A Free Template From Joomlashack

A Free Template From Joomlashack

Drodzy Państwo

Niniejsza strona jest kontynuacją mojej wcześniejszej witryny:

http://hamburgpol.w.interia.pl/

stworzonej 13 sierpnia 2004 roku dzięki pomocy ś.p. Ryszarda,  członka założyciela NSZZ "Solidarność", wspaniałego patrioty i ofiarnego przyjaciela.

 

 

 

KSIĄŻKI ON-LINE

 

Uwaga
- nowa książka na witrynie:

Jean-Baptiste Bouchaud

MIŁOŚĆ ZA MIŁOŚĆ

Życie zakonne św. Rafała Kalinowskiego

Zapraszam do lektury

 

 

Książka "Dogmat Świętych Obcowanie" do której tekst zebrał i opracował w 1980 roku mói Tata
ś.p. Bernard Paweł Jan Tuszyński

 

Herman Cohen - Augustyn-Maria od Najsw. Sakramentu

 

Życie ojca Hermana
- Augustyna-Marii
od Najśw. Sakramentu

Książka wydana przez Siostry Miłosierdzia z Łagiewnik 1898 r

"Źródłem, z którego wypłynęły potoki miłości, siłą, która sprowadziła wylew dotąd nieznanej radości - była wiara święta. Nie ma jej ani w judaizmie, ani w schizmie, lecz tylko w jednym prawdziwym Kościele Katolickimi, W tym Kościele jedynie każdy z obu  naszych nawróconych  źródło wody żywej dla duszy swojej, spragnionej prawdy, mogli znaleźć.
Oby  życiem O. Hermana Cohena  i siostry Natalii Naryszkin, zostający poza obrębem Kościoła zostali oświeceni , że tylko w Kościele św. katolickim - wiara żywot wieczny daje."

Fragment listu Św. Rafała Kalinowskiego do tłumaczki w Łagiewnikach,
11 września 1898 r.

TEKSTY

 

Ks. prof. Franciszek Cegiełka

Nasz święty Rafał Kalinowski

 

 

 

Cudowny obraz, który Św. Faustyna nazwała "Król Miłosierdzia", namalował według słów s. Faustyny Eugeniusz Kazimierowski

W kulcie Miłosierdzia Bożego obraz Króla Miłosierdzia odgrywa pierwszorzędną rolę. Dlatego s. Faustyna przywiązywała do jego poprawności wielką wagę. W obrazie tym odróżniała ona cechy istotne i polecała czuwać, by one były zachowane.

"W dniu 23.09.2005 roku Litwini podstępnie zabrali z polskiego kościoła św. Ducha w Wilnie obraz Jezu Ufam Tobie i to mimo tego że kardynał Baczkis (prymas Litwy) publicznie ogłosił że obraz nie będzie zabrany po kryjomu. Obraz został przeniesiony do pobliskiego kościoła św. Trójcy a w zasadzie kaplicy. Kościół ten przez scianę sąsiaduje z głośnym nocnym klubem Oryginal obrazu Jezu Ufam Tobie w czasach sowieckich zostal przechowany przez wileńskich Polaków i od 20 lat znajdował się w Kościele św. Ducha."

Żródło cytatu

Stronę ogląda

 

• Initium sapientiae timor Domini  - Początkiem mądrości - bojaźń Pańska
(Psalm 111,10)

• Za wielu milczy!
Milczący obserwatorzy, nie zajmujący konkretnego stanowiska - bez odwagi pouczenia - są przed Bogiem współwinni w nieszczęściu Kościola 
Św. Hildegard
von Bingen (1098-1179)

• Największym wrogiem chrześcijaństwa są sami chrześcijanie,
jeśli są tchórzliwi i wygodni.  
Ks. abp prof. dr hab.
Stanisław Wielgus

 

 

 

 

Św. Michał Archanioł

 

 

 

 

Wy Polacy,
przez niniejszy ucisk oczyszczeni i miłością wspólną silni, nie tylko będziecie się wzajem wspomagali, nadto poniesiecie ratunek innym narodom i ludom, nawet wam niegdyś wrogim.

Cześć Maryi i Świętego Sakramentu zakwitnie w całym narodzie polskim.

Najwyżej zaś Pan Bóg was wyniesie, kiedy dacie światu
WIELKIEGO PAPIEŻA.

Bóg żąda od was walki w duchu Chrystusowym, i w duchu Jego Świętych.

Bł. ks. Bronisław Markiewicz
"Bój bezkrwawy", 1908

 

 

 

Św. Ekspedyt

 

Nowenna
do św. Expedyta

 

Monachium -Kraków Karmel i Sobiescy

 

Patronka Karmelu w Oświęcimiu

Służebnica Boża Karmelitanka ,,Teresa od Jezusa ,, była wysłana przez rodziców Króla Jana III Sobieskiego na fundację Karmelu do Lwowa ,wraz z nią wyjechała  księżniczka Maria Klara Wittelsbach  ur 10 marca 1608 r w Monachium w Karmelu Maria Teresa od św Józefa 

 

 

Marianna Marchocka zaczęła doświadczać pierwszych przeżyć mistycznych w wieku 21 lat-miała dar bilokacji oraz stygmaty po śmierci jej ciało nie  uległo  rozkładowi i po kasacie zakonu warszawskiego zostało przewiezione do Krakowa.
Życie Marianny Marchockiej spisane na polecenie spowiednika, a później kierownika duchowego, o. Ignacego od św. Jana Ewangelisty (zm. 1677)zaczęła pisać go 3 maja 1647 roku..Zbieranie dokumentacji historycznej do procesu beatyfikacyjnego rozpoczął św. Rafał Kalinowski.Proces beatyfikacyjny rozpoczął się 21 grudnia 2007 w Krakowie

Mistrzyni i przełożona w Krakowie

W lutym 1630 roku s. Teresa od Jezusa została wybrana pod przeoryszą klasztoru krakowskiego

http://karmel.pl/hagiografia/marchocka/baza.php?id=05

W styczniu 1633 roku nową przeoryszą klasztoru została s. Konstancja od św. Karola.

