A Free Template From Joomlashack

A Free Template From Joomlashack

Drodzy Państwo

Niniejsza strona jest kontynuacją mojej wcześniejszej witryny:

http://hamburgpol.w.interia.pl/

stworzonej 13 sierpnia 2004 roku dzięki pomocy ś.p. Ryszarda,  członka założyciela NSZZ "Solidarność", wspaniałego patrioty i ofiarnego przyjaciela.

 

 

 

KSIĄŻKI ON-LINE

 

Uwaga
- nowa książka na witrynie:

Jean-Baptiste Bouchaud

MIŁOŚĆ ZA MIŁOŚĆ

Życie zakonne św. Rafała Kalinowskiego

Zapraszam do lektury

 

 

Książka "Dogmat Świętych Obcowanie" do której tekst zebrał i opracował w 1980 roku mói Tata
ś.p. Bernard Paweł Jan Tuszyński

 

Herman Cohen - Augustyn-Maria od Najsw. Sakramentu

 

Życie ojca Hermana
- Augustyna-Marii
od Najśw. Sakramentu

Książka wydana przez Siostry Miłosierdzia z Łagiewnik 1898 r

"Źródłem, z którego wypłynęły potoki miłości, siłą, która sprowadziła wylew dotąd nieznanej radości - była wiara święta. Nie ma jej ani w judaizmie, ani w schizmie, lecz tylko w jednym prawdziwym Kościele Katolickimi, W tym Kościele jedynie każdy z obu  naszych nawróconych  źródło wody żywej dla duszy swojej, spragnionej prawdy, mogli znaleźć.
Oby  życiem O. Hermana Cohena  i siostry Natalii Naryszkin, zostający poza obrębem Kościoła zostali oświeceni , że tylko w Kościele św. katolickim - wiara żywot wieczny daje."

Fragment listu Św. Rafała Kalinowskiego do tłumaczki w Łagiewnikach,
11 września 1898 r.

TEKSTY

 

Ks. prof. Franciszek Cegiełka

Nasz święty Rafał Kalinowski

 

 

 

Cudowny obraz, który Św. Faustyna nazwała "Król Miłosierdzia", namalował według słów s. Faustyny Eugeniusz Kazimierowski

W kulcie Miłosierdzia Bożego obraz Króla Miłosierdzia odgrywa pierwszorzędną rolę. Dlatego s. Faustyna przywiązywała do jego poprawności wielką wagę. W obrazie tym odróżniała ona cechy istotne i polecała czuwać, by one były zachowane.

"W dniu 23.09.2005 roku Litwini podstępnie zabrali z polskiego kościoła św. Ducha w Wilnie obraz Jezu Ufam Tobie i to mimo tego że kardynał Baczkis (prymas Litwy) publicznie ogłosił że obraz nie będzie zabrany po kryjomu. Obraz został przeniesiony do pobliskiego kościoła św. Trójcy a w zasadzie kaplicy. Kościół ten przez scianę sąsiaduje z głośnym nocnym klubem Oryginal obrazu Jezu Ufam Tobie w czasach sowieckich zostal przechowany przez wileńskich Polaków i od 20 lat znajdował się w Kościele św. Ducha."

Żródło cytatu

Stronę ogląda

 

• Initium sapientiae timor Domini  - Początkiem mądrości - bojaźń Pańska
(Psalm 111,10)

• Za wielu milczy!
Milczący obserwatorzy, nie zajmujący konkretnego stanowiska - bez odwagi pouczenia - są przed Bogiem współwinni w nieszczęściu Kościola 
Św. Hildegard
von Bingen (1098-1179)

• Największym wrogiem chrześcijaństwa są sami chrześcijanie,
jeśli są tchórzliwi i wygodni.  
Ks. abp prof. dr hab.
Stanisław Wielgus

 

 

 

 

Św. Michał Archanioł

 

 

 

 

Wy Polacy,
przez niniejszy ucisk oczyszczeni i miłością wspólną silni, nie tylko będziecie się wzajem wspomagali, nadto poniesiecie ratunek innym narodom i ludom, nawet wam niegdyś wrogim.

Cześć Maryi i Świętego Sakramentu zakwitnie w całym narodzie polskim.

Najwyżej zaś Pan Bóg was wyniesie, kiedy dacie światu
WIELKIEGO PAPIEŻA.

Bóg żąda od was walki w duchu Chrystusowym, i w duchu Jego Świętych.

Bł. ks. Bronisław Markiewicz
"Bój bezkrwawy", 1908

 

 

 

Św. Ekspedyt

 

Nowenna
do św. Expedyta

 

Bł Ks Michał Sopoćko ,Barbara Kloss i Anatol Kaszczuk

Wszyscy rodacy, którzy w stanie łaski przelaliście krew za Ojczyznę i wiarę w walce z poganami i wrogami Krzyża, módlcie się za nami.
Wszyscy w chwale niebieskiej rodacy i rodaczki, którzy modłami, łzami, cierpieniem, pracą i ofiarą chcieliście Królestwo Boże wybłagać dla Ojczyzny i świata całego, módlcie się za nami, módlcie się za Ojca Świętego
modlitwa
Barbary Kloss/1902-1981/mistyczki,cudownie uzdrowionej za przyczyną św. Faustyny


Listy Bł Ks Michała Sopoćki -wyjaśniające zmiany w Łagiewnikach .


