A Free Template From Joomlashack

A Free Template From Joomlashack

Drodzy Państwo

Niniejsza strona jest kontynuacją mojej wcześniejszej witryny:

http://hamburgpol.w.interia.pl/

stworzonej 13 sierpnia 2004 roku dzięki pomocy ś.p. Ryszarda,  członka założyciela NSZZ "Solidarność", wspaniałego patrioty i ofiarnego przyjaciela.

 

 

 

KSIĄŻKI ON-LINE

 

Uwaga
- nowa książka na witrynie:

Jean-Baptiste Bouchaud

MIŁOŚĆ ZA MIŁOŚĆ

Życie zakonne św. Rafała Kalinowskiego

Zapraszam do lektury

 

 

Książka "Dogmat Świętych Obcowanie" do której tekst zebrał i opracował w 1980 roku mói Tata
ś.p. Bernard Paweł Jan Tuszyński

 

Herman Cohen - Augustyn-Maria od Najsw. Sakramentu

 

Życie ojca Hermana
- Augustyna-Marii
od Najśw. Sakramentu

Książka wydana przez Siostry Miłosierdzia z Łagiewnik 1898 r

"Źródłem, z którego wypłynęły potoki miłości, siłą, która sprowadziła wylew dotąd nieznanej radości - była wiara święta. Nie ma jej ani w judaizmie, ani w schizmie, lecz tylko w jednym prawdziwym Kościele Katolickimi, W tym Kościele jedynie każdy z obu  naszych nawróconych  źródło wody żywej dla duszy swojej, spragnionej prawdy, mogli znaleźć.
Oby  życiem O. Hermana Cohena  i siostry Natalii Naryszkin, zostający poza obrębem Kościoła zostali oświeceni , że tylko w Kościele św. katolickim - wiara żywot wieczny daje."

Fragment listu Św. Rafała Kalinowskiego do tłumaczki w Łagiewnikach,
11 września 1898 r.

TEKSTY

 

Ks. prof. Franciszek Cegiełka

Nasz święty Rafał Kalinowski

 

 

 

Cudowny obraz, który Św. Faustyna nazwała "Król Miłosierdzia", namalował według słów s. Faustyny Eugeniusz Kazimierowski

W kulcie Miłosierdzia Bożego obraz Króla Miłosierdzia odgrywa pierwszorzędną rolę. Dlatego s. Faustyna przywiązywała do jego poprawności wielką wagę. W obrazie tym odróżniała ona cechy istotne i polecała czuwać, by one były zachowane.

"W dniu 23.09.2005 roku Litwini podstępnie zabrali z polskiego kościoła św. Ducha w Wilnie obraz Jezu Ufam Tobie i to mimo tego że kardynał Baczkis (prymas Litwy) publicznie ogłosił że obraz nie będzie zabrany po kryjomu. Obraz został przeniesiony do pobliskiego kościoła św. Trójcy a w zasadzie kaplicy. Kościół ten przez scianę sąsiaduje z głośnym nocnym klubem Oryginal obrazu Jezu Ufam Tobie w czasach sowieckich zostal przechowany przez wileńskich Polaków i od 20 lat znajdował się w Kościele św. Ducha."

Żródło cytatu

Stronę ogląda

 

• Initium sapientiae timor Domini  - Początkiem mądrości - bojaźń Pańska
(Psalm 111,10)

• Za wielu milczy!
Milczący obserwatorzy, nie zajmujący konkretnego stanowiska - bez odwagi pouczenia - są przed Bogiem współwinni w nieszczęściu Kościola 
Św. Hildegard
von Bingen (1098-1179)

• Największym wrogiem chrześcijaństwa są sami chrześcijanie,
jeśli są tchórzliwi i wygodni.  
Ks. abp prof. dr hab.
Stanisław Wielgus

 

 

 

 

Św. Michał Archanioł

 

 

 

 

Wy Polacy,
przez niniejszy ucisk oczyszczeni i miłością wspólną silni, nie tylko będziecie się wzajem wspomagali, nadto poniesiecie ratunek innym narodom i ludom, nawet wam niegdyś wrogim.

Cześć Maryi i Świętego Sakramentu zakwitnie w całym narodzie polskim.

Najwyżej zaś Pan Bóg was wyniesie, kiedy dacie światu
WIELKIEGO PAPIEŻA.

Bóg żąda od was walki w duchu Chrystusowym, i w duchu Jego Świętych.