W lutym 1633 r podprzeoryszą wybrano po raz drugi s. Teresę od Jezusa. Została też mistrzynią nowicjatu.W tym roku kontakt z klasztorem karmelitanek nawiązała 25 letnia Maria von Wittelsbach, księżniczka bawarska, od dziecięcych lat przebywająca na polskim dworze królewskim w Warszawie. Księżna Maria Klara otrzymała habit zakonny 21 lutego 1634 roku z rąk wizytatora generalnego o. Gerarda od św. Łukasza. Początkowo królewicz kardynał - żądał, by dano jej habit bez żadnej próby. O. Piotr Kordoński nie zgodził się na to i musiała odbyć tygodniowy postulat. Mieszkała w pałacu królewskim na Łobzowie i codziennie przychodziła na rozmowę z siostrami i przyszłą mistrzynią, s. Teresą od Jezusa, by mogły ją poznać i ocenić jej powołanie....Mistrzyni okazała się świetnym pedagogiem. Zdawała sobie sprawę, że wychowanej na dworze królewskim nowicjuszce niełatwo będzie przestawić się na nowy sposób życia, a przede wszystkim nauczyć się praktyki doskonałego posłuszeństwa, umartwienia, wykonywania prac służebnych, łącznie z paleniem w piecach. Uczyła ją, że istota życia karmelitanki polega na modlitwie oraz umartwieniu wewnętrznym i zewnętrznym. Wprowadzała ją więc w tajniki modlitwy wewnętrznej, trwania w obecności Bożej poprzez akty strzeliste, uświęcenia wszystkich swoich czynów ofiarując je Bogu jako wyraz miłości. "Uczyła ją w najmniejszych rzeczach zaprzeć się własnej woli i zmysły swoje w karności trzymać..." na przykład dobrowolnie przyjmując niewygodną pozycję w siedzeniu, umartwiać ciekawość, rezygnować ze smacznej potrawy. Nowicjuszka okazała się pojętna, chętnie korzystała z pouczeń mistrzyni i - jak to często w nowicjacie bywa - w pewnym momencie zdawało się jej, że mogłaby znacznie więcej cierpieć dla Pana Boga, na wzór świętych, których żywoty czytała. Jej pragnieniu stało się zadość. Początkowa łatwość modlitwy minęła, przyszły chwile oschłości i zniechęcenia, pojawiły się pytania, czy to życie jest dla niej, a jeżeli już dla niej, to czy nie powinna być traktowana trochę lżej ze względu na książęce pochodzenie? Do tego nowa przełożona, m. Anna od Jezusa,sama więc wzięła ten urząd w swoje ręce. Rozpoczął się surowszy nowicjat. Nowicjuszka przez moment załamała się. Zdawało się jej, że zgromadzeniu powinno na niej bardziej zależeć, choćby ze względu na wielki posag, który wniosła.

W przewidzianym czasie złożyła śluby zakonne, była bardzo gorliwą zakonnicą i kilka lat później ze swoją pierwszą mistrzynią zostały wyznaczone na fundację do Lwowa.W latach trzydziestych tylko dwie kandydatki otrzymały habit zakonny w klasztorze Św. Marcina: s. Ludwina od Trójcy Świętej, córka Mikołaja Piotrkowica, i znana już nam s. Teresa Maria od św. Józefa.Zgromadzenie liczyło 21 zakonnic i osiągnęło maksymalną liczbę dopuszczalną przez Konstytucję. Tylko fundacja nowego klasztoru lub śmierć którejś z profesek mogły umożliwić następne przyjęcia.

http://karmel.pl/hagiografia/marchocka/baza.php?id=05

Fundatorka we Lwowie

Zakonnice, a za nimi ludzie spoza klasztoru, szeptali "plotki" o tym, że Siostra Teresa od Jezusa czyta myśli innych, że jej modlitwy są skuteczne. Szczególnie głośny stał się przypadek powrotu do życia dziecka, które uznano za zmarłe. W takiej sytuacji Matka doszła do przekonania, że najlepszym dla niej wyjściem byłby wyjazd z Krakowa na nową fundację.łatwo wyobrazić sobie jej radość, gdy dowiedziała się o zamiarze Jakuba Sobieskiego założenia klasztoru karmelitanek we Lwowie.

Małżonkowie Teofila z Daniłowiczów i Jakub Sobiescy ( rodzice 12 letniego Jana )uzyskali pozwolenie papieskie na założenie klasztoru karmelitanek bosych we Lwowie 20 lutego 1641 roku. Wynika stąd, że dużo wcześniej skontaktowali się w tej sprawie z prowincjałem karmelitów. Stało się to najpewniej już w roku 1640, czyli niedługo po złożeniu urzędu przeoryszy przez m. Teresę.

Sobiescy przeznaczyli na klasztor drewniany dwór położony na wzgórzu poza murami miasta, odziedziczony po Żółkiewskich, obok którego zbudowali również drewniany kościół pod wezwaniem Matki Bożej Loretańskiej. Przystosowanie przez Sobieskich -dworu na potrzeby klasztoru oraz budowa kościoła miały miejsce przed przybyciem karmelitanek.

Podobnie jak w przypadku fundacji wileńskiej, także lwowska była wspólnym dziełem klasztorów krakowskiego i lubelskiego p.w. św. Józefa. Z obu klasztorów miały wyjechać po dwie zakonnice. Dopiero dwa dni przed wyjazdem, czyli 21 maja 1642 roku, prowincjał podał do publicznej wiadomości imiona wybranych sióstr. Zostały nimi m. Teresa Marchocka i s. Teresa Maria od św. Józefa.

Sobiescy już wcześniej ustalili z arcybiskupem Stanisławem Grochowskim datę uroczystego wprowadzenia karmelitanek do klasztoru na wtorek po Zielonych Świętach (10 czerwca). Do tego terminu trzeba było dostosować całą podróż. W sobotę, 24 maja, obie fundatorki zostały najpierw pożegnane przez zgromadzenie, a następnie w kościele karmelitów bosych p.w. śœ. Michała i Józefa otrzymały od prowincjała błogosławieństwo na drogę.

W pożegnaniu wzięli również udział obaj synowie Sobieskich: czternastoletni Marek oraz o rok młodszy Jan, który później jako król kontynuował budowę klasztoru i kościoła, spełniając w ten sposób testament swoich rodziców.

W podróży towarzyszyli im prowincjał oraz żona fundatora.

Opis podróży karmelitanek do Lwowa zawdzięczamy matce Teresie Marchockiej. Na noclegi zatrzymywały się w dworach szlacheckich; w miarę możliwości starały się przestrzegać godzin modlitwy myślnej i unikać kontaktu ze świeckimi. Droga prowadziła przez Wawrzyńczyce, Rogów - gdzie gościła je wojewodzina krakowska - Nowe Miasto, Osiek, Sandomierz, Bełżyce. Do Lublina przyjechały w wigilię święta Wniebowstąpienia Pańskiego (28 maja).

Czekał tu na nie list Jakuba Sobieskiego nalegający do pośpiechu.

Matka Teresa była doskonałą kronikarką, nie pozbawioną poczucia humoru i umiejącą obserwować drobne szczegóły życia. Od niej wiemy, że w podróży nie brakowało im przygód, nie zawsze może miłych, ale przyjmowanych z humorem. Tak np. w Bełżycach, "miasteczku luterskim" - jak zauważyła matka Teresa - dostała im się na nocleg izba "najforemniejsza na wybór", w której w jednym kącie był piec z kokoszami, w drugim zejście do piwnicy, w trzecim gołębie, klepisko zamiast podłogi, "robactwa też różnych rodzajów dosyć było". Stół był tak wysoki, że musiały przy nim jeść na stojąco, "jako onego starozakonnego baranka". Autorce gospoda ta przypomniała hiszpańskie "venty", opisane przez św. Teresę od Jezusa w Księdze fundacji. "Obrałyśmy miejsce jakiekolwiek do odpocznienia..., niedaleko gołębi, bo dalszego nie było, tak prawie siedząc w habitach noc przetrwawszy, a co się która poruszyła, to gołębie gruchot uczyniły, a kwoka za piecem chrapała jak człowiek i nastraszyła nas, bojąc się, że to kto śpi za piecem. Skoro dzień, uczyniły kury pisk, gołębie gruchot i pobudziły lepiej niż klasztorny dzwon".