Uwielbiony Bóg w Miłosierdziu!

Białystok
9.IV.1964 r.

Szanowny Panie,

Przeżycia s. Faustyny były dla mnie tylko okazją, a nie źródłem, przyczyną do szerzenia kultu Boga W Miłosierdziu.
 Wobec nie uznania przez św. Officjum tych przeżyć za nadprzyrodzone, a tym Bardziej wobec udzielenia mi "monitum" (skądinąd niesłusznie), bym się wcale nimi nie zajmował, Musiałem, jak i przedtem, oprzeć ten kult wyłącznie na Piśmie św. Tradycji i Liturgii, nie wspominając nawet o przeżyciach s. Faustyny, jako o okazji.
W ten sposób napisałem czterotomową pracę ,,Miłosierdzie Boga w dziełach Jego,, z których pierwszy tom wyszedł w Londynie 1959r. przetłumaczony na język angielski (drugi i trzeci tom zostały wydane w Paryżu 1960,1962), a czwarty tom wyjdzie może w r.b. Nadto streszczenie tych tomów napisałem po łacinie i obecnie po wydaniu w Paryżu będzie ono w tym miesiącu Papieżowi i wszystkim Biskupom na świecie wraz z osobnym listem przedłożone.


To nie ma nic wspólnego ze sprawą s. Faustyny, której proces informacyjny winien się rozpocząć w Krakowie i o co mają się ubiegać ss. Matki Boskiej Miłosierdzia u Arcybiskupa Krakowskiego.
W tej sprawie w roku 1948 złożyliśmy podanie (ja i Przeł. Generalna ss. M.B.M.) do św. p. Kard. Sapiehy,
ale siostry je potem wycofały
(bez porozumienia się ze mną
) i mianowały same Postulatora w tej sprawie nie jakiego Ks. Suwały (pallotyna) w Rzymie, który doprowadził sprawę do znanego wyniku.
Wobec tego moja akcja obecna nie przeszkadza, by SS. Matki Boskiej Miłosierdzia


Rozpoczęły na nowo drogą właściwą starania u Arcybiskupa Krakowskiego o wszczęcie procesu Informacyjnego s. Faustyny, o czym im to zakomunikowałem. Moja interwencja w tej sprawie jest Zupełnie zbyteczna, a nawet wobec zakazu św. Officjum całkowicie niemożliwa.
Jest jeszcze przeszkoda


Do wszczęcia procesu informacyjnego, brak sprawdzonych cudów za wstawiennictwem s. Faustyny.
O jednym cudownym uzdrowieniu (p.
B.Klosówny) w r.1944 słyszałem i zbierałem odpowiednie świadectwa Lekarskie, które posiada sama uzdrowiona /Szymanowo 11, p. Mołduty pow. Morąg woj. olsztyńskie.

A opisy są u sióstr w Łagiewnikach, ale muszą one protokolarnią być potwierdzone przez Trybunał Kościelny,
czego dotychczas mimo mojej prośby nie uczyniono. O drugim cudownym uzdrowieniu Słyszałem, że miało miejsce w Rzymie u kard. Tisseran a, ale szczegółów nie mam. Z powyższego Wynika, że ze swej strony robiłem i robię, co mogę.

Łączę pozdrowienia w Jezusie Najmiłosierniejszym i cieszę się, że Sz. Pan ma tę sprawę w sercu, Starając się ze swej strony popierać ją modlitwą i w miarę możliwości czynem.

W oryginale podpis ks. Michała Sopoćki



list 2

 


list Białystok 30IX.1969

Uwielbiony Bóg w Miłosierdziu

Wielce Szanowny Panie!

Uprzejmie dziękuję za pamięć i życzenia, a najbardziej za modlitwy.

Do Krakowa na dzień 5. X. br. najprawdopodobniej nie przyjadę z następujących powodów:

a /Ma być konfrontacja obrazu Sługi Bożej s. Faustyny z książki francuskiej P. Winowskiej z właściwą jej fotografią wręczoną mi przez nia samą za parę tygodni przed Jej zgonem. Już wielokrotnie wypowiadałem moje oburzenie na Matkę Ksawerę za sfałszowanie podobizny Sługi Bożej i nie chcę jaszcze raz powtarzać.

b/ Podobnież sfałszowany został obraz najmiłosierniejszego Zbawiciela.

 

 

Łączę pozdrowienia wszystkim Czcicielom Miłosierdzia Bożego czyli Najmiłosierniejszego Zbawiciela i pozostaje najoddańszy w Panu

Ks. Michał Sopoćko
Białystok 30IX.1969

 

 

 

Śp. Hyla namalował obraz według własnego widzimisie, a szczególnie ten, co się znajduje w Łagiewnikach  nie odpowiada myśli Siostry Faustyny  Arcybiskupia Komisja Liturgiczna w Krakowie dn. 29. VI. r. oceniła go bardzo ujemnie, że “trzeba się od niego odwracać“, ze względu na niedopuszczalne w obrazach kultowych feminizmu i niezgodności z liturgią Niedzieli Przewodniej.