Bł. ks. Bronisław Markiewicz
"Bój bezkrwawy", 1908

 

 

 

Św. Ekspedyt

 

Nowenna
do św. Expedyta

 

Eucharystia to Jezus Chrystus -Herman Cohen z Hamburga

Herman Cohen ,, O Augustyn Maria od Najswietszego Sakramentu ,,
odnowiciel Karmelu we Francji i Anglii

"Pochwycony" przez Maryję dla Jezusa Eucharystycznego ,,


 

,,Eucharystia jest życiem, jest szczęściem ""Maryja objawiła mi tajemnicę Eucharystii.-

 

("Künstler und Karmelit", Vorwort). tłumaczenie Siostra Immakulata Adamska

Młody kompozytor ,,Puzzi,,
Herman był niemieckim Żydem, wybitnym pianistą i wirtuozem, konwertytą i karmelitą bosym. Urodził się w Hamburgu 10 listopada 1820 r., w bogatej, ortodoksyjnej rodzinie niemieckiego bankiera.
Został wychowany w tradycji swej religii. Jako dziecko był bardzo wrażliwy na sacrum, lubił modlitwy w synagodze,
Ukończył protestanckie kolegium, jako bardzo dobry uczeń.
Utalentowany, mając 4,5 roku wymógł na rodzicach zgodę na pobieranie lekcji fortepianu, wykazując wybitne uzdolnienia.
Był wątłego zdrowia, więc lekcje pobierał w domu, u znanego profesora, który lubił światowe życie i tym zaimponował chłopcu.
Herman wcześnie odrzucił wszelką formację religijną.
Dotąd bezkonfliktowy i miły, stał się nieznośny, wobec rodziców, kapryśny, wymagający i zbuntowany na wszelki ich sprzeciw wobec własnych pragnień..


Uważany za cudowne dziecko, jako dziesięciolatek odbył podróż do Frankfurtu, entuzjastycznie przyjmowany na dworach książęcych.
Dwunastoletni, uzyskawszy odpowiednie poparcie, udał do wymarzonego Paryża, i tam od razu zyskał sławę geniusza.
W Paryżu działali wówczas wybitni artyści.
Dwudziestodwuletni Franciszek Liszt, mający opinię bardzo prawego młodego człowieka, początkowo wymawiał się przed przyjęciem nowego ucznia, ale po przesłuchaniu Hermana, zmienił zdanie. Herman został jego ulubieńcem i akompaniując mistrzowi, towarzyszył mu w występach w paryskich salonach. Pociągał wszystkich talentem i urodą, głośno było o nim w gazetach. Poznał wielu artystów, m.in. George Sand (praprawnuczkę Króla Polski Augusta II Sasa ) która wspominała o nim w swoich publikacjach. Paryż zachwycił się młodziutkim, niezwykle utalentowanym wirtuozem.
Sukcesy nie wpływały pozytywnie na charakter Cohena.
Był kapryśny, dumny, pyszny i zmanierowany, prowadził hedonistyczne życie, nie był miłym ani dobrym zarówno dla matki, jak i dla brata i najbliższego otoczenia.
Przebywał często w złym towarzystwie. Duchowo rozbity często zapadał w melancholię.
Depresję pogłębił wyjazd Liszta, do którego udało mu się dołączyć po kilku miesiącach.

W Genewie zaczął się coraz bardziej pogrążać w biedę przez niespokojne życie i nałóg gier hazardowych. Wiele podróżował po Europie, przebywał we Włoszech i Anglii, by znów powrócić do Francji. W maju 1847 r. Książę Moskowa poszukiwał dyrygenta paryskiego chóru kościelnego przy kościele św. Walerii przy ul. Bourgogne.
Mimo, iż młody artysta pochodził z rodziny żydowskiej, propozycję przyjął z ochotą, miał przecież do spłacenia długi. Zadaniem prowadzonego przez niego chóru było uświetnienie piątkowego nabożeństwa ku czci Matki Bożej, połączonego z wystawieniem Najświętszego Sakramentu.

"Pochwycony" przez Maryję dla Jezusa Eucharystycznego

Cohen przypatrywał się z uwagą ludziom modlącym się w kościele.
Wprawdzie zupełnie nie rozumiał nieznanych mu obrzędów, jednak coś w nich go przyciągało; coraz silniej udzielało mu się niezwykłe skupienie ludzi.