W Lublinie fundatorki zwiedziły najpierw kościół karmelitów bosych p.w. Matki Bożej Szkaplerznej, "który jest bardzo piękny i wesoły z pięknym ochędóstwem, następnie udały się do pobliskiego klasztoru karmelitanek p.w. św. Józefa. W tym czasie był on pusty, ponieważ zgromadzenie opuściło miasto w obawie przed zarazą i nie zdążyło jeszcze powrócić. Do spotkania doszło w sobotę wieczorem (31 maja). W poniedziałek prowincjał wyznaczył ze zgromadzenia lubelskiego następne dwie siostry na fundację. Były to: s. Katarzyna od Mądrości Bożej i s. Aniela od św. Teresy, miejscowa podprzeorysza. Tego samego dnia wyruszono w dalszą podróż przez Krasnystaw, Dubie, Bychów, Żółkiew, gdzie - już na swoich włościach - witał karmelitanki Jakub Sobieski z córkami. Zatrzymały się tutaj na kilka dni - od czwartku do poniedziałku świątecznego, czyli od 5-9 czerwca. Ostatnią noc przed wjazdem do Lwowa spędziły w Zboiskach, majątku Sobieskich, pół mili od miasta. Tutaj w gorszym wydaniu powtórzyła się przygoda z Bełżyc. Izbę przeznaczoną na nocleg już wcześniej zamieszkały szczury, "których tam tak wiele było, że między nami po izbie chodziły, weszły i w ona słomę, którąśmy już sobie po ziemi przygotowały..." Siostry musiały ustąpić pola szczurom, same lokując się na ławach, najstrachliwsza z nich nawet na stole. Oczywiście o spaniu nie było mowy.

Na szczęście noc była krótka, bo już o czwartej rano trzeba było wstawać, by udać się do Lwowa. W uroczystej procesji z kościoła sióstr benedyktynek cztery karmelitanki udały się do swego klasztoru. Procesji przewodniczył sufragan lwowski. Wzięli w niej udział karmelici bosi, liczne duchowieństwo diecezjalne i zakonne, bractwa. Tłumy ludzi wypełniły cały szlak łączący oba klasztory. Nie brakło chórów i muzyki, a także "strzelby rozmaitych dział, że się zdało jakoby ziemia się trzęsła... Przed klasztorem naszym zrobiono fontannę, z której woda szła..., obok niej umieszczono figurę małej Teresy de Ahumada y Cepeda, wybierającej się z bratem Rodrygiem na męczeństwo do Maurów. W kościele p.w. Matki Bożej Loretańskiej fundatorki powitał arcybiskup.

Przed mszą św. arcybiskup udzielił sakramentu bierzmowania m.in. córce Sobieskich.

W Zboiskach ojciec prosił matkę Teresę, by ją pobłogosławiła na godne przyjęcie tego sakramentu.

Po mszy św., odprawionej przez sufragana lwowskiego Andrzeja Średzińskiego, przy furcie klasztornej arcybiskup wręczył matce Teresie klucze do klasztoru, a następnie symbolicznie zamknął drzwi klauzurowe za zakonnicami. Nazajutrz odbyły się wybory przeoryszy. Została nią - co było oczywiste - matka Teresa od Jezusa.

Niewiele wiemy o dziejach wspólnoty karmelitanek bosych we Lwowie w latach 1642-1648. Zakonnice zamieszkały w przystosowanym na cele klasztorne drewnianym dworze Sobieskich, obok którego wybudowano również drewniany kościół. Budynki te znajdowały się na wzgórzu poza murami miasta, pod Wysokim Zamkiem. Niewielki kościół posiadał trzy ołtarze: główny p.w. Najświętszej Maryi Panny z Loreto oraz boczne - św. Józefa i św. Teresy. Fundatorzy zaopatrzyli kościół w naczynia i szaty liturgiczne, a klasztor w rzeczy codziennego użytku. Na utrzymanie zgromadzenia przeznaczyli procent z 30 tysięcy złotych, zabezpieczonych na własnych dobrach. W przyszłości zobowiązali się do wybudowania murowanego klasztoru i kościoła. Całość posesji została otoczona wysokim drewnianym parkanem, "gliną białą obmaszczonym".

Zgromadzenie znalazło duchowe oparcie w klasztorze męskim karmelitów bosych, istniejącym we Lwowie od 1613 roku. Do dobrodziejów klasztoru należały liczące się w mieście rodziny mieszczańskie. Karmelitanki nie były tu całkiem nieznane. Już w roku 1620 córka mieszczanina lwowskiego Marcina Desjusza złożyła śluby zakonne w krakowskim klasztorze Św. Marcina. Nic więc dziwnego, że zgromadzeniu nie brakowało miejscowych powołań, tak z rodzin mieszczańskich, jak też szlacheckich. Do roku 1648 siedem kandydatek złożyło śluby zakonne. Dzięki temu obie siostry lubelskie po kilku latach mogły wrócić do swojego klasztoru.

Matka Teresa była nie tylko przełożoną zgromadzenia, ale stała się rzeczywiście jego matką. Wszystkie zakonnice, włącznie z krakowską profeską s. Marią Teresą od ś w. Józefa, były jej nowicjuszkami. Umiejętnością rządzenia, kierowania sumieniami oraz świętością osobistą pozyskała sobie pełnie zaufanie swojej wspólnoty. Zakonnice były przekonane, że tam gdzie nie pomogą ludzkie starania, tam są skuteczne jej modlitwy przed Bogiem.

W marcu 1644 roku gwałtowne roztopy spowodowały, że "wody srogie i niespodziane na klasztorek drewniany, który stał pod górą, napadły, tak że już woda zalewała wszystkie prawie kąty..." Był to Wielki Piątek. W tym czasie matka Teresa, jak w każdy Wielki Piątek, z koroną cierniową na głowie i powrozem na szyi rozważała mękę Pańską we wnęce chóru, w której znajdowało się okienko do przyjmowania komunii św. Siostry, przerażone sytuacją, udały się do niej z prośbą o ratunek. Matka uspokoiła je, przeżegnała wody relikwiarzem, który zawsze nosiła przy sobie i wróciła na swoje miejsce, by dalej modlić się. Zagrożenie minęło, a siostry uznały ten fakt za cud. Może ich pierwsze przerażenie było zbyt wielkie, może zbyt łatwo dopatrzyły się cudu, pozostaje jednak faktem, że wierzyły w niezwykłą skuteczność wstawiennictwa swojej Matki u Boga. Podobnie jak w Krakowie, sława świętości matki Teresy przekroczyła mury klasztoru. Ludzie przychodzili do niej z prośbami o pomoc, przypisując jej modlitwom odwrócenie różnego rodzaju nieszczęść.