Dlatego ja przed nim od tego czasu Mszy Świętej odprawiać nie mogę wbrew życzeniom SS. Matki Boskiej Miłosierdzia i Księży Pallotynów, którzy nadal mają ten obraz w Ołtarzu w Częstochowie i Poznaniu.
Ten obraz można zawiesić w salonie, jak to uczyniły SS. Karmelitanki w Częstochowie, ale nigdy w Kościele. Św. Officjum już dwakroć wypowiedziało się, że święto Miłosierdzia Bożego nie może być ustanowiony, a tylko ma być święto Najmiłosierniejszego Zbawiciela, albowiem przedmiotem każdego kultu może być tylko osoba.

Otóż zanim wyślemy oficjalnie do Stolicy Apostolskiej z jakąś prośbą, trzeba na samprzód uzgodnić nasze stanowisko w tych sprawach zasadniczych. Inaczej nasze stanowiska w tych sprawach zasadniczych. Inaczej próżne będą nasze wysiłki.

 

Nadeszła kolejna pierwsza sobota. Pierwsza bez niego - bez ks. Mirosława Drozdka, zakopiańskiego Kustosza


Siostra Łucja, Jan Paweł II, Anatol Kaszczuk, Ksiądz Kustosz... Nas tam nie ma. Za mało jeszcze wiemy, za mało egzaminów zdaliśmy, jeszcze za mało jest w nas miłości. Wciąż jesteśmy w ziemskiej klasie. ...

ks. Mirosław Drozdek...
 Mówił o misji zleconej nam w Fatimie, o wypełnieniu się na naszych oczach obietnic, bo "Bóg nie chce już dłużej czekać, sam wypełni obietnice Fatimy".
Mówił o owocach, których nie doczekał: "Święty Maksymilian Kolbe nie doczekał owoców swojej pracy. Ja też nie doczekałem".
A ja mówiłem mu o wizji Barbary Kloss, że wszystko dopiero przed nami, że to prawda - sanktuarium nie jest jeszcze tym owocem jego życia, który zaplanowała Maryja. Że Bóg da coś więcej.
Dobrze pamiętam tamtą wizję...
 Było to niedługo po zakończeniu wojny rozpętanej przez Adolfa Hitlera.
Pewnego dnia Barbara Kloss, polska mistyczka, której Maryja dyktowała pierwszosobotnie rozważania, jechała góralską bryczką z Zakopanego do Kościeliska.
Schorowana i obolała wydawała się drzemać. Nagle poruszyła się i zdecydowanym głosem zażądała, by zatrzymano powóz. Jadący z nią rozejrzeli się zaciekawieni.
Cóż takiego szczególnego dostrzegła Barbara Kloss? Miejsce było takie, jakich wiele w tych okolicach. Kilka góralskich chat, niewielki las na łagodnym wzgórzu. Wprawdzie po lewej piętrzył się ku niebu dumny Giewont, ale oczy Barbary spoglądały pełne zachwytu w przeciwną stronę - ku świerkom rosnącym na przydrożnym pagórku.
 Wtedy usłyszeli: "Widzę wielki ogień bijący w niebo. Tu będzie stał kiedyś kościół, z którego sława Matki Bożej rozejdzie się na cały świat". Gdzie jest to "miejsce ognia"?
Barbara Kloss zatrzymała powóz tam, gdzie dziś znajduje się sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej...
Ale wierzę za Księdzem Kustoszem, że sława tego sanktuarium jest jeszcze przed nami. Że nadejdzie czas, kiedy Matka Najświętsza zrodzi w nim niezwykłe owoce. Jakie? Mogę tylko przeczuwać...
http://www.porady-duchowe.siedlce.opoka.org.pl/NIEUST-ROZA.htm

NIEUSTAJĄCY RÓŻANIEC (krąg tygodniowy).

1. Jak powstał?
Niedawno w okolicy Ostródy zmarła w opinii świętości mistyczka Barbara Kloss, której rozmyślania wydano jako „Myśli Różańcowe”.
Widziała ona wielką tarczę zegarową i grupy ludzi mówiących Różaniec, stojące przy poszczególnych godzinach. Ujrzała też szatana w postaci przypominającej ludzką, który poczuł się na tej tarczy jak przypiekany ogniem na patelni i chciał z niej uciec, okazało się to jednak niemożliwe: za każdym razem natrafiał na modlących się ludzi. W końcu wystrzelił w górę jak błyskawica, lecz pozbawiony głowy i rąk. Miało to oznaczać pozbawienie go wszelkich możliwości działania. To była zachęta do utworzenia pierwszego kręgu czuwających na modlitwie różańcowej przez okrągły tydzień, przy czym poszczególne osoby lub grupy (rodziny) czuwają przez jedną godzinę w tygodniu. Istnieją próby stworzenia kręgu jednodobowego i miesięcznego, których tu nie oceniamy z braku miejsca, lecz za najbardziej godny rozpowszechnienia uznajemy krąg tygodniowy. Kręgów takich jest już w Polsce wiele, coraz też więcej powstaje ich za granicą, zwłaszcza w USA. Ojciec Święty Jan Paweł II powiedział: „Wiem o nich, cieszę się i błogosławię. Róbcie to na wielką skalę”.