Pod koniec uroczystości jego wzrok padł na ołtarz, na którym wśród kwiatów i świateł złożono jakiś złoty przedmiot, w którym jaśniał biały krążek.
Gdy kapłan ten przedmiot uniósł w górę, by nim pobłogosławić lud, wszyscy nabożnie padli na kolana.
Cohen nie rozumiał gestu błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem, ale doświadczył głębokiego duchowego poruszenia i dotknięcia dziwną mocą.


"Doznałem dziwnego wrażenia, jakbym był z tego wyłączony, jakby to błogosławieństwo nie było dla mnie"(57).

Został wewnętrznie przez Boga "pochwycony" pozornie sprzecznym doznaniem: bólem - że to nie dla niego i jakąś nieznaną mu, radosną nadzieją, która zdawała się z niego zdejmować przytłaczający go ciężar.
Gdy wyszedł z kościoła nie mógł się odnaleźć.
Myślał, że to przejdzie jak wiele euforii, które raz po raz przeżywał.
Nic podobnego! Opadły z niego namiętności.
Chodził jak we śnie.
Przynaglony przyszedł do kościoła w następny piątek. P
odczas błogosławieństwa - rozpłakał się Patrząc na Hostię doświadczył obecności kochającego Boga.
Opuścił kościół jak we śnie.


Spotkanie z Chrystusem obecnym w Najświętszym Sakramencie zadecydowało o losach muzyka.
Wielokrotnie wracał do Kościoła. przyciągany nieznaną mu, słodką mocą.
Wreszcie osunął się na kolana, nieświadom jeszcze, przed kim klęka.
Z warg wypłynęła samorzutnie modlitwa: "Kim jesteś, Panie? Co mam czynić?


Nie miał odwagi mówić a kimkolwiek, co się w nim dzieje.
Mieszkał wówczas z Adalbertem von Beaumont, w którego bibliotece znalazł stary modlitewnik jego matki.
Jego niebo zaczęło się przejaśniać. Nabrał odwagi, aby o swych przeżyciach porozmawiać z księżną von Rauzan.
Chciał wiedzieć coś więcej o sprawach, które go tak pociągały.
Poprosił, by mu ułatwiła spotkanie z kapłanem.
Obiecała, ale na przeszkodzie stanęła jej choroba.
Spotkanie się odwlokło, a Hermana zaproszenia i koncerty usiłowały zagarnąć w szpony dawnych nawyków.
Pisze:

"Wreszcie, po przezwyciężeniu wielu przeszkód, poznałem opata Legranda, syndyka paryskiego arcybiskuptwa.
Opowiedziałem mu o tym, co się we mnie dzieje.
Wysłuchawszy mnie, polecił mi spokój, wytrwałość w obecnym usposobieniu i zaufaniu do dróg, które Opatrzność bez wątpienia mi objawi"(60)


Zaopatrzony w "Wykład nauki chrześcijańskiej" Lhomonda, szczęśliwy Herman zaczął w swym sumieniu odczyszczać zafałszowany obraz Kościoła i kapłaństwa.
Podniesiony na duchu wyjechał do Ems w Niemczech, aby tam koncertować.
Przybywszy do miasta, odszukał zaraz proboszcza małego kościoła katolickiego, którego mu polecił opat Legrand.
8 sierpnia 1847 r  w towarzystwie przyjaciela udał się tam na Mszę świętą.


"Śpiewy i odczuwana przeze mnie obecność nadludzkiej mocy sprawiły, że drżałem; zaniepokojony i poruszony.
W chwili przeistoczenia poczułem jak nagle wypłynął z mych oczu potok łez..
Boża łaska spłynęła na mnie z całą swą potęgą. (...)
Kiedy byłem całkowicie skapany we łzach, ogarnęła mnie gwałtowna skrucha za przeszłe życie.


I nagle, za boskim natchnieniem, odbyłem przed Bogiem generalną spowiedź z wszystkich błędów całego życia.
Widziałam je przed sobą, pomnożone w tysiące, szkaradne, odrażające, domagające się Bożego gniewu...
I znów odczułem nieznany mi pokój, który rozlewał się na moją duszę jak olejek radości, że miłosierny Bóg przebaczy mi wszystko, odwróci swój wzrok od moich przestępstw i okaże mi litość ze względu na moją skruchę i gorzki ból...
Tak, czułem, że mi przebaczy i w duchu zadośćuczynienia uczyniłem postanowienie, że będę Go ponad wszystko kochał i się nawrócę
.


Kiedy opuściłem kościół w Ems byłem chrześcijaninem, jak tylko może nim być ktoś jeszcze nie ochrzczony"(61 n.).