Kiedy Teresa Marchocka wybierała się do Lwowa, obawiano się, czy jest dosyć zdrowa, by podjąć trudy nowej fundacji. Obawy okazały się zbyteczne. Starczyło jej zdrowia na wypełnienie wszystkich obowiązków w zgromadzeniu, które dopiero się formowało i gdzie siłą rzeczy zajęć i kłopotów było więcej niż we wspólnocie już ustabilizowanej. Starczyło nawet na więcej. O. Ignacy od św. Jana Ewangelisty, jej spowiednik, aby lepiej rozeznać się w stanach duchowych swojej penitentki, polecił jej opisać wszystko, "co jeno Bóg z tobą czynił" - od czasów dzieciństwa. Stało się to 26 kwietnia 1647 roku, w rocznie złożenia ślubów zakonnych. O. Ignacy był wówczas wikariuszem prowincjalnym, stąd miał prawo wydać jej takie polecenie. Ponadto w tym samym dniu matka Teresa złożyła ślub posłuszeństwa jemu jako spowiednikowi. Buntowała się w duchu przeciw tej dodatkowej pracy, ale wykonała ją, wykorzystując na pisanie wolne chwile.

Jak wspomniano, Sobiescy zobowiązali się wybudować murowany kościół i klasztor. Postanowiono zacząć od kościoła. W roku 1645 rozpoczęto gromadzić materiały budowlane - piasek i kamienie. Prace powoli postępowały naprzód. Nadszedł tragiczny dla Rzeczypospolitej, także dla Lwowa, rok 1648. Już w przeszłości miasto doznało licznych nieszczęść w postaci pożarów czy epidemii pochłaniających tysiące ofiar. Potrafiło się jednak z nich otrząsnąć. Klęski połowa XVII wieku zaciążyły na dalszych losach Lwowa, podobnie jak zaciążyły na dziejach Polski.

Pierwsze wieści o rozgromieniu wojsk koronnych pod Piławcami dotarły do Lwowa rano, 26 września. Początkowo nie dawano im wiary. Kiedy kilka godzin później zjawili się pierwsi zwiastuni klęski, w mieście nastał popłoch. Uciekał kto mógł i kto miał na czym. Mieszczanie postanowili jednak się bronić. Ducha walki nie złamało nawet odejście regularnej armii z Wiśniowieckim na czele. 8 października pod miastem stanęły połączone siły kozacko-tatarskie.

Wszyscy radzili siostrom jak najszybszy wyjazd. Wydawało się, że miasto nie ma żadnych szans na obronę. Nawet w wypadku obrony klasztor i tak byłby narażony na zniszczenie, ponieważ był drewniany i znajdował się poza murami obronnymi miasta. W razie oblężenia sami obrońcy palili budynki na przedmieściach, by nie osłaniały atakujących. Na jak najszybszy wyjazd zakonnic nalegała również fundatorka, nie była jednak w stanie zapewnić im koni i wozów, o które - z powodu masowego wyjazdu mieszkańców ł potrzeb wojennych - było bardzo trudno. Bezpośrednio po wybuchu paniki siostry przeniosły się do miasta. Podobnie uczynili karmelici bosi; również ich klasztor znajdował się na przedmieściu. Przeor postanowił, że oba zgromadzenia opuszczą Lwów. Matka Teresa podtrzymywała siostry na duchu, twierdząc, że chociaż by nawet nie opuściły miasta, nic złego im się nie stanie. Dzięki życzliwości przyjaciół udało się nabyć potrzebne wozy i konie oraz nająć furmanów. Matka najęła także kilku dragonów dla ochrony w czasie drogi oraz postarała się dla nich o list protekcyjny księcia Wiśnowieckiego, aby wiedzieli przed kim będą odpowiadać za swoją służbę. W sobotę, 3 października, wróciły do swego klasztoru na przedmieściu. W niedzielę o zmierzchu wyruszyły w drogę. Drogi na Halickim Przedmieściu były tak rozmokłe, że aby ulżyć koniom, zakonnice szły na piechotę obok wozów. Noc spędziły w zakrystii kościoła dominikanów p.w. św. Marii Magdaleny. Rano w sąsiedztwie kościoła uformowała się liczna kompania - okresowo licząca do tysiąca osób - w towarzystwie której wyruszyły na zachód. Jej szlak prowadził przez Janów, Jarosław, Przeworsk, Rzeszów, Tarnów... Karmelici nie zdążyli wyjechać z miasta. Jedynie w wozach sióstr wysłali do Krakowa najcenniejsze precjoza kościelne.

Kompania, w której znajdowały się siostry, była jedną z ostatnich opuszczających miasto. Następnego dnia, pierwsze podjazdy tatarskie zjawiły się pod Lwowem. Jeden z zagonów puścił się za nimi w drogę, licząc na bogate łupy. Wśród mieszkańców rozniosła się wieść, że Tatarzy zagarnęli siostry. O. Bartłomiej od św. Marcina udał się w tej sprawie do Chmielnickiego prosząc o interwencję. "Chmielnicki rozkazał ojcu, żeby nas do niego przyprowadził od Tatar wziąwszy, nie dając żadnego okupu".

Karmelitankom radzono, by na drogę przebrały się w świeckie suknie. Próbowały to uczynić, ale czuły się bardzo skrępowane i doszły do wniosku, że jednak najlepiej będzie w habitach i ze spuszczonymi welonami. Decyzja okazała się słuszna, "bośmy w naszym habicie zakonnym wszędzie lepsze poszanowanie miały". Mimo to prawie pięciotygodniowa podróż była jednym pasmem udręk. Przez cały czas towarzyszył im strach, że może je zagarnąć podjazd tatarski, oraz obawa napadu rozbójników, zwłaszcza podczas jazdy przez las. Strach - jak zwykle - miał wielkie oczy i wszędzie widział, jeżeli nie prawdziwe, to wyobrażone zagrożenie. "Któż wyliczyć będzie mógł wszystkich okazji, różnych przypadków, sama bojaźń, jaka nas trapiła, cośmy na każdym noclegu ognie widywały nad nami, rozbójników w lasach spotykały, drogę myliły często; zimna były ostre, a droga bardzo zła, błota, wody wylane wielkie; głowy też bardzo wątlały od głodu, bośmy nie jadały aż w nocy na noclegach, jeśli jeszcze co dostali".