Lista osób, należących do poszczególnych kręgów, została przekazana „Radiu Maryja”, które zebrało kilkanaście tysięcy zgłoszeń. Napływają wciąż dalsze. Gdyby ktoś wybrał sobie godzinę w tygodniu (np. czwartek 2300), niech wraz ze swoim adresem prześle do „Radia Maryja”, ul. Żwirki i Wigury 80, 87–100 TORUŃ. Można na kopercie dopisać: Nieustający Różaniec.

2. Jak niewidomi są ci, którzy twierdzą, że „zawsze szatan działał w świecie i nie można twierdzić, że dzisiaj jest silniejszy i odnosi więcej zwycięstw, niż dawniej”! My widzimy: owoce jego działania, zwycięstwa na coraz większą skalę, ludzi, którzy mu coraz bardziej świadomie i dobrowolnie służą. Należą do nich zwłaszcza masoni – najzawziętsi, a w Polsce najbardziej ukryci wrogowie Kościoła, Ojczyzny, człowieka.

Msza święta i sakramenty, jeśli tylko ktoś w pełni otworzy się na ich łaskę i moc, są naszą bronią najpotężniejszą. Na drugim miejscu co do skuteczności możemy postawić Różaniec, z którym z reguły objawia się w świecie Maryja, a któremu Jan Paweł II nadał nieoficjalnie moc egzorcyzmu, czyli szczególnej broni przeciwko szatanom.

Kiedy Różaniec jest bronią skuteczną? Gdy wypełnimy zwłaszcza dwa warunki: na początku skierujemy myśl przeciwko wrogowi, mówiąc mu: mocą tych Tajemnic zostajesz pokonany, lub podobnymi słowami (można tu wyobrazić sobie dotychczasowe pole jego zwycięstw, np. Polskę, swoją rodzinę), z przekonaniem, że broń jest skuteczna. Drugi warunek to wykorzystanie mocy obrazu czyli wyobrażonej sobie sytuacji, w jakiej jest Jezus w danej Tajemnicy, np. gdy upada pod krzyżem. Ci, którzy przez cały czas, mówiąc Pozdrowienia Anielskie, potrafią widzieć tę sytuację w wyobraźni, zmuszają szatana do patrzenia na jego własną klęskę, którą zadali mu Jezus z Maryją, zaś tego nie może on znieść. Kto tego nie potrafi, niech jednak nie wątpi w skuteczność swojego Różańca. Takie „widzenie” jest jednak naprostszym rozmyślaniem, którym przecież powinien być Różaniec.

3. Gdy zły duch zostanie w ten sposób pozbawiony „głowy i rąk”, czyli możliwości myślenia i działania przeciwko nam, zwycięża w duszach ludzkich łaska Boża, wzmocnione są dary Ducha Świętego i ludzie powstają z największych nawet upadków i nałogów tam, gdzie dotychczas usprawiedliwiali się argumentami, podsuwanymi przez szatana. Tak możemy "egzorcyzmować" siebie i innych, nawet cały kraj, ufając, że nasza Królowa sama będzie wiedziała, gdzie skierować w tej chwili ostrze tej broni.

Nie trzeba więc mnożyć intencji, w jakich się modlimy; choć można je wymienić, zawsze jednak na pierwszym miejscu stawiamy intencje Matki Bożej. Po to się objawiała w tylu miejscach, prosząc (także po polsku – w Gietrzwałdzie): mówcie codziennie... Inne zobowiązania Różańcowe, np. Tajemnicę z Koła Żywego Różańca, włączamy oczywiście w naszą godzinę.

4. Im trudniej ta walka różańcowa przychodzi, tym bardziej liczy się zwycięstwo. Możemy sądzić, że nocne godziny czuwania przynoszą więcej łaski zarówno czuwającym, jak i tym, za których się modlimy.

5. Co zrobić, gdy jakieś przeszkody uniemożliwią nam czuwanie o tej właśnie godzinie? Gdy je przewidujemy, szukamy w miarę możności kogoś, kto by za nas czuwał lub z kimś się zamieniamy godziną. W razie braku takiej możliwości, np. przy nagłej przeszkodzie, czuwamy w tym dniu o innej godzinie. Gdyby częściej nie udawało się czuwanie o wybranej przez nas godzinie – zgłaszamy odpowiedzialnemu za nasz krąg (lub w „Radiu Maryja”) i prosimy o zamianę, a nawet o skreślenie z listy. Zgłoszenie obowiązuje rodzinę zmarłego lub ciężko chorego członka kręgu Różańca, także wtedy, gdy ktoś inny przejmuje na stałe daną godzinę.

6. Wiadomo, że czuwanie o ustalonej godzinie nie obowiązuje pod grzechem, więc nie musimy się z zaniedbania spowiadać, jednak możemy wyznać, gdy jest ono rzeczywiście świadome i dobrowolne (nie będzie takim nigdy np. zaśnięcie). Jakieś dobro wtedy przepada. Można to porównać np. do zaniedbanego nabożeństwa w którąś z pięciu Pierwszych Sobót miesiąca. Nikt nam ich „pod grzechem” przecież nie nakazał, a jednak czujemy jakiś brak.

