychwstaje razem z P. Jezusem i zaraz po Wielkiej nocy wyjeżdża do Francji dawać w mieście Mans rekolekcje zakonnicom.

 

16 Maja 1865 r już jest z powrotem w Londynie, gdzie ma kazanie na otwarcie Jubileuszu, a 25 Maja 1865 z największą radością serca swego składa przelożeństwo w ręce O. Ludwika.

 

 

 

W Październiku O. Augustyna widzimy w Rennes, każącego przez całą oktawę św. Teresy; w Adwencie jest w Berlinie, gdzie mówi z ambony po francusku i po niemiecku.

 

Mam – pisze – audytorium złożone z 4.000 osób; żniwo zapowiada się obfite; módlcie się o dobre skutki u Matki Boskiej Zwycięskiej".

 

Rzeczywiście Bóg pobłogosławił tę misję, której skutki były tak znaczne, iż dzienniki zaczęły się nimi i trwożyć i cieszyć. Niektóre gazety katolickie twierdziły, że przy konkluzji 7.000 osób przystąpiło do Komunii św. Posłuchajmy, co O. Augustyn sam pisze o misi w Berlinie.

 

Dziękuję wam za modlitwy u Matki Boskiej Zwycięskiej; przyniosły swoje owoce, gdyż misja ta została ubłogosławioną niepojętymi łaskami. Aby wam dać pojęcie o gorliwości katolików Berlina, przytoczę ten jeden szczegół, iż 2.000 osób (więcej mężczyzn niż kobiet) przyjęło z rąk moich Szkaplerz św.

 

W Hanowerze także mogłem tylko dziękować Panu za przedziwną pomoc udzieloną mi w pracach moich dla chwały Jego".

 

Z Prus jedzie O. Augustyn do Francji. Dijon i Lyon mają szczęście go posiadać. W tym ostatnim mieście, ponieważ zostawił tak dobre wspomnienia, witany jest z największą radością. Ale hołdy wdzięczności i przyjaźni są mu obojętne; on szuka tylko chwały bożej i dobra dusz. Dając rekolekcje pewnemu gronu pań, oto jak zaczyna:

 

Ostatnie słowo, jakie z ust moich słyszałyście, było: Jezus!

 

Dziś, witając was po trzech latach, zaczynam od tego samego wyrazu: Jezus!

 

On był naszą spójnią przez ten czas tak, jak dzisiaj jest przedmiotem i powodem połączenia naszego.

 

Przez te kilka lat dużo jeździłem, dużo widziałem i słyszałem, wieloma sprawami byłem zajęty i wiele dusz spotkałem, a nauczyłem się tylko jednego, iż wszystko, co nie jest Jezusem, jest niczym!"

 

Po ukończeniu tych rekolekcji O. Augustyn każe u Karmelitów przez trzy dni z powodu beatyfikacji błog. Maryi od Aniołów.

 

Kościół za ciasny, aby pomieścić cisnące się tłumy; trzeba było drzwi zostawiać otwarte, by zalegająca ulicę ludność mogła usłyszeć tę gorącą wymowę, której się serca oprzeć nie mogły.

 

Wszystkie pobożne stowarzyszenia, założone przez O. Augustyna, chcą go widzieć między sobą; wszystkim udziela słowo ojcowskiej zachęty; a przed opuszczeniem ukochanego przez siebie miasta jeszcze raz mówi z ambony na korzyść ubogich i sam rękę wyciąga, aby im przyjść w pomoc.

 

Za uzbieraną znaczną kwotę ileż serc błogosławiło gorliwego zakonnika!

 

Powróciwszy do Londynu O. Augustyn znalazł inne, jeszcze cięższe pole do pracy.

 

Cholera wybuchła w jednej z dzielnic olbrzymiego miasta; natychmiast Karmelici biegną na pomoc chorym.

 

Przygotowałem na śmierć znaczną liczbę umierających – pisze nasz niestrudzony apostoł – ale mnie P. Bóg nie osądził godnym przy nich śmierć znaleźć!"

 

Gdy zaraza ustała, jedzie w głąb Irlandii, gdzie wydziwić się nie może silnej wierze i gorącym uczuciom katolickim ludności.

 

Możnaby myśleć, że się jest w pierwotnym kościele – mówi. – Wczoraj miałem 9.000 słuchaczy. Nigdzie nie widziałem takiej wiary".

 

Przez lata 1866 i 1867 pielgrzymki misyjne O. Augustyna nie ustają.

 

Prawie niepodobna za nim myślą i piórem nadążyć i zrozumieć niełatwo, jak siły i czas jednego człowieka na tyle pracy wystarczyć mogą.

 

Przebywa kolejno w miastach: Rouen, Rennes, Roder, Palence, w Rzymie, w Paryżu, w Paray-le-Monial, przebiega Anglię, Irlandię, Prusy; wszędzie daje misje, rekolekcje, a nawet z jednym kazaniem jedzie, gdy go wzywają.

 

Powraca do Londynu w końcu r. 1867, ale wkrótce opuszcza ten klasztor, który jemu zawdzięcza swoje istnienie, aby doń więcej nie powrócić.

 

Po kazaniach Adwentowych w Rouen jedzie O. Augustyn na parę tygodni do Broussey odpocząć nieco w tej miłej samotni, która mu przypomina błogie czasy nowicjackie.

 

Następny Wielki Post zastaje go w Berlinie, gdzie tłumy, żądne jego gorącego słowa, otaczają skwapliwie ambonę; skutki nawróceń dusz do Boga są zdumiewające.

 

Jak widzimy tedy, nie targuje się Augustyn, gdy idzie o wyparcie się siebie i poświęcenie dla bliźnich.

 

Jednak na dnie serca ciągle tkwiła żądza samotności, pragnienie zatopienia się w zjednoczeniu bez żadnej przeszkody Boga z duszą. I oto życzenia te miały być ziszczone.

 

Następnym listem z 11 Kwietnia 1868 r. zawiadamia o tym obecnego przełożonego Karmelitów w Londynie:

 

Przewielebny Ojcze!

 

Dostaję depeszę telegraficzną od O. Generała donoszącą mi, iż jestem przeniesiony do prowincji francuskiej (południowej).

 

Opuszczając wasz dom, czuję się w obowiązku podziękować jak najgoręcej Waszej Przewielebności za dobroć, której odebrałem tyle dowodów i przeprosić za tyle win przeze mnie popełnionych.

 

Również Ojcom i Braciom pragnę wyrazić moją wdzięczność i mój żal, iż tyle razy ich zgorszyłem lub zasmuciłem moim przykrym charakterem.

 

Mam nadzieję, że Wasza Przewielebność i zakonni Bracia modlić się będą za mnie, by mi Bóg odpuścił i bym się nawrócił...Misję tu ukończyłem ku zadowoleniu osób, które widziałem. Zdrowie moje dobre...O. Hermana.

 

Powiększ napisy:

 
Joomla 1.5 Templates by Joomlashack