O gospody po drodze było bardzo trudno, w gospodach tłoczno, gospodarze a nawet inni podróżni nie zawsze traktowali je życzliwie z powodu spuszczonych welonów i braku chęci do podejmowania rozmowy. W zajeździe koło Przeworska "Baba jakaś siedząca u pieca srodze nam łajała: Czemu to z ludźmi nie mówicie? Nie patrzycie, coście zacz?" Jedna z podróżnych, zajmująca z karmelitankami tę samą izbę, ostro skarciła służącego za to, że je wpuścił do gospody i poleciła, by jej rzeczy zniesiono z karety w obawie, by siostry ich nie pokradły. "My już od śmiechu nie mogąc mówić, poszłyśmy do drugiej izby, nie czekając kija, bo już tylko tego nie dostawało". Na szczęście były też i przyjemniejsze noclegi. W Tarnowie zatrzymały się na dwa dni u bernardynek. "Przyjęły nas one zakonnice z miłym bardzo afektem i usługą, z błota poocierały, poosuszały, nakarmiły, osobliwą ludzkość i miłość okazując". Bardzo życzliwie na ogół traktowali je napotkani po drodze żołnierze, pomagając w przeprawie przez rzeki, w znalezieniu miejsca na nocleg, w podkuciu koni.

Podczas różnego rodzaju zagrożeń okazało się, jak wielkie zaufanie mają zakonnice do swojej Matki. W każdym niebezpieczeństwie skupiały się przy niej, ona strofowała je za brak wiary i nadziei w Bogu i dzieliła się z nimi swoją ufnością. Gdy inne traciły ducha, bały się i trwożyły, tylko Matka zachowywała spokój. Wyjeżdżając ze Lwowa poleciły się św. Józefowi i przez całą drogę z dziecięcą ufnością żądały od niego pomocy. "I tak w każdej okazji do świętego Ojca naszego Józefa uciekałyśmy, aż się dragonowie oglądali, mówiąc: Kędyż ten Józef, że go to co raz wołają?"

W wigilię uroczystości św. Teresy od Jezusa, 14 października, przyjechały do Wawrzyńczyc. Następnego dnia rano wyruszyły w dalszą drogę. Ćwierć mili od Krakowa w wielkim błocie "znowu" oś się złamała. Nie czekając na naprawienie wozu, ruszyły na piechotę w kierunku miasta, tym bardziej że matka Teresa rozpoznała na horyzoncie klasztor nowicjacki karmelitów bosych. W kościele kończyło się nabożeństwo ku czci Świętej. Przeor i zgromadzenie powitali je z wielką radością, tym większą, że również do Krakowa dotarła wieść o zagarnięciu karmelitanek przez Tatarów. Następnie zaprowadzono je do pobliskiego klasztoru Św. Marcina. Matka Teresa obawiała się tego powrotu. Kilka lat temu chętnie stąd wyjeżdżała i zdawała sobie z tego sprawę, że zakonnice o tym wiedziały. Wbrew tym lękom została przyjęta bardzo serdecznie, zapomniała o dawnych przykrościach, "pokój i miłość z siostrami trzymała, w posłuszeństwie ze wszystkim".

Współcześni szczęśliwą ucieczkę karmelitanek ze Lwowa przed zagrożeniem kozacko-tatarskim uznali za wielkie wydarzenie, za cud prawie, stąd nic dziwnego, że szczegółowy opis tej podróży w przekładzie na język łaciński został przesłany do archiwum generalnego w Rzymie. W języku polskim opis ten znajduje się w kronice klasztoru warszawskiego. W dużym stopniu bohaterką opisu jest matka Teresa Marchocka, która, tak zawsze pozornie słaba, niepewna siebie, tutaj, pośród tylu zagrożeń i niebezpieczeństw okazała się kobietą mężną, zaradną, potrafiła swoją ufnością i wiarą podtrzymywać na duchu pozostałe, w większości bardzo słabe siostry. Ich obaw i strachu nie możemy traktować z politowaniem czy też lekceważeniem. One doskonale zdawały sobie sprawę z tego, na co mogą być narażone w wypadku dostania się w ręce Tatarów. Dla nich słowo "jasyr" było pełne grozy. Określało rzeczywistość, o której mówiło się z przerażeniem w kręgu rodzinnym. Dotyczy to zwłaszcza mieszkańców kresów wschodnich Rzeczypospolitej.

Mieszkańcy Krakowa nie zapomnieli o matce Teresie. Wieść o jej powrocie lotem błyskawicy obiegła miasto. Tłum wypełnił kościół nowicjacki i płac przed kościołem. Ludzie w trakcie kazania o. Pawła Szymona - był uważany za dobrego kaznodzieję! - wyszli z kościoła by ją powitać. Kaznodziei nie pozostawało nic innego jak przerwać i uczynić to samo. Inni ruszyli do klasztoru Św. Marcina, aby tam powitać Matkę i zakonnice przybyłe ze Lwowa. Tłok był tak duży, "że aż ci ubodzy narzekali na państwo, że się nie mogą docisnąć do kraty, żeby świętą widzieli..."

W styczniu 1649 roku, po koronacji (17 I), odwiedził karmelitanki król Jan Kazimierz, "osobliwy afekt wyświadczając W. Matce naszej, którą na pospolitość wszyscy świętą nazywali".

Ufność i pokój Matki podczas podróży były owocem głębokiego przeżywania obecności Bożej. Była przekonana, że chrześcijanina nic nie może oddzielić od miłości Bożej. Właśnie w ucisku i utrapieniu tym lepsza jest okazja, aby Bogu okazać swoją miłość i swoje zaufanie dla Niego.Życie Matki w klasztorze Św. Marcina biegło zwyczajnym torem,.. Była w klasztorze nawet słowem nie ingerując w żadne sprawy, "tylko żeby pokój i miłość ze wszystkimi trzymała".

 W styczniu 1649 roku, będąc w Krakowie na uroczystościach koronacyjnych Jana Kazimierza, odwiedził karmelitanki lwowskie i zaproponował im wyjazd do Warszawy.Załagodzono sprzeciwy Teofili Sobieskiej, Ossoliński - pod wpływem żony - bardzo naciskał, by jak najszybciej zgromadzenie lwowskie przeniosło się do stolicy. Prowincjał zgodził się na jego propozycję. Doszło tylko do niewielkiej zmiany w składzie personalnym zgromadzenia.

Na własną prośbę w Krakowie została s. Teresa Maria od św. Józefa- kilka miesięcy później przyjęła urząd przeoryszy krakowskiej.

Siostra Teresa od Sw Józefa -Klara Wittelsbach z Monachium  zmarła w 1653 r. w Kielcach, gdzie przebywała razem ze zgromadzeniem z powodu grasującej w Krakowie epidemii.