7. Ile Tajemnic w ciągu godziny? Nie ma na to żadnej reguły. Można „wpaść w ekstazę” czy zachwyt i zapomnieć o świecie, o czasie, o ilości, przeżywając zaledwie kilka Tajemnic. Ma to być jednak Różaniec, a nie inne modlitwy. Gdyby więc ktoś w ciągu swojej godziny skończył 3 części, zaczyna znów od Tajemnicy I radosnej, nie zapełniając czasu koronkami, litaniami.

8. Gdy mamy taką możliwość, zapraszamy do wspólnego czuwania naszych bliźnich, na całą lub część naszej godziny. Unikajmy wtedy pośpiechu, jak też mówienia przez wszystkich głośno wszystkich słów Różańca, gdyż to męczy i zakłóca rozmyślanie. Niech jedna osoba mówi pierwszą część (np. "Zdrowaś..."), pozostałe drugą.

9. W jakiej postawie? W ułatwiającej rozmyślanie. Łatwiej np. rozważać część bolesną klęcząc. Można na tej samej zasadzie przy radosnej siedzieć, zaś przy chwalebnej – stać, zwłaszcza przy większej senności. Można przez cały czas siedzieć, a nawet leżeć w łóżku, np. zimą. Ciało nie powinno przykuwać naszej uwagi na tyle, by nam przeszkadzało w rozmyślaniu.

10. A gdy często wypada wtedy podróż? Oczywiście, nie musi być ona przeszkodą w rozmyślaniu, zwłaszcza wtedy, gdy umiemy wykorzystać wyobraźnię i widoki w pojeździe czy z jego okna zastąpić widokiem 15 obrazów Tajemnic. Nie jest wtedy nawet konieczne trzymanie w ręku różańca. To samo odnosi się do spokojnej monotonnej pracy, gdy ręce są nią zajęte, zaś umysł – Tajemnicami (prasowanie, przebieranie warzyw w kopcu itp.).

11. W jakim wieku można otrzymać własną godzinę w kręgu? Wydaje się, że dolną granicą może tu być sakrament Bierzmowania, który jest jakby „maturą” członków Kościoła i który zarazem jest uzbrojeniem i przygotowaniem do walki z duchem złym mocą Ducha Świętego. Ponieważ bierzmowani przyjmują na siebie obowiązek walki, a szatan wie o tym i atakuje ich odtąd mocniej – dobrze by było, gdyby wszyscy za tę właśnie broń chwycili.

12. Włączenie się w krąg Nieustającego Różańca jest dla nas wielką pomocą w życiu, gdyż przychodzi ona ze strony wszystkich, którzy w świecie podjęli tę modlitwę. Oni modlą się za nas, więc całe Niebo jest ku nam zwrócone i wspiera nas. Nie jesteśmy tylko biorącymi, lecz sami dajemy, jest więc obopólna korzyść. Używając nowoczesnych sformułowań – jest to „dobra inwestycja”, gdyż „procent od kapitału” rośnie w nieskończoność, na wieki. Dodatkową radością w niebie będzie spotkanie z tymi, którym pomogliśmy się tam dostać naszym Różańcem. Sam tylko Bóg wie, jak rozstrzygają się ludzkie losy w ostatniej godzinie, najcięższej i najbardziej dramatycznej. W godzinie mego czuwania umrze na świecie kilkanaście tysięcy ludzi. Nad iloma w łonach matek zawiśnie groźba śmierci? A ilu z czyśćca wejdzie do nieba?

 

 

Barbary Kloss/1902-1981/

mistyczka,cudownie uzdrowiona za przyczyną św. Faustyny dokonała aktu całkowitego odddania się MB Częstochowskiej.

http://obrazmojegoserca.blog.onet.pl/Barbara-Kloss-mistyczka,2,ID379502208,n

Otrzymała dar wewnętrznego słowa,w którym objawiona jej została droga osiągania świętości poprzez medytację i kontemplację tajemnic różańca i pośrednictwa Maryi w procesie osiągania świętości.

 

Wspomnienie o Anatolu Kaszczuku

http://voxdomini.com.pl/vox_art/kaszczuk.html

http://voxdomini.com.pl/vox_art/kaszczuk2.html

- w drugą rocznicę śmierci

http://www.dlapolski.pl/Wspomnienie-o-Anatolu-Kaszczuku-w-druga-rocznice-smierci-art2494.htm

 Wódz

Nadszedł lipiec, a było to niespełna rok od Porozumień Sierpniowych.
Sytuacja polityczna z miesiąca na miesiąc stawała się coraz bardziej napięta. Rząd pozornie tolerował "Solidarność", ale gazety skwapliwie przedrukowywały ostrzeżenia prasy sowieckiej o szerzącej się w Polsce anarchii. Po prowokacji w Bydgoszczy wybuchały inne w różnych częściach kraju, a zaopatrzenie sklepów, zwłaszcza w żywność, pogarszało się z tygodnia na tydzień. Wszystkie braki tłumaczono strajkami w zakładach pracy i w rolnictwie. Wiedzieliśmy, że rząd poduszczany przez "wielkiego brata" nie pogodził się z istnieniem niezależnych związków zawodowych i szuka pretekstu do ich delegalizacji.