Wróciwszy pośpiesznie z Ems do Paryża, Cohen udał się natychmiast do opata Legranda i zaczął przygotowanie do chrztu.
Uczestnicząc we Mszy św. ciągle na nowo opłakiwał w skrusze swe grzeszne życie.
Tęsknił za Chrystusem Eucharystycznym. Jemu przypisywał swą duchową przemianę.
Czas przygotowań do chrztu przyniósł Hermanowi jeszcze jedno, silne przeżycie.
15 sierpnia 1847 uczestniczył w katolickim chrzcie czterech nawróconych Żydówek w kaplicy Rue du Regard.
Ceremonii przewodniczył ks. Teodor Ratisbonne, również pochodzenia żydowskiego.
Hermann odczytał bardzo osobiście śpiewanej przez neofitki piesni:


"Jezusie z Nazaretu, Królu żydowski, ulituj się nad dziećmi Izraela!

Jezu, Boski Mesjaszu, którego oczekują Żydzi, zmiłuj się nad dziećmi Izraela!

Jezusie, wytęskniony przez narody, Ty, który leczyłeś głuchych, niewidomych i niemych, miej miłosierdzie nad dziećmi Izraela"(63).

Był tak bardzo poruszony, że nie wyszedł z kaplicy, aż nie rzucił się do stóp kapłana, prosząc o chrzest święty.
Postanowił go przyjąć w tejże kaplicy Naszej Pani z Syjonu, przy ul Regard.
Chrzest wyznaczono na 28 sierpnia, w którym Kosciół czci św. Augustyma.
Matką chrzestną została księżna von Rauzan, a ojcem hrzestnym wybitny naukowiec M. Gouraud.
Bezpośrednim przygotowaniem przygotowanie do przyjęcia sakramentu były dziewięciodniowe dni skupienia.


W pamięci Hermana zapisała się straszna, ostatnia noc, w której ściskał krucyfiks i wołał do Boga o zmiłowanie.
Diabeł przypuścił wielki szturm, ukazując mu wspaniałości, jakie traci i strasząc, że nowemu życiu nie podoła.
Znów na pomoc przyszła mu Maryja..
Była sobota, 28 sierpnia 1047 roku, trzecia godzina po południu.
Herman wspomina: "Chór młodych dziewcząt klęczących w białych welonach wokół tabernakulum, śpiewał przejmująco przy harmonijnych dźwiękach organów wezwania o nawrócenie Żydów.
Ksiądz Legrand w towarzystwie księdza Ratisbonne szedł przez kościół do ołtarza.
Kroczyłem za nimi drżący, ale mocny duchowo. Po mojej prawej stronie miałem ojca chrzestnego (...), po lewej (...) matkę chrzestną"(65).


Chrześcijanin

Herman, neokatechumen, czuł się otoczony miłością zgromadzonych sióstr i braci w wierze. Kiedy woda chrztu spłynęła na jego głowę i usłyszał swe chrzestne imie Maria, Augustyn, Henryk, zadrżało jego serce. Zapisuje: "Doznałem tak gwałtownego i potężnego dotknięcia Boga, że mogę je porównać tylko z uderzeniem prądu. Moje cielesne oczy zamknęły się, ale w tej samej chwili otworzył się mój wzrok na nadprzyrodzone i boskie światło. Byłem jakby w ekstazie miłości, moje serce, podobnie jak serce mojego świętego Patrona, zdawało się zażywać radości raju i pić ze strumienia rozkoszy, którą Pan przelewa na swych wybranych w krainie życia!... Pamiętam jeszcze, że przyodziano mnie w białą szatę niewinności i dano w rękę świecę, znak prawdy, jaka zajaśniała moim oczom Wówczas w sercu przysiągłem dla prawdy żyć i umrzeć"(66)

Imiona: Maria, Augustyn, Henryk, symbolicznie wskazywały na jego drogę przemiany i nawrócenia. Herman był nie do poznania. Łaska przeistoczyła go dogłębnie. Z dawnego lekkoducha, hulaki, bawidamka, bywalca salonów, wybitnego wirtuoza, stał się radosnym wyznawcą Ukrzyżowanego Chrystusa. Paryż opłakiwał straconego dla świata wirtuoza. On zaś najchętniej zaszyłby się w ciszę klasztoru, ale wpierw musiał utwierdzić się w wierze i przede wszystkim spłacić długi zaciągnięte przed nawróceniem. Koncertował więc jeszcze przez dwa lata, przebywając w dawnym arystokratycznym środowisku, skromnie ubrany, onieśmielony, często wyśmiewany.