Klasztory w Monachium

Ojciec Klary  Ferdinand von Bayern (1550–1608)

Starszy brat Klary Franz Wilhelm Kardinal Reichsgraf von Wartenberg (* 1. März 1593 in München; † 1. Dezember 1661) 

Mama Króla Jana III Sobieskiego 

Zofia Teofila Daniłowiczówna

http://karmel.pl/hagiografia/marchocka/baza.php?id=06

 
Zofia Teofila z Daniłowiczów Sobieska (ur. 1607 w Żurowie, zm. 27 listopada 1661 w Żółkwi) – córka wojewody ruskiego Jana Daniłowicza i Zofii z Żółkiewskich, córki hetmana Stanisława Żółkiewskiego.
W 1623 wraz z matką Zofia i babką Reginą z Herburtów odparła napad Tatarów na Olesko stawając na czele służby zamkowej.
16 maja 1627 poślubiła na zamku w Olesku podczaszego koronnego Jakuba Sobieskiego.
Wniosła w posagu majątki, należące niegdyś do Żółkiewskich i część dóbr Daniłowiczów, jak również dwa domy w Warszawie i komplet kosztowności rodzinnych. Po ślubie małżonkowie zamieszkali w należacym do Jakuba Złoczowie. Po kilku latach przenieśli się jednak do rezydencji w Żółkwi.
Z małżeństwa z Jakubem doczekała się siedmiorga dzieci:
Marka - starostę krasnostawskiego,
Jana - późniejszego króla polskiego,
Zofię (ur. 19 marca 1630, zm. w dzieciństwie),
Katarzynę - żonę Władysława Dominika Zasławskiego i Michała Kazimierza Radziwiłła,
Annę Rozalię - benedyktynkę we Lwowie,
Stanisława (ur. 29 marca 1638, zm. w dzieciństwie),
Stanisława (ur. 16 września 1641, zm. w dzieciństwie).
Teofila była osobą niezwykle pobożną. Fundowała liczne kościoły i klasztory, a marcu 1653 po śmierci syna Marka udała się na kilkuletnią pielgrzymkę do Włoch.Teofila zmarła w Żółkwi, gdzie w lutym 1662 została pochowana w kościele dominikanów.
W czerwcu 1946 szczątki Teofili zostały wywiezione z Żółkwi i przewiezione do Lublina.
Ostatecznie  2 listopada  1983 zostały złożone w krypcie pod kaplicą Matki Boskiej Różańcowej przy kościele Św. Trójcy w Krakowie.
 
Marek SobieskiMarek Sobieski herbu Janina (ur. 24 maja 1628 w Złoczowie, zamordowany 4 czerwca 1652 pod Batohem) starosta jaworowski i krasnostawski, rotmistrz wojsk koronnych.Był najstarszym synem Jakuba Sobieskiego i Teofili z Daniłowiczów, bratem króla Jana III Sobieskiego. Nie założył rodziny.Początkowe nauki Marek Sobieski pobierał  w domu rodzinnym. 29 października 1639 r. ojciec uzyskał zgodę królewską na scedowanie mu starostwa jaworowskiego. W 1640 r.udał się Marek Sobieski wraz z bratem Janem do Krakowa, gdzie do marca 1643 r. uczył się w Szkołach Nowodworskich, a od półrocza letniego tego roku studiował na Uniwersytecie Krakowskim. 29 kwietnia 1642 r. wygłosił w imieniu ojca mowę na pogrzebie biskupa krakowskiego Jakuba Zadzika. Już jako student w czerwcu 1643 r. brał udział w uroczystości przeniesienia Szkół Nowodworskich do nowej siedziby naprzeciw kościoła św. Anny i wygłosił mowę na cześć obecnego przy tym akcie Władysława IV Wazy (Oratio graciarum netoria....). W 1644 r. objął z cesji ojca starostwo krasnostawskie, przekazując jaworowskie bratu Janow
W lutym 1646 r. wraz z bratem Janem, wyjechał za granicę. Przez Niemcy  HAMBURG i Niderlandy dotarł Sobieski do Paryża, gdzie odbywał prywatne studia (czerwiec 1646 r. – maj 1647 r.).Bracia odbyli następnie objazd Francji (maj – październik 1647 r.) i odwiedzili Anglię (październik – listopad 1647 r.), następnie udali się do Niderlandów .W połowie czerwca 1648 r. otrzymali listy od Matki Teofili wzywające ich do powrotu do domu w związku z niepokojącą sytuacją na południowych kresach Rzeczypospolitej w końcu września 1648 r. dotarli do Zamościa.Marek Sobieski wziął udział w elekcji Jana Kazimierza.
Natychmiast też przystąpił, wraz z bratem Janem, do zaciągania własnych chorągwi, stawiając się pod komendę wojewody ruskiego, księcia Jeremiego Wiśniowieckiego-ojca 9 letniego Michała   (100-konna rota husarska Marka Sobieskiego była w kompucie koronnym od I kwartału 1649 r.).
Uczestniczył w uroczystościach z okazji koronacji Jana Kazimierza, był posłem na sejmie koronacyjnym.
W 1649 r. na czele swojej chorągwi brał udział w obronie Zbaraża (lipiec-sierpień 1649 r.),
13 lipca 1649 r. odznaczył się przy powstrzymywaniu szturmu kozackiego na wały zbaraskie.
Swą postawą zdobył poparcie Jeremiego Wiśniowieckiego.
22 listopada 1649 r. zebrane w kole rycerskim pod Lwowem wojsko poleciło swym posłom na Sejm, aby upomnieli się o nagrodę dla niego.
Marek Sobieski był posłem województwa ruskiego na sejm 1649/50 r. W 1650 r. służył pod rozkazami Jeremiego Wiśniowieckiego, pod Kamieńcem Podolskim we wrześniu tego roku przejściowo zastępował go w dowodzeniu pułkiem. Po zakończeniu walk pod Kamieńcem Podolskim odesłał chorągiew na leża zimowe.
Po raz kolejny reprezentował województwo ruskie na sejmie w końcu 1650 r. W ramach przygotowań do zimowo wiosennej kampanii hetmana Marcina Kalinowskiego zaciągnął dodatkowo chorągiew kozacką (w kompucie koronnym od I kwartału 1650
19 marca 1651 r. W walkach z pułkiem Iwana Bohuna stracił tabory swej chorągwi.
 Gdy wojsko dotarło do Baru (24 marca 1651 r.) hetman Kalinowski skierował chorągwie na kwatery; pułk Sobieskiego wraz z pułkiem Wiśniowieckiego został rozłożony w Stanisławowie i sąsiednich wioskach.
Pod Kamieńcem Podolskim stanął 22 kwietnia 1651 r., - ruszył na Husiatyn (7 maja 1651 r.). Uczestniczył w bitwie z Kozakami pod Kopyczyńcami (12 maja 1651 r.). Do obozu wojsk koronnych pod Sokalem stawił się 22 maja 1651 r.
Sobieski wyróżnił się podczas bitwy pod Beresteczkiem (28–30 czerwca 1651 r.); w nagrodę otrzymał jako łup wojenny szablę po Tuhaj-beju.
Brał  udział w kampanii białocerkiewskiej, w bitwie pod Białą Cerkwią (23 listopada 1651 r.) walczył pod komendą Stefana Czarnieckiego, dowodzącego pułkiem Mikołaja Potockiego. 28 listopada 1651 r. po bitwie zgodnie z umową z Kozakami został oddany Kozakom jako jeden z dwóch zakładników na okres pobytu w polskim obozie Bohdana Chmielnickiego, który przybył w celu zaprzysiężenia wynegocjowanego traktatu.Wiosną 1652 r. przebywając wraz z chorągwią na leżach, na rozkaz hetmana Kalinowskiego brał Sobieski udział w pacyfikowaniu buntów chłopskich i kozackich w Bracławskiem.
Do obozu pod Batohem przybył 1 czerwca 1652 r.
2 czerwca 1652 r. wraz z kasztelanem czernihowskim Janem Odrzywolskim podczas bitwy pod Batohem na czele kilku chorągwi odpierał ataki ordy.
W chwili zatargu części chorągwi z hetmanem Kalinowskim był przy jego osobie i dostał się do niewoli tatarskiej.
4 czerwca 1652 r. został ścięty z większością polskich jeńców na rozkaz Bohdana Chmielnickiego.
W wyniku intensywnych zabiegów jego zwłoki, wykupione przez matkę, zostały pochowane tymczasowo w kolegiacie w Żółkwi.
We wrześniu 1655 r. trumnę przeniesiono do ufundowanego przez Teofilę Sobieską kościoła Dominikanów i umieszczono w krypcie pod ołtarzem kaplicy św. Dominika, a na ścianie wmurowano epitafium z portretem Sobieskiego. Na polecenie Jana III został Marek Sobieski upamiętniony nagrobkiem z czarnego marmuru z rzeźbami i elementami ornamentacyjnymi z białego stiuku,
W 1946 r. dominikanie, wyjeżdżając z Żółkwi do Lublina, wywieźli szczątki Sobieskiego i jego matki, które następnie przewieziono do krakowskiego kościoła Dominikanów.
2 listopada 1983, podczas uroczystych obchodów bitwy wiedeńskiej, odbył się w kaplicy Matki Bożej powtórny pogrzeb Sobieskiego i jego matki.
 