O tym wszystkim z wielką troską rozmawialiśmy, siedząc na ganku domu w Szymonowie na Mazurach, grupa gości i gospodyni - pani Barbara Kloss. Pomiędzy dorosłymi kręciła się gromada dzieci. Ganek drewniany, malowany na biało i niebiesko był co prawda wystawiony na południe, ale ocieniony rzędem młodych gęstych lip dawał przyjemny chłód wspomagany innym chłodem, który ciągnął od wielkiej sieni prastarego domu pana Anatola. Do naszych niekończących się rozważań, co będzie - wejdą czy nie wejdą Sowieci, jak "Solidarność" ma reagować, co będzie z Polską i tym podobnych pytań - pani Barbara co jakiś czas wtrącała uwagę o potrzebie modlitwy za Ojczyznę połączonej z zawierzeniem woli Bożej polskich spraw - bez warunków wstępnych. My, czynnie włączeni w ten ruch, mieliśmy, przynajmniej ja sam, pewną trudność w przyjęciu biernej - jak się wydawało - postawy zawierzenia. Pani Barbara wielokrotnie podkreślała siłę modlitwy i jej skuteczność, gdy polega ona na zawierzeniu woli Boga.
O tej niezwykłej osobie, jaką była pani Barbara Kloss, napiszę innym razem, jeśli tego nie zrobią bardziej kompetentni. Tu chcę nadmienić, że była ona spiritus movens, prawdziwym motorem sprawczym i konsultantem wielu pomysłów i decyzji Anatola Kaszczuka.
A więc owego pierwszego dnia lipca siedziała wśród nas na swym wózku inwalidzkim drobna, krucha i wymizerowana, z głową na wiejski sposób owiązaną białą chustką, z rękoma zaciśniętymi na różańcu i oparciu wózka. Popatrywała z uśmiechem na dzieci, z których zwłaszcza te mniejsze garnęły się do niej, pokazując swoje skarby z wyprawy nad jezioro.
Tu chcę wyjaśnić, dlaczego zapamiętałem ten dobroczynny chłód ganku.
Już siódmy tydzień w całym kraju nie było deszczu. Ani jednej kropli. Radio podawało hiobowe komunikaty o zapowiadanym nieurodzaju, ba, klęsce żywiołowej. W powietrzu wisiała złowroga cisza. Wszystko, co żyło, chowało się w cień - muchy, pszczoły, ptaki i ludzie. Drzewa zwijały liście, trawy więdły i robiły się szeleszczące, a kostrzewa cięła po stopach. Dla nas, ludzi miejskich, doświadczonych kartkami żywnościowymi i pustymi półkami w sklepach, wiara, że polska wieś nas wyżywi, stawała się mitem w obliczu tej suszy.
Ktoś zapytał, gdzie jest pan Anatol.
- Anatolek z Jasiem poszli sprawdzić pszenicę, czy bardzo zniszczona przez suszę.
Niebawem ukazał się Anatol. Ze spuszczoną głową szedł wolno, trzymając w ręku łopatę i wiadro z nacią ziemniaczaną, a za nim wlókł się równie smutny Jaś, jego główny, najczęściej jedyny współpracownik w gospodarstwie.
- Jeszcze tydzień bez deszczu i pszenica zasuszy się na amen. Ziemniaki - o takie! To mówiąc wyciągnął z wiadra zrudziałe łęty z malutkimi jak orzeszki ziemniakami. I ziemniaków też nie będzie, głód!
Zapadła zupełna cisza, byliśmy jak porażeni. Pani Barbara chwilę milczała, po czym usłyszeliśmy ciche słowa: - Anatolku, trzeba się modlić za Polskę.
Po dobrej chwili dodała: - I... o deszcz, bo nie będzie jedzenia. Jutro mamy wielkie święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny.
Siedzieliśmy w milczeniu. Po głowach snuły się nam wojska sowieckie, kartki na cukier, pałki zomowców i homilia Ojca Świętego z placu Zwycięstwa. Modlić się za Polskę. Ale jak?
Pani Barbara zaczęła z wolna zawracać wózek, tak że uważny zawsze Anatol bez słowa wyprowadził ją i zniknęli w mroku sieni.
Wiadomo nam było, zwłaszcza niektórym, że takie nagłe i milczące powroty pani Barbary wraz z Anatolem do jej pokoju kryją jakąś tajemnicę ich komunikowania się.
Istotnie, przy kolacji Anatol wystąpił z planem.
- Trzeba urządzić pielgrzymkę dookoła Polski.