Zaczął pogłębiać nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny, odczuwał potrzebę pracy apostolskiej.
Przygotowywał się do przyjęcia dalszych sakramentów św. Pierwszą Komunię przyjął w święto Narodzenia Najśw. Maryi Panny, 8 września 1847, natomiast sakrament bierzmowania 3 grudnia tegoż roku.
Nazywał siebie "Nawróconym Najświętszego Sakramentu" i Bóg nie szczędził mu znaków swej sakramentalnej obecności.
Często przebywał na adoracji.


Z głodem trwania przed Eucharystycznym Jezusem wiążą się znamienne epizody.
Gdy poproszono go, jako mężczyznę, o opuszczenie kaplicy, w której na nocną modlitwę miały pozostać kobiety, poczuł ból w sercu.
Postanowił założyć krąg mężczyzn oddających się tego rodzaju praktyce i wyjednał od władz kościelnych potrzebną aprobatę.
Warto podkreślić też fakt, że kierownik duchowy był wobec niego wymagający i za świadome zatrzymanie się z upodobaniem na wspaniałych efektach swych koncertów, potrafił go pozbawić Komunii świętej.


Karmelita

Przed ołtarzem Matki Bożej Herman złożył ślub, że poświęci się służbie kapłańskiej, jako karmelita
. By zostać nowicjuszem w Karmelu, musiał jako świeży konwertyta z judaizmu mieć specjalne pozwolenie od biskupa. Otrzymał je, nie bez trudności, jeszcze w roku 1848. Po wstąpieniu napisał do rodziny: "Samotność, milczenie, odosobnienie, ukryte życie zaparcia się siebie - oto teraz moja wybrana cząstka. Jestem w nowicjacie sławnego w historii ze swojej ostrości, pokuty i miłości Boga Zakonu Najśw. Marii Panny z Góry Karmel". (...) Życzę, abyście mogli odczuć pokój i radość, jakimi się stale od dwóch lat cieszę, a szczególnie od chwili, gdy całkowicie oddałem się Bogu. Zwrócił mi On tysiąckrotnie więcej, niż sam mogłem Mu dać, wylewając na moją duszę skarby swoich łask"(88 n.).


Dnia 6 października 1849 r., podczas obłóczyn w Karmelu, przyjął imię: "Augustyn Maria od Najświętszego Sakramentu", zaś w październiku 1850 złożył Profesję zakonna i wkrótce został wysłany do Agen, aby rozpocząć przygotowania do święceń kapłańskich. Studia przerwali mu nieco przełożeni, polecając zająć się znowu muzyka. Skomponował wtedy wspaniały zbiór pieśni na cześć Najświętszego Sakramentu. W przedmowie tego dziełka dał wyraz swego szczęścia: "O uwielbiony Jezu! Dla mnie, którego przywiodłeś do samotni Karmelu, aby mówić do mego serca i pozwolić mi przebywać w Twojej obecności, zakon jest uosobieniem wszelakiego szczęścia... Całuję mury mej ukochanej celi, gdzie mnie nic nie odciąga od Jezusa - mej jedynej myśli - , gdzie oddycham miłością Boskiego Sakramentu. (...) O Jezu, jakże bym chciał ukazać wszystkim szczęście, jakim mnie obdarzyłeś!" (95 n.).

Po święceniach diakonatu napisał: "Jezus wyniósł mnie do godności diakona. Gdy o tym pomydlę, drżę ze wzruszenia. W Święto Trzech Króli, podczas wieczornego nabożeństwa niosłem Go po raz pierwszy w mych niegodnych dłoniach. Jakże drżałem, gdy Pana wszechświata składałem na ołtarzu... O Boża Miłości!" (97).

Na dzień świeceń Bóg przygotował mu Wielką Sobotę (2.IV.1851), szczyt roku liturgicznego. Brat Augustyn Maria z pokorą i dziękczynieniem zanurzył się w pełni Chrystusowego zbawienia i w pełni szabatowego oczekiwania Maryi na zmartwychwstanie swego Syna i Boga. Po uroczystościach ojciec Augustyn Maria od Najświętszego Sakramentu wyśpiewał swoja pieśń dziękczynną: "Nie mogę ciągle przyjść do siebie i wcale tego nie chcę. Niech wzbiera miłość w mojej biednej duszy, niezdolnej odpowiedzieć na względy, jakimi mnie obsypano. Uproś mi wierność, wdzięczność, umiłowanie krzyża i pragnienie chwały Bożej. - Moja pierwsza Msza święta! Szczęśliwy byłem móc Jezusa dotykać i trzymać w rękach" (98)