Katarzyna SobieskaKatarzyna Sobieska herbu Janina, Katarzyna Radziwiłłowa z Sobieskich (ur. 7 stycznia 1634, zm. 29 września 1694)
Podkanclerzyna, hetmanowa polna litewska.Poślubiła w 1650 Władysława Dominika Zasławskiego, a po jego śmierci,
13 czerwca 1658 roku wyszła za Michała Kazimierza Radziwiłła. Została matką Karola Stanisława Radziwiłła, kanclerza wielkiego litewskiego i Jerzego Józefa
Michał Kazimierz Radziwiłł „Rybeńko”Wnuk Katarzyny Michał Kazimierz Radziwiłł zwany Rybeńko herbu Trąby (ur. 13 czerwca 1702 w Ołyce, zm. 22 maja 1762 w Wilnie) – książę, wojewoda wileński i hetman wielki litewski od 1744, kasztelan wileński od 1742, wojewoda trocki od 1737, hetman polny litewski i kasztelan trocki od 1735, marszałek nadworny litewski od 1734, koniuszy wielki litewski od 1728, IX ordynat nieświeski, VIII ordynat ołycki, VI pan na Białej, starosta przemyski, bracławski, kamieniecki, człuchowski, ostrski, krzyczowski, niżyński, owrucki, nowotarski, parczewski, osiecki, krzemieniecki, kowieński.
Był synem kanclerza wielkiego litewskiego Karola Stanisława Radziwiłła i Anny Katarzyny z Sanguszków, brat Hieronima Floriana, ojciec Karola Radziwiłła Panie Kochanku, najbogatszy z Radziwiłłów
Elektor Augusta III Sasa w 1733 roku.
W 1724 otrzymał bawarski Order Świętego Huberta od wnuków Króla Jana III Sobieskiego ,
w 1758 odznaczony rosyjskim Orderem Św. Andrzeja Apostoła Pierwszego Powołania
Ufundował nagrobki Jana III Sobieskiego, Marii Kazimiery oraz Michała Korybuta Wiśniowieckiego i Eleonory Austriaczki w katedrze wawelskiej
 
16 lutego 1655 w Klasztorze we Lwowie zmarła 19 letnia córka Sobieskich  Anna Rozalia Sobieska (ur. 5 sierpnia 1636, siostra Jana III Sobieskiego, króla Polski.
W 1650 uczyła się w szkole klasztornej. Na początku 1653 Anna wstąpiła do zakonu Świętego Benedykta przy kościele Wszystkich Świętych na Przedmieściu Krakowskim we Lwowie.
20 maja 1653 złożyła śluby zakonne, przyjmując imię zakonne Rozalia.
 
Zespół kościelno-klasztorny został wniesiony u stóp Wysokiego Zamku.- otrzymał – podobnie jak klasztor bernardynów – obronny charakter, przypominając z zewnątrz twierdzę.Nad portalem w wykuszu umieszczono rzeźbę; rzeźby umieszczono też pośrodku każdej ze ścian.W 1676 król Jan III Sobieski, który szczególną opieką otaczał klasztor sióstr benedyktynek, zezwolił im na założenie własnej jurydyki, opartej na prawie magdeburskim.W pierwszym stuleciu swego istnienia zakon dynamicznie się rozwijał i liczył około 60 sióst..W  1772, w chwili pierwszego rozbioru Polski, w klasztorze mieszkało 25 zakonnic. Prowadzona przez nie szkoła uratowała klasztor przed austriacką kasatą.W 1933 roku benedyktynki weszły w skład odrodzonej polskiej prowincji pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Pann.Po drugiej wojnie światowej klasztor i kościół zostały zamknięte, a siostry benedyktynki przeniosły się do pocysterskiego klasztoru w Krzeszowie na Dolnym Śląsku. W opuszczonym klasztorze umieszczono szkołę milicyjną.
 