Zaczęliśmy popatrywać po sobie, ale nikomu nie było do śmiechu, bo Anatol twarz miał ściągnięta i skupioną.
- Jak to, panie Anatolu?
- Wyjdziemy jutro po Mszy św. i obiedzie. To będzie prawdziwa pielgrzymka, tyle że wzdłuż granic naszego gospodarstwa. Będziemy prosić Królową Polski, aby przyjęła naszą pielgrzymkę jak pielgrzymkę wzdłuż granic Jej królestwa. Ja już tak nieraz szedłem, trwa to około dwóch godzin, będzie czas na cały Różaniec z rozważaniami, które każdy sam musi przygotować. Na koniec przed Najświętszym Sakramentem zmówimy Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Weźmiemy świece i figurkę Matki Bożej Róży Duchownej, którą po każdej tajemnicy ktoś inny poniesie.
Zdania były krótkie, Anatol zachowywał się w tym momencie jak prawdziwy wódz. Widać w nim było przedwojennego oficera. Na koniec rozdał każdemu, nie wyłączając starszych dzieci, tematy tajemnic różańcowych z poleceniem przygotowania własnych rozważań. Dzieci poszły szybko spać, konsultując się szeptem w sprawie jutrzejszych zadań.
Następnego dnia w święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny zebraliśmy się sporą grupą przed gankiem.
Anatol nas ustawił i polecił opiece chłopców dwie starsze panie inwalidki, które uparły się też iść z nami.
Sam kroczył za figurką, niosąc tajemniczo wyglądające palladium Legionu Maryi.
Skierowaliśmy się w przepiękną, ocienioną lipami polną aleję, po każdej tajemnicy Różańca kropiąc święconą wodą pola, łąki i zagaje na lewo i prawo.
Anatol, poczynając od Krakowa, wspominał władców i przepraszał za ich błędy i zaniechania. Potem był Śląsk, Pomorze, Gdańsk. Szybko się okazało, że dzieci i młodzież niezwykle głęboko ujmowały swoje rozmyślania. Zbliżaliśmy się do jeziora i lasu, a według Anatola obchodziliśmy Mazury, Litwę i Białoruś. To rozszerzenie granic Polski o obszar zajęty przez ZSRS wytłumaczyłem sobie przywiązaniem Anatola do jego stron rodzinnych.
 Kiedy wypadła kolej na czwartą i piątą Tajemnicę Bolesną, wymienił Kozielsk, skąd cudem był uratowany, i Katyń, gdzie zginęli jego koledzy. Już chciałem prosić o Wołyń i Podole, ale Anatol od siebie wymienił Lwów, wspominając śluby Jana Kazimierza, a następnie Kijów i Odessę. Na koniec obiecał, że nauczy nas specjalnej modlitwy pani Barbary.
Powtarzaliśmy więc za naszym wodzem słowa tej błagalnej modlitwy, dobitnej i przejmującej, jak apel wojska po bitewnym trudzie.
Wszyscy się rozeszli po obszernym domu, a ja zostałem sam na ganku. Gdy Anatol tam zajrzał, zapytałem go: - Dlaczego wspominał pan ziemie utracone, nawet te od bardzo dawna już nienależące do Polski?
Anatol spojrzał na mnie badawczo.
- Wiem, że pan się interesuje historią i zauważyłem pańskie zdziwienie.
Panie Dominiku, Jan Kazimierz oddał pod opiekę Matki Najświętszej ówczesne ziemie Rzeczypospolitej i Ona jest Królową na tych ziemiach. Jakie będą granice przyszłej Polski, tego my nie wiemy. Ona zdecyduje! My mamy obowiązek się modlić za mieszkańców ziem dawnej Rzeczypospolitej, aby byli wierni swojej Królowej. Dobranoc panu.
Zostawił mnie z kłębkiem różnych myśli. Zrobiło się ciemno, puszczyk przelatywał, nawołując. Skierowałem wzrok za jego pohukiwaniem i wtedy spostrzegłem, że gwiazd na niebie nie widać. Powiał lekki wiatr i spadły pierwsze krople deszczu. Pierwsze krople od półtora miesiąca.
Pielgrzymki wokół granic Polski odbywały się corocznie, prawie aż do śmierci Anatola. My, dorośli, i liczne dorastające dzieci dojrzewaliśmy w przekonaniu, że są bardzo ważne i mają głęboki sens.
Co się działo potem w Polsce, nie będę opowiadał. Sami wiecie.
Dominik Nowina Konopka