Oczywiście, pierwsze płomienne kazanie wygłosił o Eucharystii. Któż bardziej niż on doświadczył jej mocy? Chciał się stać jej apostołem. W mocy Eucharystii i za rękę z Maryją rozpoczął swą kapłańską działalność zdobywania dusz Odkupicielowi świata. Zatroszczył się przede wszystkim o najbliższych. Ochrzciła się jego siostra, a wkrótce potem sam ochrzcił siostrzeńca - jak on, pociągniętego przez Jezusa w Hostii podczas procesji Bożego Ciała. Ku radości o. Augustyna, chłopiec niebawem pozyskał dla Chrystusa kolejna osobę. Faktu tego nie chciał mu wybaczyć ojciec i dopiero na łożu śmierci, pojednał się z synem.

Ponieważ jednak jego dawna sława stawała się pewną pułapką dla żarliwego apostoła, O. Augustyn chętnie przyjął propozycję podróży apostolskich. Posługiwał jako kaznodzieja, zakładał klasztory we Francji, opiekował się powstałym stowarzyszeniem Najświętszego Sakramentu. Bardzo cenił posługę ludzi świeckich w Kościele. Zachowało się jedno z jego gorących nawoływań do ukochania Jezusa Eucharystycznego.
Pragnę usilnie, abyś tak jak Magdalena, która łzami i wonnym olejkiem namaściła stopy Pana, i ty u stóp Tabernakulum rozlewał woń ustawicznej modlitwy, nieustannej kontemplacji.
Pragnę, aby Eucharystia była dla twej duszy gorejącym płomieniem i w nim zanurzona, aby wyszła płonąca miłością i wielkodusznością.
Chciałbym, aby ów ołtarz eucharystyczny, na którym ofiaruje się Jezus, przyjął także twoje oddanie, abyś się sam stał ofiarą miłości, której woń wzniosła by się aż do tronu Wiecznego Boga!" (108).

Gnany żarem miłości przemierzał miasto za miastem, aby wzywać ochotników do nocnej adoracji Najświętszego Sakramentu. Tour, Bordeaux, Carcasonne,, wreszcie Paryż, który widział jego hulaszcze życie artysty. W Saint Suplice zebrały się tłumy ludzi, aby rozpoznać genialnego muzyka w skromnym mnichu karmelitańskim. O. Augustyn z drżeniem wchodził na kazalnicę. Jakże chciał przemawiać w tym mieści swego nawrócenia! W mieście swych największych grzechów i zgorszenia. "Drodzy Bracia! Pierwszą rzeczą, którą powinienem uczynić wchodząc na tę Chrystusową kazalnicę, to przeprosić za całe zło, jakie miałem nieszczęście popełnić w tym mieście.

Jakim prawem - możecie przecież powiedzieć, - jakim prawem ty właśnie przychodzisz przemawiać do nas, zachęcać nas do cnoty i nabożności? Jakim prawem chcesz nam wyjaśniać wielkie prawdy wiary i mówić o przedmiocie naszej miłości, o Jezusie i Maryi, których po wielekroć znieważałeś na naszych oczach. Widzieliśmy ciebie wśród publicznych grzeszników, miotanego wiatrem wszelkiej możliwej błędnej nauki. Publicznie czyniłeś zło i swym haniebnym zachowaniem obrazałes nasze oczy. In peccatis natus es totus et doces nos! (Ty, cały w grzechach, chcesz nas pouczać!).

Tak, bracia, wyznaje, ze zgrzeszyłem przeciwko niebu i wam. (...) Nie mam żadnego prawa do waszych względów . Jestem gotów, bracia, publicznie i uroczyście was przeprosić, i ze sznurem na szyi i świecą w ręce klęczeć u bram kościoła, błagając wchodzących o miłosierdzie i modlitwę. Przybyłem tu w szacie pokutnej, gdyż należę do surowego zakonu. Głowę mam ostrzyżoną i stopy bose. Gdy kiedyś wszedłem do pewnego kościoła byłem tylko Żydem! Było to w maju... śpiewano nabożne pieśni. Maryja, Matka Jezusa objawiła mi tajemnicę Najświętszej Eucharystii.