 Sarmacki Katyń -4 czerwca 1652 r

55_rzeź pod batohem.jpg

Rzeź polskich jeńców pod Batohem

2 Polskich Królów urodzonych w Olesku 

Olesko położone jest 23 km na północ od Złoczowa, 72 km od Lwowa, 5 km od Podhorców przy szosie kijowskiej, nad jednym z ramion Styru, zwanym Liberią.
Olesko było jedną z najstarszych osad i grodów książąt halicko-wołyńskich. Od 1327 r. przez krótki okres było we władaniu książąt wołyńskich, zaś od 1340 r. wielkich książąt litewskich.
W 1366 r. zostało przyłączone do Polski przez króla Kazimierza Wielkiego.
W latach 1382-1432 toczyły się o Olesko walki polsko-litewskie,
zakończone nadaniem przez króla Władysława grodu za zasługi wojenne rycerzowi Janowi z Sienna. Jan Kamieniecki( syn Marcina, h. Pilawa i Jadwigi Sienieńskiej z Oleska, h. Dębno, (córki Piotra Sienieńskiego, wnuczki Jana z Sienna) miał trzech synów:Wojciecha, Jana i Stanisława, którzy zostali dziedzicami Oleska.
Na początku XVI w. było własnością dwóch córek ostatniego z Sienieńskich: Anny Herburtowej i Jadwigi Kamienieckiej.
W II połowie XVI w. Kamienieccy sprzedali swoją część Oleska Stanisławowi Żółkiewskiemu.
Na początku XVII w. przez małżeństwo córki Żółkiewskiego z wojewodą ruskim, Janem Daniłowiczem (w którego służbie był Michał Chmielnicki, ojciec Bohdana),
Olesko przeszło na Daniłowiczów, a w następnym pokoleniu przez Teofilę z Daniłowiczów Sobieską – na Sobieskich.
Zamek, 2009 r.
17 sierpnia  1629 r. w Olesku urodził się Jan Sobieski, przyszły król.
31 maja       1640 r w Olesku urodził się Michał 
W 1719 r. hetman Mateusz Rzewuski kupił od królewicza Jakuba Sobieskiego cały klucz oleski.
Po I rozbiorze Polski Olesko przejęli Austriacy
W latach 1772-1918 roku – miasto w Królestwie Galicji i Lodomerii w Cesarstwie Austriackim. 
Podczas okupacji pozbawione praw miejskich i włączone do nowej wiejskiej gminy Olesko
 
 
17 sierpnia 1629 r. w zamku oleskim urodził się Jan Sobieski ( Król Polski )Sobieski nie był jedynym królem Polski, który urodził się w Olesku
31 maja 1640 r przyszedł tam na świat król Michał Korybut Wiśniowiecki,syn sławnego obrońcy Zbaraża, Jaremy, pana na pobliskim Wiśniowcu i Białym Kamieniu.
 król Polski w latach 1669–1673.Syn wojewody ruskiego, księcia Jeremiego Wiśniowieckiego i Gryzeldy Zamoyskiej.
 
kr

Od 27 lutego 1670 r -mąż Eleonory Habsburżanki, córki cesarza Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, króla Czech i Węgier Ferdynanda III Habsburga.

Rodzice Michała poznali się podczas uroczystości koronacyjnych,12  września 1637 r., Cecyli Renaty, żony króla Władysława IV Wazy

Zaręczyny odbyły się bez rozgłosu w dniu 13 lutego 1638 r. (ponad miesiąc wcześniej, bo 7 stycznia zmarł ojciec Gryzeldy – Tomasz Zamoyski).
Zaślubiny odbyły się w Zamościu 27 lutego 1639 r.
Michał urodził się 31 maja 1640 r w Olesku .Kilkutygodniowe niemowlę przewieziono do Zamościa, gdzie do 1642 wychowywał się w domu jego babki Katarzyny z Ostrogskich Zamoyskiej. Później przebywał wraz z matką,  w Łubnie i Przyłuce, a od 1646 r. w Białym Kamieniu i Wiśniowcu na Wołyniu. W 1648 r. opuścił wspomniane miejscowości i wraz z rodzicami pędził los egzulantów, czyli wygnańców z Kresów. W maju tego roku wraz z rodzicami wyjechał do Brahinina. W następnych tygodniach przebywał w Turowie na Wołyniu, a od jesieni 1648 r. w twierdzy zamojskiej.W 1651 roku zmarł jego ojciec. Większość majątku pozostawała w obcych rękach, zaś majątki w Rusi i Wołyniu zniszczone przez wojnę i zadłużone.
4 czerwca 1652  zamordowano  pod Batohem towarzyszy jego Ojca 
Początkowo znalazł się pod opieką biskupa wrocławskiego i płockiego królewicza Karola Ferdynanda Wazy, który odwdzięczył  się za pomoc, jaką udzielił mu Jeremi w czasie starań o tron polski w 1648 r
Przebywał w rezydencji biskupów płockich w Broku, pobierając nauki u jezuitów,po śmierci biskupa-protektora (9 maja 1655 r.), przeszedł pod pieczę swego wuja, wówczas podczaszego koronnego, a z czasem wojewody sandomierskiego Jana Sobiepana Zamoyskiego  męża  Marysieńki 
Wuj oddał go na dwór królewski Jana Kazimierza, gdzie Michał zyskał ogólną życzliwość i przychylność. W czasie potopu szwedzkiego wraz z parą królewską schronił się do Głogówka na Śląsku.
18 listopada 1655 na polecenie króla Jana Kazimierza wyjechał do Nysy, gdzie pobierał nauki w Kolegium Jezuickim Carolinum, gdzie przebywał do marca 1656 roku.W 1656 roku dzięki wsparciu królowej Ludwiki Marii rozpoczął studia na uniwersytecie w Pradze.-19 czerwca 1660 roku powrócił do kraju.Wkrótce udał się na dwory w Dreźnie i Wiedniu. Tam też cieszył się szczególnymi względami cesarzowej wdowy Eleonory., poznał swoją przyszłą żonę – Eleonorę, która wówczas liczyła kilka lat (ur. 1653). Tam też podszkolił swoją znajomość łaciny, niemieckiego, włoskiego i francuskiego[.Władał wieloma językami: łaciną, niemieckim, francuskim, włoskim, hiszpańskim, tatarskim, tureckim i  ruskim.W 1663 roku wziął udział w kampanii na Ukrainie, w czasie wojny polsko-rosyjskiej 1654-1667. W czasie rokoszu Lubomirskiego opowiedział się po stronie króla.Kandydaturę Michała Korybuta do polskiego tronu wysunął biskup chełmiński Andrzej Olszowski.Został wybrany na króla na sejmie elekcyjnym 19 czerwca 1669 roku.6 lipca elekt przysiągł pacta conventa. Koronowany został 29 września 1669 w Krakowie
27 lutego 1670 roku na Jasnej Górze odbył się ślub z Eleonorą Habsburżanką, którego udzielał im nuncjusz papieski Galeazzo Marescotti,
Pierwsza część uroczystości weselnych odbyła się w pałacu Denhoffów w Kruszynie ( przodków Kardynała Sapiechy)
Król Michał Korybut Wiśniowiecki zmarł w pałacu arcybiskupim we Lwowie 11 listopada 1673
Nowym królem obrany został 19 maja 1674 Jan III Sobieski.
Po nabożeństwie serce króla pochowano w klasztorze kamedułów na Bielanach w Warszawie. Wnętrzności pochowano w Katedrze Łacińskiej we Lwowie (zostały wmurowane w jedną ze ścian katedry), ciało zaś 20 listopada odwieziono do Warszawy. Doczesne szczątki króla Michała pochowano równocześnie z prochami Jana II Kazimierza Wazy w podziemiach katedry wawelskiej, w dzień koronacji następcy, Jana III Sobieskiego 31 stycznia 1676
 

 
Joomla 1.5 Templates by Joomlashack