Modlitwa Barbary Kloss
Wszyscy rodacy, którzy w stanie łaski przelaliście krew za Ojczyznę i wiarę w walce z poganami i wrogami Krzyża, módlcie się za nami. Wszyscy w chwale niebieskiej rodacy i rodaczki, którzy modłami, łzami, cierpieniem, pracą i ofiarą chcieliście Królestwo Boże wybłagać dla Ojczyzny i świata całego, módlcie się za nami, módlcie się za Ojca Świętego.

 

 

Prawda i tylko prawda

Kanadyjskie spotkania z biskupem Zbigniewem Kraszewskim

http://www.michaeljournal.org/kraszewskip.htm

 

Pożegnanie biskupa Zbigniewa J. Kraszewskiego (1922-2004)

 

4 kwietnia zmarł w Warszawie emerytowany biskup pomocniczy diecezji warszawsko-praskiej Zbigniew Józef Kraszewski.

Urodził się 12 lutego 1922 r. w Warszawie w rodzinie inteligenckiej. Studia filozoficzno-teolo­giczne rozpoczął w tajnym seminarium duchow­nym w Warszawie. Od 1945 r. kontynuował je na Wydziale Teologii Katolickiej Uniwersytetu War­szawskiego. Święcenia kapłańskie przyjął 12 marca 1949 r. w Warszawie. Był wikarym w Lesz­nie, Piastowie i w parafii św. Wawrzyńca w War­szawie. W 1954 r. uzyskał doktorat z teologii do­gmatycznej na UW. Od 1956 r. wykładał w semina­rium duchownym w Warszawie, w r. 1970 został jego rektorem. 17 listopada 1970 r. Paweł VI mia­nował go biskupem pomocniczym arcybiskupa Gniezna i Warszawy (tyt. Horreomargo). Sakrę biskupią przyjął 8 grudnia tego samego roku. Był wikariuszem generalnym archidiecezji warszaw­skiej (1970-1992), a po reorganizacji struktur ko­ścielnych w Polsce biskupem pomocniczym i wika­riuszem generalnym diecezji warszawsko-praskiej (1992-1997). W Episkopacie pełnił funkcje wice­przewodniczącego Komisji Maryjnej oraz Komisji Duszpasterstwa Akademickiego. 6 grudnia 1997 r. Jan Paweł II przyjął jego rezygnację z urzędu.

W telegramie kondolencyjnym przesłanym na ręce bpa Kazimierza Romaniuka Ojciec Święty napisał m. in.:

„Po 55 latach pracy kapłańskiej i 34 latach bi­skupiej, odchodzi do domu Ojca wierny uczeń Chrystusa, duszpasterz polskich kombatantów. Zawsze szczerze oddany Bogu i ludziom: uczest­nik Powstania Warszawskiego, kapelan Armii Krajowej, profesor i wychowawca Wyższego Me­tropolitalnego Seminarium Duchownego w War­szawie. W swoim kapłaństwie bardzo związany ze sługą Bożym kard. Stefanem Wyszyńskim Pryma­sem Tysiąclecia, z rąk którego przyjął zarówno święcenia kapłańskie, jak i sakrę biskupią.

Przez wszystkie lata pełnił posługę z poświę­ceniem, dochowując wierności Chrystusowi i Ewangelii. Dał się poznać jako gorliwy Pasterz: proboszcz i wychowawca młodzieży, wikariusz generalny. Konferencja Episkopatu Polski powie­rzała Mu odpowiedzialne zadania w Komisji Maryj­nej oraz Komisji Duszpasterstwa Akademickiego.

Przez wszystkie lata pozostał wierny swemu biskupiemu zawołaniu ‘Maryja zwycięża”. Zawiera się w nim osobiste zawierzenie śp. Biskupa Józefa Matce Bożego Syna oraz Jego staranie o zacho­wanie depozytu wiary, troska o los człowieka, jego dobro i sprawiedliwość. Niech więc Bolesna Matka, stojąca pod Krzyżem Zbawiciela wyjedna Mu swoim wstawiennictwem, aby Miłosierny Bóg przyjął Go do swej chwały i obdarzył wiecznym pokojem”.

L’Osservatore Romano, nr 5/2004

„Myśli Różańcowe”

W sierpniu 1976 r. spotkała nas – Pielgrzy­mów św. Michała – niezwykła niespodzianka.
Otrzymaliśmy list od biskupa Kraszewskiego z Warszawy, który w tym czasie odwiedzał Hamilton, przemysłowe miasto w prowincji Ontario w Kana­dzie. Do listu biskup dołączył francuskie tłumacze­nie wzniosłych „Myśli Różańcowych”, przekazów, jakie otrzy­mywała uprzywilejowana dusza – Bar­bara Klos­s z Polski (patrz: MICHAEL, nr 24 / 2003 i nr 25 / 2004). Prosił on nas o ich opubli­kowanie, żeby wiele dusz mogło z nich skorzystać.

W swoim liście Jego Ekscelencja pisał do re­daktor naczelnej „VERS DEMAIN” i „MICHAEL Jour­nal”, Gilberte Côté-Mercier: „W Polsce bardzo wy­soko cenimy Panią jak również Pani pracę lite­racką, a także Państwa cenne publikacje”.

W odpowiedzi na list biskupa, Gilberte Côté-Mercier stwierdzała, iż „książka ta stanowi praw­dziwą ekspertyzę dotyczącą Różańca Świętego”. I rzeczywiście, pani Côté-Mercier, dla umocnienia w wierze naszych Czytelników, opublikowała większą część tych pięknych „Myśli Różańcowych” w VERS DEMAIN i MICHAEL Journal. Przygotowała też czte­rostronicowe bezpłatne wydania gazety złożone z fragmentów książki Barbary Kloss, przetłumaczo­nych na język francuski i angielski, które rozpro­wadziliśmy w milionach egzemplarzy na całym świecie. Przyczyniło się to do poznania Polski przez naszych Czytelników we wszystkich krajach świata.[1]

 
Joomla 1.5 Templates by Joomlashack