Poznałem Ją, poznałem Jezusa i wkrótce stałem się chrześcijaninem! Poprosiłem o chrzest święty. Święcona woda spłynęła na me czoło i w tym momencie wszystkie moje grzechy, moje straszne grzechy dwudziestopięcioletniego przestępczego życia zostały zgładzone. Bóg mi przebaczył! Moja dusza stała się od tej chwili czysta i niewinna! Bóg, moi bracia, przebaczył mi. I Maryja mi przebaczyła! Czy i wy także mi przebaczycie?"(109 n.)

Można sobie wyobrazić, jaki prąd łaski przeszedł przez słuchających. Wielu, którzy przedtem z nim grzeszyli, poszło teraz za nim na jego wołanie. Wreszcie, zaopatrzony w błogosławieństwo papieża Piusa IX O. Augustyn wyjechał z misją do Anglii. Nie zrealizował jednak swego gorącego pragnienia życia pustelniczego. Ponieważ jego zaawansowana choroba oczu (jaskra) coraz bardziej się pogłębiała, w dniu św. Rafała Archanioła, rozpoczął nowennę do Matki Bożej z Lourdes z prośbą o uzdrowienie i odbył do Lourdes pielgrzymkę. Powolna z razu poprawa zakończyła się gwałtownym, cudownym uzdrowieniem. W Lourdes nasz pielgrzym miał szczęście spotkać Bernadettę, również jak on "pochwyconą" prze Maryję.

Jako karmelita sprawował kolejno funkcję mistrza nowicjatu, zastępował prowincjała. Na krótko wycofał się do pustelni. W początku lat 70-tych XIX wieku, w obliczu wojny Francji z Prusami, zdecydował się na wyjazd do Szwajcarii, gdyż we Francji, jako niemiecki Żyd był niemile widziany. W Genewie podjął się duszpasterstwa wśród uciekinierów. W grudniu 1870 r. o. Augustyn Maria dostał od biskupa propozycję pracy wśród francuskich jeńców, przebywających w Prusach, bowiem władze państwowe Francji nie wyraziły zgody na wyjazd kapłanów francuskich. O. Augustyn miał natomiast szansę uzyskania takiego pozwolenia z racji, że był zakonnikiem urodzonym w niemieckiej rodzinie. Podjął się tego trudnego zadania, przeczuwając, że będzie to jego ostatnia placówka. Wyjeżdżając 24 października 1879 r. powiedział: "Niemcy będą moim grobem".

Praca kapelana polowego w podberlińskim Spandau, wśród tysięcy jeńców, sroga zima i wielogodzinne spowiedzi w lodowatych lazaretach spowodowały, że Cohen podupadł na zdrowiu. Odszedł do Pana 20 stycznia 1871 r. "Maryja objawiła mi tajemnicę Eucharystii. Doświadczyłem: Eucharystia jest życiem, jest szczęściem! Nie mam już żadnej innej matki, niż Matka Pięknej Miłości, Matka Eucharystii. To Ona podarowała mi Eucharystię, a ta skradła mi serce. Wiecie, dlaczego zostaje się mnichem? Żeby pomścić tę zapoznaną miłość.

Ofiara eucharystyczna i ofiara ślubów zakonnych nie odrywają duszy od ciała; one ofiarowują się razem. Nie uśmierca ich miecz dlatego, aby mogły składać ofiarę aż do dnia ostatniego dnia" (183).

Fragmenty Pism

W pismach, jakie zostawił, znajduje się jego kazanie o szczęściu. Mówił zawsze bardzo osobiście, a Jezus Eucharystyczny nadawał jego słowom swojej boskiej mocy.

Szczęście

"Przebiegłem ten świat, zobaczyłem świat, świat ukochałem. I tylko jednego nauczyłem się w świecie: nie znajdzie się w nim szczęścia. Szczęście! Aby je znaleźć przebyłem miasta i królestwa. Przepłynąłem morza. (...) Szukałem go w bogactwie, w podnieceniu grą, w fantazji literatury romantycznej, w przygodach życia, w zaspokojeniu wybujałej ambicji. Szukałem szczęścia w sławie artysty, w przyjaźni sławnych ludzi, we wszelkich przyjemnościach zmysłów i ducha. Szukałem wreszcie w wierności i prawdziwości przyjaciela - mój Boże, gdzież ja nie szukałem, tego szczęścia, tego marzenia każdego dnia i każdego serca?

A wy, moi bracia, czy je znaleźliście? Jesteście szczęśliwi? Niczego wam nie brak? (...) Wydaje mi się, że również z waszych serc wznosi się wspólny krzyk cierpiącej ludzkości: O, szczęście, szczęście, gdzie ty jesteś? Powiedz, gdzie się ukrywasz! (...). Jak tę tajemnicę wyjaśnić? Przecież człowiek jest stworzony dla szczęścia! Większość jednak ludzi błądzi co do jego natury i szuka go tam, gdzie go nie ma.

Posłuchajcie! Ja to szczęści znalazłem! Posiadłem je, w pełni się nim raduję! Mogę wołać z Apostołem: Superabundo gaudio! Z mego serca przelewa się radość, ono nie może pomieścić tego wulkanu szczęśliwości. Czuję się przynaglony opuścić moją samotnię, by przyjść do was i krzyczeć: Superabundio gaudio! Tak, jestem tak szczęśliwy, że błagam was i zaklinam: podzielcie ze mną nadmiar tego szczęścia! Oto na czym ono polega; tylko sam Bóg, może ukoić tęsknotę ludzkiego serca. (...)Dany nam został Jezus Chrystus, ale aby Go znaleźć trzeba czuwać i modlić się. Jezus Chrystus w świętej Eucharystii. To Eucharystia jest życiem i szczęściem"(110 n.)

Gdy przyjaciel ojca Augustyna, Cuers, został wyświęcony na kapłana, Apostoł Eucharystii nie posiadał się z radości: jeden kapłan więcej dla konsekracji! Znowu był maj, więc składając przyjacielowi życzenia, z dziękczynieniem wspomina o własnym wybraniu: "To Jezus i Maryja pociągnęli mnie do siebie. Maryja zaprowadziła mnie do Jezusa, Jezus dał mi Maryję, Ona zaś dała mi Eucharystię Eucharystia natomiast ukradla mi serce i tak mnie porwała, że chciałem żyć tylko dla Jezusa i Maryi. Dlatego oddałem się Jezusowi w zakonie maryjnym, stawszy się zakonnikiem Maryi i kapłanem Jezusa" (119).

O, tak! Kocham Jezusa, kocham Eucharystię. Niech to zabrzmi echem, niech odbije się echem w chórze, po górach i dolinach! Powtarzajcie wszyscy za mną: Kocham Eucharystię! Jezus jest ze mną...tego ranka do mnie przyszedł. Oddał mi się, mam Go, trzymam Go, Jego wielbię. W moich rękach stał się Ciałem! O niewysłowiona szczęśliwości! On jest moim Emanuelem, moją Miłością, moją Eucharystią" (119).

Eucharystia to Jezus Chrystus

Jezus Chrystus dziś - to Przenajświętszy Sakrament!

Jezus Chrystus dziś! Dzisiaj jestem słaby, potrzebuję siły z wysoka, która mnie umocni. Jezus Chrystus zstępuje z niebios, staje się Eucharystią, Chlebem mocnych.

Dzisiaj jestem ubogi, potrzebuję bezpiecznego schronienia. Jezus staje się Domem, Domem Bożym i Bramą niebios, Najświętszą Eucharystią.
Dzisiaj jestem głodny i spragniony. Potrzebuje pokarmu, który nasyci ducha i serce, napoju, który ugasi palące pragnienie. Jezus staje się chlebem i winem Eucharystii! Frumentum electorum et vinum germinans virgines (zbożem wybranych i winem rodzącym dziewice.
Dzisiaj jestem chory. Potrzebuję łagodzącego balsamu, aby uleczyć rany mojej duszy. Jezus rozlewa się na mą duszę niczym kosztowna maść, oddając się mi w Eucharystii. Impinguasti in oleo caput meum; oleum effusum, olo laetitiae unxi eum, fundens oleum desuper.
Dzisiaj muszę złożyć Bogu przyjemną ofiarę. I sam Jezus staje się ofiarą, jest Eucharystią.
Dziś w końcu jestem prześladowany. On jest moja tarczą: scutum meum et cornu salutis meae. Stanę się groźny dla mego wroga.

Zabłądziłem, On jest mą gwiazdą przewodnią. Brak mi odwagi, On mnie podnosi. Jestem smutny, On mnie pociesza. Jestem opuszczony, On zostaje ze mną aż do końca czasów. Pozostaję w niewiedzy, On mnie poucza i daje światło. Przede wszystkim jednak potrzebuje miłości. Żadna ziemska miłość nie zaspokoi mego serca. Dlatego Jezus ukrył się w Eucharystii. Jezus mnie kocha i Jego miłość mi wystarcza, syci mnie i zanurza w oceanie miłości"(118).

 

 
Joomla 1.5 Templates by Joomlashack